czwartek, 24 stycznia 2013

second.



     Jest poniedziałek. Nienawidzę poniedziałków. Co prawda nie mam dzisiaj zajęć, ale musiałem wstać wcześniej bo umówiłem się na 11 ze Styles'em. Czekam na niego od 20 minut w kawiarni. Wydaje się człowiekiem w którego stylu nie jest spóźnianie się. Ale nie byłem zły. Nawet nie czułem irytacji. Zawsze byłem cholernie niecierpliwy.. ale nie dzisiaj. Może dlatego że z głośników wydobywała się cicha, relaksująca muzyka, która była miłą odmianą po wczorajszej imprezie? Złapałem się jednak na tym, że podryguje mi lewa noga, co często zdarza się kiedy się czymś stresuje. Cholera, czym? Próbowałem ją opanować, ale zaraz robiła to samo. Dziwne. Nigdy nie miałem problemów z ludźmi, a nawet lubiłem nawiązywać nowe znajomości.. Ale kiedy pomyśle o tych szmaragdowych tęczówkach, które sprawiają wrażenie, że potrafiłyby zajrzeć w głąb mojej duszy, przechodzi mnie dreszcz. Oczywiście próbowałem wmówić sobie, że to z zimna. Kończyłem właśnie filiżankę mocnej, czarnej kawy, która zdecydowanie była mi potrzebna. Spałem tylko 4 godziny.. Wtedy zadzwonił mały dzwonek zawieszony przy drzwiach, dający znak kiedy się otwierają. Siedziałem na końcu sali, więc powiew chłodnego powietrza dotarł do mnie z opóźnieniem.
Podniosłem wzrok i zobaczyłem najbardziej uroczy widok pod słońcem. Harry, otrzepujący swoje czekoladowe loki z roztapiających się płatków śniegu. Nie miał na sobie płaszcza ani czapki. Widocznie wybiegł z uczelni przewieszając ledwo przez ramię brązową torbę, która naciągnięta pod ciężarem książek spadła teraz na posadzkę robiąc dużo huku i wywołując różowy rumieniec na twarzy chłopaka. Z zakłopotaniem podszedł do stolika poprawiając na nosie okulary kujonki, w których wyglądał nieziemsko..

- Hej. - przywitał się z lekkim uśmiechem.
- Cześć.
- Przepraszam za spóźnienie, ale miałem w mieszkaniu mały.. - zawahał się. - wypadek.. Spóźniłem się dużo na wykład i musiałem się tłumaczyć, ale mam teraz godzinę przerwy.
- Wypadek? Coś Ci się stało? - poczułem że moje serce przyspiesza.
- Nie, nie. To nic poważnego. Małe problemy ze współlokatorem.. Spojrzał na swoje dłonie.

W tych słowach usłyszałem tyle smutku, że chciałem go natychmiast przytulić. Oczywiście tego nie zrobiłem. Miałem wrażenie że gość zaraz się rozpłacze, ale on zamiast tego wyciągnął portfel i podał mi banknot.

 - Oddaję.

I to był ten niezręczny moment. Kiedy wziąłem pięćdziesiątkę i kompletnie nie wiedziałem o czym z nim rozmawiać. Przez chwilę siedzieliśmy w niezręcznej ciszy, a ja zapragnąłem stamtąd uciec. Harry w końcu przełamał ciszę.

- Jak było na imprezie u Nathana? Było o niej głośno...
- Nieźle. - skąd wiedział, że tam byłem? - Mogło być lepiej. Raczej nie uznaję takich świąt jak Walentynki... A jak Ty je spędzałeś?
- Słuchawki, dobra płyta, zeszyt, długopis i trochę wyobraźni...

Z lekkim uśmiechem spojrzał na mnie spod rzęs. Romantyk.

- Piszesz coś? - zainteresowało mnie to.
- Raczej bzdury, do szuflady... Czasem Niall przeczyta. Nic wielkiego. - zawstydził się znowu.
- Yhym. A... - starałem się podtrzymać rozmowę. - Czego słuchałeś?
- The Fray, How To Save A Life. Dostałem akurat na urodziny.
- Kocham The Fray! To mój ulubiony zespół! - ożywiłem się. - Kiedy miałeś urodziny?
- Niedawno... Pierwszego Lutego.
- Wszystkiego Najlepszego. - Posłałem mu szeroki uśmiech.

***

     Do domu wracałem szybkim, raźnym krokiem. Pomimo tego że była już 20 i łapał mróz, ja miałem rozsuniętą kurtkę. Miałem też wrażenie, że wszyscy ludzie widzą to, jaki jestem szczęśliwy. To dziwne, ale na prawdę byłem. Po raz pierwszy od dawna. Czy powodem było tylko miłe spotkanie z Tomlinsonem, czy to że zaliczyłem ważne kolokwium z fizyki na 4 i pół? A może to, że Niall po raz pierwszy od 3 dni poszedł na uczelnię? No właśnie. Niall. Trudno było mi go dzisiaj tam wyciągnąć. Nadal nie rozwikłałem też zagadki jego zachowania. Oczywiście, że miałem swoje domysły, ale cały czas łudziłem się, że to nie było to. Że to nie było najgorsze. To czego się obawiałem. Myśli krążył mi jednak najbardziej dookoła innego chłopaka. Dziś wprost nie mogłem się opanować i cały czas studiowałem jego twarz. Mam nadzieję że tego nie zauważył. Jak mogłem się nie gapić, skoro gość był taki piękny! Te jego idealne kości policzkowe, lekko zadarty nos, idealny łuk który tworzyły wąskie wargi i cudowne, głębokie oczy. Anioł o imieniu Louis.
Wszedłem do ciepłego mieszkania i zastałem tam całkiem miły widok. Niall siedział przed telewizorem. Niby zwyczajna czynność, ale przynajmniej robił coś innego niż leżenie w łóżku.

- Hey Irish Boy. - przywitałem się wesoło. - Jak minął dzień?
- Mogło być gorzej. Ale widzę, że Ty za to jesteś cały w skowronkach.

Przecież nawet na mnie nie spojrzałeś!

- Tak zaliczyłem fizykę, wiec się cieszę. A jak Ci poszedł francuski?

 Po długiej przerwie spojrzał na mnie mętnym wzrokiem i powiedział z uśmiechem.

- Nie podszedłem do egzaminu.

I znów wgapił się tępo w telewizor. Nie skomentowałem tego. Przyglądałem mu się przez chwile. Wcale nie oglądał tego durnego programu. Po prostu patrzył w przestrzeń. Z podkrążonymi oczami wyglądał jak zombie. I jakby.. Płakał? Pociągnięty impulsem, wstałem i zabierając ze stołu telefon zamknąłem się w swoim pokoju. Bałem się zadzwonić do jego matki, żeby nie narobić mi niepotrzebnych problemów. Znałem go dopiero on wakacji, ale mieszkaliśmy razem i trochę na jego temat wiedziałem. Wiedziałem też co może być tego przyczyną.

- Horan, słucham. - Po dwóch sygnałach odebrał wesoły męski głos.
- Greg? Tutaj Harry Styles. Współlokator Nialla.
- Harry? Stało się coś?

Jego głos był pełen obaw. Nie dziwi mnie to, bo ostatnim razem kiedy do niego dzwoniłem, Niall spadł ze schodów i miał wstrząśnienie mózgu.

 - Nie, nic.. - westchnąłem. - Tak właściwie to nie wiem. Greg, nie będę owijał w bawełnę. Pamiętasz co działo się 3 lata temu? Ja nie znałem wtedy Nialla, więc nie mam pojęcia jak to przebiegało..
 - Mówisz o czasie, kiedy to się zaczynało? - usłyszałem że był teraz zdenerwowany.
- Tak... - czułem się zakłopotany, że o  to wypytywałem. - Jakie były pierwsze oznaki... Co się z nim działo?
- Myślisz, że to wraca? - westchnął, nie czekając na odpowiedź. - Cóż... Zamykał się w pokoju, z nikim nie rozmawiał... Był jakby nieobecny. Nie potrafił spojrzeć mi w oczy. Z czasem przestał chodzić do szkoły. Nie chciał pomocy. Kiedy już myśleliśmy, że wszystko wraca do normy, a to było tylko jesienne osłabienie, znów było gorzej. Zaczął chodzić na zajęcia, ale wtedy robił coś innego...
- Co? - nerwy brały nade mną górę.
- Harry. Sprawdź jego ręce. Jeśli będą takie... jak być nie powinny, zadzwoń do mnie. Siłą zaciągniemy go do psychologa.
- Nie powinien sam o tym zdecydować? - wyrwało mi się.
- Nie. Depresja to choroba Styles. To trzeba leczyć. Do usłyszenia.

Rozłączył się. Przez chwilę stałem skołowany na środku pokoju, nie wiedząc co począć.
Dzisiaj rano rozbił swój ulubiony kubek i poranił sobie dłoń. Czy możliwe, żeby zrobił to z premedytacją? Nie chciałem w to uwierzyć.
Z pokoju niemal wybiegłem. Usiadłem na sofie, zaraz obok niego. Bez słowa chwyciłem go za rękę i podwinąłem rękaw szarej bluzy. To co zobaczyłem, utwierdziło mnie w przekonaniu, że to dopiero początek problemów.

***

- Louis?

Z zamyślenia wyrwał mnie głos zmartwionej Perrie. Siedzieliśmy na schodach, w głównym holu uczelni, nie zwracając uwagi na przewijający się tam tłum ludzi. No właśnie. Tłum, w którym nie mogłem dopatrzeć się wysokiego chłopaka z loczkami.  Znów go nie było. Dlaczego?

- Pezz on po prostu nie wygląda na kogoś, kto chodzi na laby...
- A Ty znów o tym samym... - westchnęła. - To tylko trzy dni. Może jest chory.
- Albo Niall.
- Kto? - spojrzała zdziwiona znad książki do filozofii.
- Ten blondyn. Wspominał wczoraj, że ma z nim problemy... Ciekawe o co chodzi.

Znów zanurzyła się w lekturze, a moje myśli zaczynały powoli wariować. Nie mogąc dłużej wytrzymać panującej między nami ciszy, wstałem z zacząłem kierować się do wyjścia.

- Hej, Lou! Gdzie idziesz? - krzyknęła za mną.
- Muszę zapalić.

     Odpowiedziałem i prawie wybiegłem przez frontowe drzwi. Było dziś ciepło, chyba na plusie, ale bez kurtki zacząłem trząść się z zimna. Poszedłem do stałego miejsca, gdzie oczywiście zastałem Zayna i Nathana. Zaciągnąłem się papierosowym dymem dając sobie chwilę wytchnienia. Noga od razu przestała mi podrygiwać. Dlaczego go nie było? Nie. Wróć. Dlaczego ja przejmowałem się tym, że go nie było? Może dlatego, że już od wyjścia z knajpki cały czas myślałem o jego oczach, włosach, dłoniach, o tym jak łatwo nam się rozmawiało... O nim. Wieczorem myślałem, czy mogę tak po prostu porozmawiać z nim na uczelni. Coraz bardziej przestawała mnie obchodzić opinia innych. Co z tego że nie był w drużynie, nie posiadał samochodu i pięknej dziewczyny? Ja to wszystko mam, a czuję się pusty, jakbym nie miał niczego. Kiedy on jest gdzieś w pobliżu, wszystko nabiera kolorów.

***

     Jechałem pogrążoną w mroku ulicą, kierując się niestety do niej. Po kolejnym tygodniu nieobecności Styles'a, coraz bardziej zacząłem sobie uświadamiać, że czegoś mi brakuje. I to nie była Eleanor. Próbowałem do niego dzwonić. Cisza. Nie wiem gdzie mieszkał, więc nie mogłem sprawdzić co się dzieje. Dziwne jak jedno spotkanie z tym chłopakiem potrafiło namieszać mi w głowie. Albo po prostu wiedziałem od dawna, że nie mogę dłużej udawać, a on był ostatecznym impulsem pociągającym za sobą moją reakcję. Nie mam pojęcia. Wiem, że mam tego dosyć.
Zaparkowałem przed dużym domem państwa Calder i głośno zatrzasnąłem drzwi samochodu.
Naciskając dzwonek, w duchu modliłem się, żeby była sama. Moje modlitwy zostały wysłuchane. Otworzyła Eleanor. Kiedy ktoś inny jest w domu, nie raczy zejść na dół. Od razu przyciągnęła mnie za kurtkę i słodko pocałowała. Yhym. I tak mnie nie przekupisz.

- Co Cię sprowadza tak późno misiaczku? - zaświergotała.

Usiedliśmy na kanapie w salonie. Cały czas w duchu przekonywałem samego siebie, że postępuje pochopnie i powinienem się jeszcze zastanowić. Ale moje serce już podjęło decyzje. Koniec ukrywania się.

- El... - zacząłem. - Muszę Ci coś wyznać.
- Słucham koteczku.

Tak. To dobra decyzja. Nie znoszę, kiedy tak do mnie mówi.

- To bez sensu. To znaczy... wszystko w życiu ma jakiś sens, ale niektóre rzeczy po czasie okazują nam się zupełnie bezużyteczne... - mieszałem słowa. - I dochodzimy do wniosku, że to jednak był zły moment, czas i miejsce, trzeba to w końcu odwrócić...
- Lou! - uciszyła mnie gestem. - Po prostu powiedz to co masz do powiedzenia. Jest późno i chcę iść spać.

Odetchnąłem głęboko.

- To koniec El. - widząc jej pytające spojrzenie dodałem. - Zrywam z Tobą.

Na początku miałem wrażenie, że zacznie płakać i krzyczeć, że mnie uderzy... Nie zrobiła tego. Przez jej twarz przemknęło wiele emocji, ale w końcu znów zrobiła się tępa i przesadnie milutka.

- Wyjdź, Tomlinson.
- Przepraszam.

Podniosłem się, zadowolony, że mam to już za sobą. Znałem ją. Teraz ją to nie ruszyło, ale jestem pewien, że zacznie szpuntować wszystkich znajomych przeciwko mnie. Jeśli jesteś dla niej dobry, ona zagłaskałaby na śmierć. Jak ktoś zajdzie jej za skórę, nie odpuści. No to żegnaj spokoju! Wychodząc na mroźne powietrze, nareszcie poczułem się wolny. Po prostu wolny. Wtedy zadzwonił mój telefon.

- Halo? - nie potrafiłem opanować uśmiechu, cisnącego się na moje usta.
- Lou... - usłyszałem spanikowany, zachrypnięty głos. - Proszę Cię, pomóż mi.

___________________________________________

Jestem z dwójką! Wiem, że po trochę długiej przerwie, ale prowadzę dwa blogi, więc dodaję rozdziały na przemian. <klik> Teraz będą pojawiać się częściej, bo jak to zwykle u mnie bywa, po miesiącu... niczego, mam nagły przypływ weny na wszystko ;) Mam też więcej czasu. Choroba trzyma mnie w domu już drugi tydzień -.- No i zbliżają się ferie! :D
Co myślicie o tym rozdziale? :)
ps.: za wszystkie literówki z góry przepraszam.


4 komentarze:

  1. zgiń :OOOOOOOOO ale przedtem skończ twoje świetne opowadania które piszesz :O i przestań sprawiać, że czytający czują się 'assdfghjkl' .....



    ehehehheh tak na serio , rób to wszystko , bo rodział jest świetny ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio ♥♥♥
    To było ekstra AWWW *-*

    OdpowiedzUsuń
  3. skończyło się Elounor. Cóż za piękny moment !! To Ja lecę czytać 3 xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku, cudo ! Kocham ten fanfiction ! Wszystko jest takie... słodziutkie ! ♥
    Jak przeczytałam, że Harry wszedł do kawiarni i strzepywał śnieg z loczków i do tego miał kujonki na nosie, to aż pisnęłam ! : D Naprawdę musiał wyglądać nieziemsko, nie dziwię ci się, Boo :)
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'W tych słowach usłyszałem tyle smutku, że chciałem go natychmiast przytulić.'
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń