niedziela, 8 grudnia 2013

epilog

Leżałem, nie czując swojego ciała. Wpatrując się w przestrzeń i nie potrafiąc poruszyć, już od kilku godzin. Mrok panujący w pokoju sprawiał, że uczucie zimna tylko się pogłębiało. Nie byłem w stanie zrobić niczego. Nawet oddychanie sprawiało trudność. Musiałem wysilać się by moje serce wciąż miało siłę bić. To mnie zabiło. Przypaliło rozgrzanym prętem każde moje zakończenie nerwowe tak, że wolałbym umrzeć niż czuć ten ból. Wolałbym nigdy nie być. Trafiłem do piekła w którym każda pojawiająca się w mojej głowie myśl wynajdywała co raz to bardziej brutalną torturę. Jego głos, zapach, uśmiech, to jak patrzył na mnie błagając żebym został, jak rozdzierałem go słowami... zasłużyłem. Wykonałem kolejny tej nocy oddech który przedarł się przez moje płuca raniąc je.
Przeczytałem. Kiedy zobaczyłem autora myślałem że się rozpłaczę. I płakałem. Przez wszystkie dwadzieścia dwa rozdziały. Przez wszystkie trzysta osiemnaście stron. Każde zdanie z którym przeżyłem na nowo to wszystko... tym razem wiedząc co czuł on. W każdym momencie. Każda myśl. Każdy oddech... zabiłem go. Nigdy bym nie pomyślał że tak bardzo będzie go to boleć, że tak to przeżyje.. że jedynym co słyszał w głowie od naszego ostatniego spotkania to "nie kocham cię". Zaprzedałbym duszę żeby móc cofnąć czas do tego dnia i umrzeć, zanim mu to powiedziałem. Co mogłem teraz zrobić? Jak to naprawić, jak go przeprosić? Zrobiłbym wszystko żeby on nigdy nie cierpiał. Kocham go bardziej niż jakąkolwiek inną część tego wszechświata i musiałem dać mu odejść żeby to zrozumieć. Nic nie jest ważniejsze od tej zielonookiej istoty o imieniu Harry, którą tak bardzo skrzywdziłem. Nie miałem mu za złe że to napisał. Nie mogłem. W książce nadał mi imię Josh. W niej byłem o wiele bardziej idealny. Sam siebie za to nie docenił w najmniejszym stopniu. Jeśli tak widział to co działo się między nami... on mnie kocha. Muszę zrobić wszystko żeby to naprawić. Inaczej nie będę mógł dłużej żyć. 

*** 

Ściskałem w dłoni ulotkę z księgarni. Mówiła o spotkaniu autorskim. Podpisywanie książek młodego, obiecującego pisarza. Harry będzie tam za dziesięć minut, a ja wciąż stałem w korku kilometr dalej. Paliłem papierosa za papierosem, z każdą sekundą trzęsąc się z nerwów jeszcze bardziej. Będzie tam. Zobaczę go. Wiedziałem że muszę się z nim spotkać, a to była jedyna okazja. Nie wiedziałem co mu powiem i czy będzie chciał mnie wysłuchać, ale musiałem spróbować. Ciekawe jak bardzo się zmienił... 
Samochody w końcu zaczęły poruszać się przede mną co powitałem z ulgą. Zagryzłem usta powstrzymując łzy. On pewnie już tam jest. Przywitał się z ludźmi którzy nawet nie mają pojęcia, że ta historia zdarzyła się na prawdę i odejdzie zanim tam dotrę... nie. Dostrzegłem wolne miejsce parkingowe więc nie zastanawiając się odłączyłem się od sznura samochodów. Przekręciłem kluczyk i trzymając kurczowo swój egzemplarz "Moja definicja szczęścia". Powtarzałem w głowie ostatnie wersy książki które znałem już na pamięć i zacząłem biec. Dziękowałem losowi że chodniki nie były oblodzone. Musiałem zdążyć. Po ruchomych schodach również biegłem, mimo płonących płuc, bo jechały stanowczo zbyt wolno. Spóźniłem się? 
Kiedy dotarłem przed drzwi księgarni zobaczyłem około setki osób. Nie mogłem go dostrzec. Próbowałem się przepychać ale nic z tego. Serce tłukło mi w piersi jakby chciało wybić sobie drogę na zewnątrz. Kiedy byłem już w środku zobaczyłem bramki ustawione przed wnęką gdzie stały romanse. Nie mogłem zobaczyć niczego bo zasłaniały mi inne regały. Ludzie podchodzili wpuszczani przez ochroniarza i po kilku chwilach wychodzili z drugiej strony, z podpisaną książką i uśmiechem, żeby zaraz opuścić sklep. Byłem jedyną osobą która okazywała tak wiele emocji. Dla nich było to zwyczajne spotkanie autorskie. Powiedział parę słów podpisał i poszli. Ja czułem, że za regałem z kryminałami siedzi całe moje życie. Przetarłem twarz dłonią widząc że kolejka się przesuwa. Byłem ostatnią osobą. Ręce trzęsły mi się bardziej niż wtedy kiedy po raz pierwszy go pocałowałem. Przymknąłem powieki starając się oddychać. Minęło może piętnaście minut. 
W końcu. Zobaczyłem go. Zobaczyłem Harry'ego i poczułem że zaraz zemdleję. Był tam. Mój Harry. Gdybym nie znał na pamięć jego twarzy stwierdziłbym, że niewiele się zmieniło. Jednak przestudiowałem ją tak dobrze wielokrotnie, że od razu zauważyłem nieco bardziej zarysowane kości policzkowe i poważniejsze wyraz. Nie wyglądał jak chłopiec w kujonkach. Był inaczej ubrany. Czerń i ciemny granat zupełnie kontrastowały z dawnym Stylesem. Zdaje mi się czy na ręce szybko kreślącej zawijasy po każdej kolejnej książce, widnieje kilka małych tatuaży? Łzy popłynęły po moich policzkach niekontrolowanie i gdyby nie bramki byłbym już przy nim. Uśmiechnął się do starszej pani która pewnie gratulowała mu sukcesu. Widok jego dołeczków wywołał fizyczny ból. Przyjemny ból. Wyglądał na zmęczonego. Uśmiechał się, ale w jego oczach nie widziałem niczego co znałem. Ich kolor wyblakł. Kiedy byłem już metr od stolika, z nadmiaru emocji nie byłem w stanie myśleć. Harry... dwie osoby.. uśmiech.. jedna.. 
Nie podniósł wzroku kiedy stanąłem naprzeciwko niego. Mrugałem, chcac zobaczyć go przez łzy. 

- Dla kogo? - Dźwięk jego głosu wywołał silny dreszcz. 
- Kocham Cię Harry. 

Jego dłoń się zatrzymała. Sekunda w której podnosił wzrok trwała wieczność. Nasze oczy się spotkały. Widziałem jak jego źrenice się tozszerzają, jak otwiera usta, ale nic nie mówi. Jego spojrzenie odebrało mi rozum. Nie byłem w stanie zrobić niczego. Chciałem mówić bez przerwy, ale nie potrafiłem nawet mrugnąć. Wstał nie odrywając ode mnie wzroku. 

- Koniec spotkania Nick. - powiedział do wysokiego mężczyzny stojącego obok. 

Kiedy jego dłoń splotła palce z moimi wszystko wokół straciło na wyrazie. Szedłem ciągnięty przez niego. Słyszałem jak za nim wołają. Błagałem w myślach żeby się nie odwrócił, nie zatrzymał. Zacisnąłem uścisk. Gwałtownie otworzył drzwi do męskich toalet i dziękowałem Bogu, że w drzwiach tkwił kluczyk, którego Natt nie wyjmuje nigdy po swojej zmianie. Przekręciłem go i bez zastanowienia wpadłem w jego ramiona, jakby były ostatnią deską ratunku. Złączył nasze usta w niedbałym pocałunku a ja nie mogłem pozbierać myśli kotłujących się w mojej głowie. Chciałem być jeszcze bliżej, trzymać go jeszcze mocniej. Jego łzy wydostające się z przymkniętych powiek mieszały się z moimi. Nareszcie. Po zbyt krótkim pocałunku odsunął się i wtedy uświadomiłem sobie, że dopiero teraz mogę wziąć pełny oddech, kiedy on tutaj jest.
- Przepraszam. - wtuliłem głowę w jego szyję zauważając, że jeszcze bardziej urósł. - Nie myślę tak. Powiedziałem to wszystko żebyś wyjechał i spełniał marzenia nie będąc uwiązanym.. Ja.. - głos uwiązł mi w gardle.  
- Louis.. - moje imię w jego ustach sprawiło, że zapomniałem każdy moment w którym byliśmy oddzielnie - Kocham Cię. - odsunąłem się i chwyciłem jego twarz w dłonie. Spojrzałem mu w oczy i drżąc na całym ciele powtórzyłem

-Kocham Cię.Nie przestałem nawet na sekundę odkąd zobaczyłem Cię po raz pierwszy.

 Łzy spływające po jego policzkach były łzami szczęścia i oczyszczeniem dla mojej duszy. W jego ramionach znów zacząłem oddychać. Był mi potrzebny do życia. Najważniejszy. 


"Nasz związek to definicja miłości poświęconej dla kariery i zgubionej w pogoni za marzeniami.. ale pamiętaj. To ty jesteś moją definicją szczęścia."


 _____________________________________________________________


Czas oficjalnie pożegnać się z Waking Up Alone kochani! To już ostatni wpis na tym blogu.
Poddałam się i powstrzymałam swoją chęć nieszczęśliwego zakończenia specjalnie dla was :D
Napisałam prolog w nocy, na telefonie.. stwierdziłam że jest nawet fajny, więc bez zastanowienia stworzyłam bloga i go dodałam. Wyglądał beznadziejnie różowo ze zrobionym przeze mnie szablonem, ale był. To było w sylwestra tamtego roku. Nie miałam pojęcia o czym ma być to opowiadanie. Pisałam je zupełnie na bieżąco sama nie wiedząc co będzie w kolejnych rozdziałach. Wasze komentarze czasem mnie naprowadzały, piosenki, inne ff.. no i jesteśmy tutaj. na końcu mojej historii Louisa i Harry'ego.
Mam nadzieję że to opowiadanie zostanie choć na chwilę w waszej pamięci i po przeczytaniu go pomyślicie "fany pomysł, dobrze napisane".. to znaczy bardzo wiele.

Dziękuję że byliście przez cały czas, czekaliście na każdy kolejny rozdział z którymi często się spóźniałam, za co przepraszam..
Dziękuję tym, którzy przyszli tutaj pod koniec, oraz tym, którzy czytają to opowiadanie rok po jego zakończeniu. Wam również dziękuję.
Dziękuję za pozostawione 172 komentarze, za 11 229 wyświetleń, dziękuję 29 osobom które chciały być informowane.
W końcu dziękuję temu opowiadaniu... tak. bo dzięki niemu poznałam tak cudowną osobę jaką jest Basia.
Kocham Cię sunshine ♥
Przepraszam za wszystkie błędy, nieskładne zdania, przemęczone rozdziały których czasem sama nie dałam rady przeczytać..

do wszystkich którzy czytają to opowiadanie po jego zakończeniu i zastanawiają się czy "jeszcze tu zaglądam i czy warto komentować"- dostaję maila z powiadomieniem o komentarzu na każdym swoim blogu, zobaczę go i przeczytam bądź pewna ;) 

Pod ostatnim rozdziałem pisałam o twitcamie. Nie miało to żadnego odzewu więc chyba z niego zrezygnuję. Trudno, nie będę go robić dla samej siebie.

NIE MARTWCIE SIĘ NIE OPUSZCZAM WAS :D

Od nowego roku zaczynam kolejne opowiadanie :)

Your eyes are frozen

zapraszam też na poprzednie :)

Look After You Forever 

love you all ♥