niedziela, 26 maja 2013

third.

Moje serce niezdrowo przyspieszyło.

- Harry co się stało? - zapytałem odpalając silnik.
- Przyjedź przed uczelnię. Mieszkam zaraz obok, będę tam na Ciebie czekał, wszystko Ci wyjaśnię.

     Rozłączyłem się i docisnąłem pedał gazu do granic możliwości. Dobrze, że o tej porze drogi były prawie zupełnie puste, mogłem sobie na to pozwolić. No właśnie. Co musiało się stać, że Harry zadzwonił do mnie o tak późnej porze. Żebym do niego przyjechał? Po co? Ale oczywiście nie myślałem o tym dłużej. Liczyło się tylko to, żeby dotrzeć do niego jak najszybciej. Drogę, która zajęła mi przedtem pół godziny, pokonałem w dziesięć minut. Kiedy dotarłem na miejsce już tam czekał. Wsiadł szybko do samochodu i trzęsącymi się rękoma zapiął pas.

- Jedź do szpitala proszę.

Nie pytając o nic ruszyłem z miejsca. W lusterku zobaczyłem jego twarz. Był przerażony. Cały drżał i chyba nawet płakał. Potargane, szare dresy, na króre narzucony był tylko płaszcz wyglądały niezmiernie niedbale. Droga nie zajęła nam dłużej niż kilka minut, ale przejście na nogach tej trasy przysporzyłaby mu nie lada kłopotów, patrząc na lód pokrywający chodniki. Moja noga znów podrygiwała.

- Co się stało? - nie wytrzymałem.
- Niall.

W tym samym momencie zahamowałem na szpitalnym parkingu. Wyskoczył z auta jak oparzony. Bez zastanowienia pobiegłem za nim. Pytał pielęgniarki o Irlandczyka silnie gestykulując i wyjaśniając, że musi wiedzieć co z przyjacielem. Kiedy uzyskał informacje od razu pognał na ostry dyżur. Opadłem na obrzydliwie żółte krzesło w poczekalni. To wszystko było tak bardzo popierdolone..  Miałem mętlik w głowie. Właśnie zerwałem z dziewczyną, nie mając absolutnie żadnych wyrzutów sumienia. Chciałem wrócić do domu i napić się herbaty z przyjaciółką, gdy nagle dzwoni do mnie prawie obcy chłopak, prosząc o zawiezienie do szpitala. Poczułem zmęczenie. Z jednej strony cholernie się cieszyłem że po tych kilku długich, pustych dniach, loczek dał znać, że żyje. Odezwał się. Co prawda po to, żeby użyć mnie jako transportu, ale jednak. Zadzwonił akurat do mnie. Wiedział że odbiorę? Że nie jestem na tyle silny, żeby go zignorować? Ostatnio coraz częściej bywałem rozbity, nie wiedząc co się z nim dzieje.  Czy powinno mnie obchodzić co stało się Horanowi? Nie wiedziałem czy mam sobie pojechać, czy czekać na Harry'ego. Jeśli tak to jak długo? Po dwudziestu minutach, kiedy miałem już zbierać się do wyjścia bo dosłownie zasypiałem na stojąco zobaczyłem bladego Stylesa. Miał nieobecne, zdenerwowane spojrzenie.  Wyglądał źle. Pielęgniarka idąca za nim tłumaczyła mu, żeby przyjechał jutro i porządnie się wyspał. Nic dziwnego, że go wyprosiła, było dobrze po jedenastej. Wstałem, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. Skinął na mnie głową i udaliśmy się z powrotem do samochodu. Poczekałem aż wsiądzie, ale nie odpaliłem auta, oczekując wyjaśnień. Widząc mój wzrok westchnął i przeszył mnie swoim głosem.

- Niall miał wypadek.. znaczy się.. - wyglądał jakby zastanawiał się, czy może mi to powiedzieć. - Oblał wrzątkiem klatkę piersiową i lewe ramię. Poważnie się poparzył. Nie pozwolili mi jechać karetką.. Pomyślałem, że może jeszcze nie śpisz i mógłbyś mi pomóc. - poprawił nerwowo rozrzucone na wszystkie strony loki.
- Oto jestem. - odpowiedziałem. - Nieźle się Horan załatwił. No i co z nim?
- Pielęgniarka mówi żebym się nie martwił, że wszystko będzie dobrze i za jakiś czas się wyleczy, zostaną mało widoczne blizny..
- Więc czym się tak przejmujesz?
- Bo ja nie wiem czy to był do końca wypadek. - westchnął skubiąc róg płaszcza.
- Jak to? Harry kto normalny oblewa się wrzątkiem?

Wyglądał jakby walczył ze sobą. Jakby zmuszał się do wyjawienia największego na świecie sekretu komuś zupełnie obcemu, kim przecież dla niego byłem.

- Bo Niall nie jest do końca normalny. - cały czas się wahał, czy może zdradzić tajemnice kolegi. Nie nalegałem, ale wyglądał jakby musiał to w końcu z siebie wydusić. - On jest chory Louis. - moje imię wypowiedziane przez niego zabrzmiało.. inaczej. - Poważnie. Ma depresję. Znaczy.. Miał kiedyś stwierdzoną.. wyleczyli go, ale ja widzę, że to wraca i muszę go pilnować.. - byłem w szoku. - On nie chodzi do szkoły, nie rozmawia ze mną, nie gra i nie śpiewa, zachowuje się jakby nie żył.. Ostatnio zaczął się okaleczać. Dlatego nie chodziłem na uczelnię.. Ale nie mogłem go pilnować cały czas. Poszedłem wziąć prysznic i .. - wzdrygnął się. - usłyszałem jego krzyk. Wybiegłem z łazienki i zobaczyłem jak jego czerwona skóra wręcz paruje. A on się śmiał..

Schował twarz w dłoniach i zaczął jakby.. szlochać. Nie miałem pojęcia co powinienem teraz zrobić. Po prostu go przytuliłem. Z początku był zaskoczony, ale po chwili wtulił się w moją szyję, jakby właśnie tego potrzebował. Pocieszenia. Czułem przechodzące przez niego emocje. Strach, żal, smutek.. Przez głowę przemknęła mi myśl, że nie wiem jak, ale chciałbym mu pomóc. Odgonić zło jak jakiś pieprzony batman i ujrzeć urocze dołeczki. Odsunąłem go od siebie z niechęcią, tracąc jego niesamowity zapach i uruchomiłem silnik. Nie mogę go tak zostawić. On całą drogę cicho płakał, a gdy już chciał podziękować i wysiąść, ja zgasiłem silnik. Zatrzasnąłem za sobą drzwi i ku jego zdziwieniu poszedłem za nim. Mieszkał na osiedlu obok uczelni. Pewenie nawet widział z okna mój wydział. Blok 14A szóste piętro, mieszkanie 22. Zapamiętać. Niepewnie uchylił drzwi i zaświecił światło wpuszczając mnie do środka. Mała kuchnia połączona z salonem nie wyglądała zbyt ciekawie. Na płytkach było pełno wody, sprawczyni całego zamieszania, a w zlewie znajdowała się sterta naczyń. Ogólnie wszystko wydawało się być tutaj brudne. Jak dobrze, że mamy Perrie, ona utrzymuje jako taki porządek. Z zakłopotaną miną zapytał czy zrobić mi herbaty. Przytaknąłem i ściągając płaszcz udałem się w kierunku zlewu. Widząc, że zabieram się za zmywanie chciał zaprotestować, ale powiedziałem przekonywująco, że chcę mu pomóc. I tak było. Widać było w jego oczach, że jest zmęczony i zdezorientowany. Wytarł bez słowa podłogę, zalał herbatę i usiadł przy niewielkim stole czekając aż skończę.

- Nie musiałeś tego robić.. - powiedział kiedy upiłem łyk gorącego płynu. - Dziękuję.
- Chociaż tyle mogę zrobić.. Kurczę nie wiedziałem, że z blondynem to tak poważnie.. był dziwny ale.. Kurczę. - nie wiedziałem co powiedzieć. Mało wiedziałem na temat Depresji.
- Bardzo poważnie. Z tego co mi wiadomo w wieku szesnastu lat miał za sobą dwie próby samobójcze. Znam go od niedawna Louis, ale traktuję jak brata. Chcę mu pomóc.
- Zaniedbując siebie? - wymknęło mi się.

Nie odpowiedział. Wpatrywał się w swoje dłonie i wyglądał niesamowicie, mimo wyraźnego zmęczenia.  Nie kontrolując własnego zachowania uniosłem powoli rękę i odgarnąłem z jego czoła przydługi kosmyk. Przeszedł mnie dreszcz. Spojrzał na mnie zdziwiony. Jego spojrzenie było zbyt intensywne, więc po kilku sekundach spuściłem wzrok, czując że się rumienię. No cholera ja się przecież nie rumienię. A przynajmniej nie w ostatnim czasie.
Przez kolejną godzinę lub więcej opowiadał mi o Niallu. O tym jak się poznali, obaj będąc zainteresowani tym małym mieszkankiem. O tym jak bardzo się zakumplowali i jak niesamowitym człowiekiem jest Irlandczyk. Nie mam pojęcia po co mi to mówił, ale chłonąłem każde słowo, które spływało z jego ust. Ledwo go znałem, a rozmawiało mi się z nim swobodniej niż z kimkolwiek innym. Ogarnęło mnie dziwne uczucie. Jakby.. zazdrość, że blondyn ma go na co dzień. Może patrzeć jak pija poranną kawę w rozczochranych włosach. Jak wychodzi na uczelnię i wraca zmęczony siadając przed telewizorem. Może zasypiać obok niego na ciemnozielonej, obdartej kanapie. Nie powinienem o tym myśleć. Nie powinno mnie tu być, a mimo to siedziałem pochłonięty rozmową z Loczkiem. Spojrzałem na zegarek w telefonie i doznałem szoku. Była trzecia w nocy. Mam nadzieję, że El nie zadzwoni do Perrie i nie powie jej co zaszło. Blondyna martwiłaby się dlaczego nie wróciłem na noc. Zawsze wiedziała gdzie jestem. No właśnie. Eleanor. Pomyślałem, że skoro on opowiada mi o sobie i przyjacielu, ja również mogę się z nim czymś podzielić.

- Zerwałem z Eleanor.

Zdałem sobie sprawę, że przerwałem mu wpół zdania, ale nie mogłem dłużej tego w sobie dusić. Musiałem komuś powiedzieć, byłem z siebie dziecinnie dumny. Dlaczego wybrałem akurat Harry'ego?

- Ale dlaczego? - zapytał bardziej zmartwiony niż zdziwiony. - Przecież byliście zgodną parą.
- Jeśli biorąc pod uwagę to, że zgadzałem się na wszystko czego ona chciała.. to tak, byliśmy zgodni. - uśmiechnąłem się lekko. - To wszystko.. Ta cała "sława" zaczyna mnie nudzić. Chcę choć przez chwilę być znów niewidzialny. Nieważny. Móc być sobą..
- A nie jesteś? - ton jego głosu wybił mnie z rytmu. Denerwował się?
- Ja.. sam nie wiem. Ale na pewno nie dowiem się tego przy El. Ona tylko ograniczała. - westchnąłem z poczuciem cudownej wolności.

W tym samym momencie Harry ziewnął przeciągle zatykając uroczo dłonią usta. Miał czerwone oczy.

- Cholera przepraszam, ja się zasiedziałem a Ty jesteś pewnie wykończony.. - zmartwiłem się.

Już chciałem wstać, kiedy w tym samym momencie podążył za mną i zamknął mój nadgarstek w silnym uścisku. Zalało mnie gorąco a serce zaczęło bić szybciej.

- Zostań. - powiedział niepewnie, acz stanowczo. - To znaczy.. jeśli chcesz.. Bo nie chcę być dziś sam.. - zaczął się mieszać.
- Dobrze. Zostanę.

Odpowiedziałem zdecydowanie podejmując decyzję w jednej chwili. Głębia spojrzenia młodszego chłopaka sprawiła, że zapomniałem o całym świecie. Myślałem, że zaraz zemdleję.

- Chodź, pokażę Ci swój pokój.

Pociągnął mnie w stronę jednych z drzwi. Nie protestowałem widząc, że choć trochę się rozweselił. Pomieszczenie było niewielkie, żeby nie powiedzieć bardzo małe. Średniej wielkości łóżko na samym środku, na przeciwko niego, w niewielkim odstępie biurko, szafa pod małym oknem i jakieś półki. Przyzwyczajony do b]dużych przestrzeni poczułem się dziwnie. Było przytulnie. Bardzo. Zainteresowały mnie wiszące nad biurkiem na tablicy korkowej świstki papieru. Na każdym z nich napisany był jakiś cytat, lub data. Dostrzegłem wyskrobaną na czarno, na samej górze datę 07.02. i napis "Give Me Love". Czy to nie właśnie wtedy się po raz pierwszy spotkaliśmy? Nie. No bo co to miałoby dla niego znaczyć? Bez sensu. Widząc, że podnoszę z blatu zapisane drobno kartki niemal podbiegł do mnie i zaraz je zabrał.

- Hej! - jęknąłem w proteście. - Chcę zobaczyć!
- To nic takiego. Głupoty.

Schował rękę z zapiskami za plecy. Nie chcąc się tak łatwo poddać owinąłem wokół niego ramiona, chcąc dosięgnąć kartek. Gdy nasze torsy zatknęły się za sobą na całej długości nagle zapomniałem jak się nazywam. Już się nie śmialiśmy. Nie uciekał. Poczułem jak zadrżał, kiedy mój gorący oddech owionął jego szyję. Usłyszałem szelest opadających na podłogę kartek. Poczułem jak moje serce łomocze się w piersi. Jego mętne spojrzenie zbliżyło się. Przymknąłem powieki delikatnie muskając dłońmi jego przedramiona.. Cholera.


__________________________________________________________

No dobrze. Oficjalnie odwieszam tego bloga. Zakończyłam już LAU4ever więc będzie czas na pisanie tego. Jak wrażenia? Proszę o komentarze :) Będę niedługo. 

5 komentarzy:

  1. a fak ju bicz ://// końcówka mi się podobobała za bardzo ! :///

    OdpowiedzUsuń
  2. aww Larry <3
    Nie żeby coś, ale wydaje mi się, że kiedyś spotkałam się już z Horanem-samobójcą, w jakimś Larrym... Mam nadzieję, że fajnie się rozwinie akcja :D
    Dużo, dużo weny Iv <3
    @SekundeMoment

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy ty wiesz do czego doprowadzają mnie twoje rozdziały ? Boże ... To jest PER-FEKT XD

    OdpowiedzUsuń
  4. MAMO... LECĘ DO NASTĘPNEGO ! BOSKIE :d

    OdpowiedzUsuń
  5. O słodki Jezu ! Jakie to jest cudne ! *__*
    Jest 22:50, a ja siedzę tu i nie potrafię przestać czytać... Jejku, kocham Cię, kobieto !
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Przez głowę przemknęła mi myśl, że nie wiem jak, ale chciałbym mu pomóc. Odgonić zło jak jakiś pieprzony batman i ujrzeć urocze dołeczki. Odsunąłem go od siebie z niechęcią, tracąc jego niesamowity zapach i uruchomiłem silnik. Nie mogę go tak zostawić.'
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń