poniedziałek, 31 grudnia 2012

first.



     Około 2 w nocy obudziło mnie wołanie zza drzwi. Ktoś wołał moje imię. Tym kimś była Perrie. Nie chciałem podnosić się z łóżka ale kiedy jej krzyk stał się rozpaczliwy, przetarłem rozespane oczy i poczłapałem do korytarza skąd dobiegał głos dziewczyny. Od razu się rozbudziłem, kiedy zobaczyłem zaraz przy drzwiach nieprzytomnego Zayna, leżącego na jasnych panelach i Pezz próbującą go podnieść. Ona była przerażona, ale ja widziałem go już kilka razy na totalnym zgonie. Jutro będzie zdychał. Bez słowa podszedłem i podniosłem go z ziemi. Był kompletnie bezwładny więc łatwo dał się zanieść do ich sypialni. Perrie szła pierwsza, świecąc światła w kolejnych pomieszczeniach. Nasze mieszkanie nie należało do najmniejszych.
Bez zawahania, po prostu rzuciłem Malika na łóżko i się wycofałem.

 - Aż taki dobry melanż był? - zapytałem z ironią.

Perrie zaczęła powoli rozbierać bruneta, zaczynając od jego drogich butów.

 - Niczym nie różniący się od innych. - odpowiedziała zmęczonym głosem. - To ten idiota postanowił być dzisiaj atrakcją imprezy. Ktoś musiał Cię zastąpić, a on w przeciwieństwie do Ciebie nie zna umiaru.

 Nie skomentowałem tego. Byłem przyzwyczajony do komplementów i takich tekstów. Zamiast tego postanowiłem pomóc dziewczynie. Nie mogłem patrzeć jak się męczy. Poradzenie sobie z zalaną w trupa osobą nie należy do najłatwiejszych. Przytrzymałem go kiedy ściągała z niego kurtkę i koszulkę. Kiedy zwolniłem uścisk pokryte tatuażami ciało znów opadło bezwładnie na bordową pościel.  Przykryła go jeszcze kocem i pocałowała w policzek.      
      Razem udaliśmy się do kuchni. Już całkiem rozespany siedząc przy stole patrzyłem jak blondyna stawia wodę.

- Chcesz kawy? - zapytała.
- Herbaty.

     Oparłem się na rękach czekając aż Perrie do mnie dołączy. Postawiła przede mną kubek z parującym gorącym płynem. Dolała dokładnie tyle mleka ile lubiłem. Jak ona mnie dobrze zna. Lepiej niż ktokolwiek inny. Nawet lepiej niż Eleanor. Jest dla mnie jak siostra. Mogłem z nią siedzieć w środku nocy i bez słowa pić herbatę. Oboje cicho się zaśmialiśmy, kiedy z pokoju obok doszło nas chrapanie Zayna.

 - To już przynajmniej jakaś oznaka życia. - rzuciłem.

     Uśmiechnęła się blado. Cholera jakie to wszystko teraz zagmatwane. Jeszcze dwa lata temu siedzieliśmy dokładnie w tym samym miejscu, o tej samej porze, robiąc to samo, a byliśmy wtedy zupełnie innymi ludźmi. A raczej ja, bo ona wiele się nie zmieniła. Stałem się obojętny i gburowaty, a ona cały czas była tą samą przestraszoną nastolatką którą znałem. Po wyrazie jej twarzy poznałem że myśli o tym samym. Tamtej nocy się tutaj wprowadziliśmy. Dwójka nareszcie niezależnych studentów, najlepszych przyjaciół bez wielu problemów od tak popijało w nocy coś ciepłego rozmawiając. Nic wtedy nas nie dręczyło. Nie czuliśmy ciągłej presji. Wszystko zmieniło się w połowie pierwszego roku. Trener zaproponował zwykłemu uczniowi dołączenie do drużyny piłkarskiej. Zgodziłem się i od razu zakumplowałem z Malikiem i Paynem. Z czasem Perrie zakochała się w Zaynie i pół roku temu się wprowadził. Wtedy na coraz częstszych imprezach traciliśmy samych siebie stając się tak samo ważnymi, jak cała reszta elity. Na jednej z takich domówek poznałem El. Spodobała mi się bardziej jako koleżanka, ale tak jakoś wyszło że jesteśmy razem. Bo przecież nie pasowało żebym nie miał dziewczyny a ta na dodatek była przyjaciółką Dani. Same plusy. Przywykłem do tego stylu życia i nie czułem potrzeby zmiany. Aż do wczoraj. Dziwne prawda? Postawa i przeszywające spojrzenie zielonookiego pierwszoroczniaka przeważyło czarę goryczy. Tak. Cały wieczór myślałem jak to byłoby być znów na czystej pozycji. No ludzie nawet on znał moje imię!

 - O czym myślisz Lou Lou?
- Ehm.. O tym, jak to wszystko się zmieniło. Nie męczy Cię to?

 Spuściła wyrok z lekkim uśmiechem a blond pukle zakryły jej twarz.

 - Trochę. Ale wiesz.. Martwię się raczej o Ciebie.
 - O mnie?

 Spojrzała na mnie niebieskimi tęczówkami z nieodgadnioną miną.

- Tak. Lou, ja kocham Zayna nawet jak się zajebie i nie wie co do niego mówię. Ale tobie chyba nie układa się tak dobrze z El.

Cholera to aż tak było widać?

- Powiedziałbym, że Ci się wydaje, ale wiesz, że to kłamstwo.

 Uśmiechnęła się uroczo.

- Louis w tym mieście tylko ja znam Twoją przeszłość, więc wiem, że nie może być dobrze. I tak długo wytrzymałeś. Wiem, że nie chcesz znów przechodzić przez ten koszmar.. Ale czy nie lepiej byłoby ją po prostu zostawić i przyznać się do samego siebie?
- Perrie! No i jak ty to sobie wyobrażasz? Mam im wszystkim nagle powiedzieć że jestem gejem? Nie ma nowy. Pamiętam co działo się w liceum. Poza tym.. Tyle razy, ile przebierałem się z chłopakami w szatni i pilnowałem się, żeby tylko nie spojrzeć tam gdzie nie trzeba i nie wzbudzić podejrzeń nie może pójść na marne. Nie jestem masochistą Pezz.

Przez chwilę nie odezwała się przetrawiając chyba moje słowa.

 - Więc jak długo jeszcze zamierzasz udawać kogoś kim nie jesteś?

Dodała innym głosem. Trochę pogardliwym.To wyprowadziło mnie z równowagi i może trochę za głośno odpowiedziałem

-  A Ty to może nie udajesz? Kujonka, zakompleksiona nastolatka która wyrwała się z małego miasteczka i próbuje udawać przebojową dziewczynę kapitana drużyny.

 Od razu pożałowałem swoich słów. Ze łzami w oczach wstała od stołu i szepnęła:

 - Pójdę zajrzeć do Zayna.

 Zaraz wstałem za nią i chwytając za nadgarstek odwróciłem ją ku sobie.

 - Pezz... Przepraszam nie to miałem na myśli..
 - Nie, masz rację. Oboje udajemy. I oboje jesteśmy tchórzami. Ale tak jest lepiej prawda?

Nie mogąc patrzeć na jej łzy, mocno ją przytuliłem. Nie znalazłem sensownych słów, żeby jej odpowiedzieć.

- Zostaw tego błazna. Niech się w spokoju wyśpi. Weź prysznic i idź spać do mnie. Moje łóżko jest wygodniejsze niż kanapa a z Zaynem raczej nie radziłbym spać.
- A ty? - spytała wycierając oczy.
- Zostanę tutaj. W sumie to nie jestem śpiący.

To oczywiście było kłamstwem. Ledwo stałem na nogach. Pocałowałem ją w czoło i poszedłem do mojej sypialni po koc. Wygodnie ułożyłem się na sofie w salonie i zasnąłem wsłuchany w dźwięk szumiącej w łazience wody.

                                                                                           ***

     Do mieszkania wszedłem najszybciej jak tylko się dało. Otrzepałem ubrania ze śniegu i udałem się w stronę lodówki, rozpakować zakupy. Rozmasowywałem przy tym prawy bok, na który niezdarnie upadłem przewracając się na oblodzonym chodniku. Będzie siniak jak nic. Chwila. Która to już godzina? Zegarek na ścianie wskazywał 13. Niall jeszcze śpi? Co się ostatnio dzieje z tym chłopakiem? Zawsze wesoły, uśmiechnięty i potrafiący pocieszyć.. Od dwóch tygodni praktycznie ze mną nie rozmawia. Zrobiłem coś nie tak?
 Zapukałem delikatnie w drzwi jego pokoju obklejone plakatami różnych zespołów. Nie odezwał się więc uchyliłem je, wślizgując się do środka. Doznałem lekkiego szoku kiedy zobaczyłem że leży na łóżku wpatrując się w sufit a dookoła panuje totalny chaos. Przecież on tak kocha sprzątać!

 - Niall?

 Nawet nie mrugnął na dźwięk swojego imienia. Przysiadłem na skraju łóżka i zapytałem:

 - Niall co się dzieje?
- Nic.

Jego głos był ostatnio taki bezbarwny. Nawet już nie słyszałem żeby śpiewał. Kiedyś robił to do znudzenia.

 - Widzę przecież..
 - Daj spokój.

Wszedł mi w słowo. Okay, spróbujmy z innej strony.

 - Wiesz, - przybrałem weselszy ton - wczoraj miałem niezłą przygodę. Ktoś chciał wrobić mnie w kradzież słuchawek, czego oczywiście nie zrobiłem i sam Louis Tomlinson pomógł mi uniknąć kłopotów, płacąc za nie. Tak jakoś wyszło że później ich nie zabrał więc.. Przyniosłem je Tobie.

 Z uśmiechem podsunąłem mu nowe słuchawki pod nos. Zero reakcji.

 - Nie lubię muzyki.

Odparł po chwili. Poczułem jak oczy mi się rozszerzają.

- Nie lubisz muzyki? Człowieku, Ty nie możesz bez niej żyć!

Spojrzałem wymownie na gitarę stojącą na drugim końcu pokoju.

 - Harry.. Możesz po prostu zostawić mnie samego?

Zmusił się, żeby na mnie spojrzeć. W jego oczach zobaczyłem coś jakby.. smutek? Nie mam pojęcia. No dobrze.

 - Jak będziesz chciał pogadać, to wiesz gdzie się zgłosić.

 Wyszedłem zostawiając go, znów wpatrującego się w sufit. Usiadłem na kanapie i włączyłem telewizję. Nie mogłem się jednak skupić na żadnym z głupawych programów. Dlaczego? Moje myśli zajmował niebieskooki chłopak. A raczej anioł. Louis Tomlinson. Widziałem go wiele razy. Trudno było nie zauważyć na uczelni jego 'paczki'. A raczej paczki Malika. wszyscy oni byli obiektem rozmów i podziwu. Każdy chłopak, nawet Niall, zazdrościł im najpiękniejszych dziewczyn na uczelni. Owszem były piękne. Gdybym nie był inaczej zorientowany, to może i ja bym zazdrościł. No ale nie jestem. Wczoraj Louis zachował się.. Jak człowiek. Po raz pierwszy nie zobaczyłem w jego oczach wyższości. W jego pięknych oczach. Niczym wzburzone fale zimnego oceanu. Cały czas miałem przed sobą jego twarz. Od wczoraj nie mogę myśleć o niczym innym.. Styles! Opamiętaj się! To nie ta liga. Niestety.

                                                                                               ***

- Eleanor, długo jeszcze? - Zawołałem czekając na dole schodów. - Spóźnimy się!
- Spóźnianie jest w modzie, kotku. - Powiedziała, powoli schodząc, trzymając się drewnianej balustrady.

Wyglądała ładnie. Po prostu ładnie. W błękitnej, brokatowej, krótkiej sukience i wysokich białych butach. No super znów jest wyższa ode mnie i będę wyglądał jak idiota.

- Cudownie.

Powiedziałem, wywołując jej irytujący uśmiech, zadowolenia z siebie.
     Do domu Nathana dotarliśmy szybko. Mieszkał jakieś trzy ulice od El. Kiedy już przywitaliśmy się ze wszystkimi, zabierając ze sobą czerwonego drinka postanowiłem poszukać Perrie. Eleanor zajęta plotkowaniem i chwaleniem się naszyjnikiem, który jej dziś dałem, nawet nie zauważyła, że zniknąłem. Dom z zewnątrz nie wydawał mi się taki duży. Teraz znaleźć w nim blondynę graniczyło z cudem. W końcu dopadłem ich na balkonie. Owinąłem się szczelnie płaszczem i wyszedłem na zewnątrz. Dziś noc była wyjątkowo ciepła, z temperaturą na plusie. Kiedy zamknąłem drzwi głośna muzyka trochę ucichła.

- Współczuję jego sąsiadom. - powiedziałem.

Liam i Danielle jak zwykle nie zwracali uwagi na nic i byli zajęci sobą, w koncie. Zayn tylko przelotnie na mnie spojrzał. Cóż za entuzjaści. Tylko Perrie uśmiechnęła się i podeszła się przytulić. Miała nieciekawą minę, a kiedy pytająco na nią spojrzałem, pokręciła tylko głową. Zayn po dopaleniu kolejnego papierosa razem z tamtą dwójka weszli z powrotem do środka.

 -Ciepło dziś. - stwierdziłem. Mruknęła w odpowiedzi. - Nie bawisz się dobrze. - To też było stwierdzenie.
 - Nie bardzo. - odpowiedziała. Objąłem ją ramieniem i wpatrywaliśmy się w gwiazdy. - Za dużo różu jak dla mnie.

 Uśmiechnęła się krzywo. Przez Malika poczułem nagłą chęć zapalenia. Wyciągnąłem z tylnej kieszeni spodni paczkę czerwonych Malboro i kiedy odpalałem, zadzwonił mój telefon. Pezz wyjęła go z mojej kieszeni i już chciała odebrać, kiedy spojrzała na mnie zdziwiona.

- Nieznany numer.

 Zaciągnąłem się dymem i odebrałem.

- Halo?
- Ee.. Louis?

 Usłyszałem zachrypnięty, niski głos. Przeszły mnie dreszcze.

- Przepraszam że dzwonię tak późno.. Ale wolę od razu załatwiać sprawy. - Czy mi się wydawało czy brzmiał smutno? - Mam te pieniądze. Moglibyśmy się jutro spotkać? Może w południe?
- No dobrze.. Tylko gdzie?
- Może.. W zielonej kawiarni, naprzeciwko uczelni?

Cholera to daleko, ale on pewnie nie ma samochodu, więc niech stracę i ja przyjadę do niego. Ale tak szczerze mówiąc.. Nie potrzebowałem tych 50 funtów. Czułem potrzebę ponownego znaczenia tych zielonych oczu..

- Okay, może być 11? Mam wtedy przerwę w zajęciach.
 - Pewnie. Ja mam jutro wolny dzień. Do zobaczenia...

Rozłączył się. To było dziwne. Znów zaciągnąłem się papierosem.

- Co?

Spytałem Perrie, widząc, że przygląda mi się z uśmiechem.

- Nic.. Po prostu... Oczy Ci się błyszczą.
- Wydaje ci się.

Odwzajemniłem uśmiech znów pozwalając, żeby szczypiący dym wypełnił moje płuca.


____________________________________________________________

No dobrze, jest i pierwszy rozdział :) Widzę, że nikomu nie chce się zostawić nawet krótkiego komentarza, więc z nadzieją, że przeczyta to chociaż dziesięć osób a trzem się spodoba, będę kontynuować :) W kolejnym rozdziale zacznie się rozkręcać :3 Wszystkim życzę udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego Roku ! :D


3 komentarze:

  1. Fajnie się zaczyna.
    Zdania dosyć składne, mało błędów (osobiście żadnych nie zauważyłam przy pierwszym czytaniu).
    Czekam na kontynuację.
    Dożo, dużo weny,
    Basiulenka

    Twitter: @SekundeMoment

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczęłam od ostatniego rozdziału i tak mnie wciągnęło , że czytam od początku xD jest świetnie!! Piszesz cudownie !

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jakie to słodkiee ;))
    Tak od razu coś do siebie poczuli, lubię takie opowiadania ;)
    Mój ukochany fragment w tym imaginie : 'Po raz pierwszy nie zobaczyłem w jego oczach wyższości. W jego pięknych oczach. Niczym wzburzone fale zimnego oceanu. Cały czas miałem przed sobą jego twarz.' ♥
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń