sobota, 8 czerwca 2013

fifth.

Odetchnąłem głęboko i zamknąłem za sobą drzwi. Nie zareagował. Podszedłem do łóżka i spojrzałem na wiszącą na oparciu kartę z nazwiskiem.

- Jutro Cię wypisują. - stwierdziłem.

Kiwnął głową. Znów miał przekrwione oczy. Płakał? Pewnie tak.

- Boli Cię?

Wskazałem na jego zabandażowany tors. Pozbawione okrycia ramiona ukazywały kilka długich blizn sprzed lat. Były też nowe nacięcia. Mniejsze, ale widoczne. Jak mogłem nie zauważyć? To nie zaczęło się przecież wczoraj, czy tydzień temu.

- Mogę? - Wskazałem na miejsce obok niego, na niebieskiej pościeli.

Uznałem jego milczenie za zgodę. Przez dłuższy czas siedzieliśmy w zupełnej ciszy. Zacząłem odczuwać skutki zarwania nocy. Blondyn gładził dłonią poparzone palce. Ścisnęło mnie w gardle. Chcę mu pomóc. Muszę, jeśli chcę żeby z tego wyszedł. Sam sobie nie poradzi. Podjąłem decyzję.

- Nialler muszę powiedzieć Twoim rodzicom. Muszą zagwarantować Ci leczenie. - powiedziałem powoli.

To był pierwszy raz od kilku tygodni, kiedy zobaczyłem na jego twarzy jakieś emocje. Mało tego, zdrową ręką złapał za moje udo i pokiwał przecząco głową.

- Muszę. - Powiedziałem, widząc ból w jego morskich oczach. - Nie pozostawiasz mi wyboru. Będzie już tylko gorzej. Dobrze wiesz, co się dzieje, nie udawaj, że nie jesteś chory.
- Harry proszę. - jęknął. -Nic się nie dzieje.
- Nic? - narastała we mnie frustracja. - Spójrz na siebie. Przecież wyglądasz jak.. - wtedy przypomniałem sobie słowa Grega. "Nie naciskaj, tylko pogorszysz sprawę." Westchnąłem.
- Proszę. Ja.. pójdę na uczelnię, będę taki jak kiedyś tylko.. nie mów im. Zabiorą mnie stąd.
- Dobrze wiesz, że nie chcę się w Tobą rozstawać. Jesteś moim przyjacielem Nialler, ale jeśli rozłąka ma Ci pomóc jestem na to gotowy. Poza tym.. - zastanowiłem się. - Czy przyjaciele nie powinni mówić sobie o wszystkim?
- Ja.. - zawahał się słysząc mój argument. - Przepraszam Harry. Zgoda. Powiedz lekarzowi, żeby później przyszła do mnie ta ładna psycholog. Wczoraj niezbyt dobrze ją potraktowałem. - spuścił wzrok na swoje dłonie. Mimo wszystko nie uzyskałem odpowiedzi na zadane mu pytanie.

Zobaczyłem powolną łzę spływającą z kącika jego oka. Ugiąłem się. Dobrze. Nie chcę, żeby wyjechał. Zgodziłem się naiwnie wierząc, że będzie lepiej, oszukując samego siebie.
Przez chwilę nawet pomyślałem, że może się udać. Rozmawialiśmy, nawet raz udało mi się wywołać u niego lekki uśmiech. Głównie to ja mówiłem. W końcu zapytał, co robiłem, odkąd go nie ma.

- Właściwie.. Był u nas Louis i.. - zawahałem się słysząc, jak głośno westchnął. - Coś nie tak?
- Nie. - znów wydał się być.. tym Niallem o którego się obawiam.
- Przecież widzę. Nie lubisz go? Ja wiem.. Ale on nie jest taki, jaki się wydaje.

Poczułem się dziwnie. Mówiłem o nim, jakbym go znał. A tak nie było.

- Jest mi zupełnie obojętny. - dziwnie słuchało się takich słów o kimś kto.. jest dla ciebie ważny.
- Właściwie to, sam nie wiem co czuję.

Nie drążył tematu. Powiedział, że jest niewyspany i dał mi do zrozumienia, że mam sobie pójść i zawitać tutaj dopiero jutro o 16, kiedy będzie wychodził. Tak też zrobiłem. Nawet się nie pożegnał.
Wyszedłem wprost w tworzącą się nad ulicami, zimną mgłę. Szedłem przygnębiony, przez kolejne przecznice, nie wiedząc na czym skoncentrować myśli, dopóki w mojej głowie nie pojawił się obraz starszego chłopaka, o imieniu Louis. Myślałem o tym.. Jakby to było, gdyby się wtedy nie wycofał. Gdyby pozwolił naszym oddechom złączyć się w jeden. Pozwolił mi być, dla niego.
Przestań Styles! Minąłem ostatni zakręt, wychodząc niemal na podjazd uczelni.
     Spojrzałem w bok i mnie zamurowało. To co zobaczyłem, było co najmniej szokujące.
Widziałem niezdrowo zdenerwowanego Zayna Malika, który popchnął na ścianę budynku nikogo innego, tylko Louisa. Krzyczeli. Nie widzieli mnie. Uczniowie chodzili wokół i nikt nie zwrócił na nich uwagi, albo po prostu się bali. Louis miał zdeterminowaną minę. Zwolniłem, a mój oddech przyspieszył, widząc jak popchnął Bruneta. Nie czekałem, co wyniknie z tej szarpaniny. Popchnięty impulsem zacząłem iść w ich stronę. Zayn był do mnie odwrócony tyłem. Kiedy Tomlinson mnie zauważył, spojrzał mi w oczy, jakby chciał powiedzieć "Nie zbliżaj się". Nie posłuchałem. Byłem już na tyle blisko, żeby usłyszeć co krzyczał Zayn.

- Nie mieszaj się w to! To nie Twoja sprawa. Mogę z nią robić co mi się podoba. - warknął.
- Nie, dopóki ja tutaj jestem. Nie waż się jej skrzywdzić - odpowiedział Louis.

Wtedy zaciśnięta pięść Malika poszybowała w powietrze. Doskoczyłem do niego, jak mogłem najszybciej i zdążyłem ją chwycić tak, że nie dotknęła twarzy Louisa.
Nagle poczułem mocne uderzenie w skroń, które sprawiło że zapomniałem jak się nazywam. Coś ciepłego zaczęło spływać mi po lewym policzku. Zamroczony silnym ciosem oparłem się o mur. Słyszałem ludzi zebranych dookoła. Zaczęli szeptać, ale nikt nie zareagował. Tchórze.

- Malik kurwa! - usłyszałem przerażony, znajomy głos. Do kogo on należał? - Wynoś się stąd!
- Nie myśl, że przez tego dzieciaka Ci się upiekło!

Przysłuchiwałem się temu, opierając się o ceglaną ścianę budynku. Złapałem oddech i zgiąłem się z falą nasilającego się bólu. Styles opamiętaj się. Rozpoznałem po szybkich krokach, że Zayn uciekł. W głowie wirowało mi do tego stopnia, że nie dałem rady utrzymać się na nogach. Czyjeś ręce złapały mnie mocno w pasie.

- Chodź. - szepnął.

Uspokoiłem się nieco, czując jego gorący oddech za moim uchem. Trzymając się za głowę dałem się prowadzić Louisowi. Zapamiętał gdzie mieszkam?

- Gdzie masz klucze? - zapytał.
- Prawa.. nie.. Lewa kieszeń w spodniach. - sapnąłem.

Poczułem dotyk, który przyprawił mnie o dreszcze. Zgrzyt zamka. Posadził mnie na krześle. Dopiero wtedy z trudem otworzyłem oczy. Zabolało. Zdałem sobie sprawę, że całą dłoń, którą trzymałem w tym miejscu miałem ubrudzoną ciemną, gorącą krwią. Cholera. Nie chcąc myśleć o bólu zacząłem przyglądać się rozhisteryzowanemu Louisowi, krążącemu po mojej kuchni, zdejmującemu kurtkę i buty.

- Gdzie masz jakąś apteczkę? - zapytał drżącym głosem.
- Spokojnie Louis.. To nic takiego. - rzucił mi niedowierzające spojrzenie. - W dolnej szafce w łazience.

Niemal pobiegł we wskazane miejsce. Powoli zdjąłem płaszcz, starając się nie wykonywać gwałtownych ruchów. Co on zrobił temu Malikowi, że był na tyle zirytowany i potrafił tak mocno przyłożyć?
Louis wrócił z gazą, wodą utlenioną i kilkoma plastrami.
Usiadł na krześle naprzeciwko, blisko je przysuwając.

- Nie wiem jak się za to zabrać, więc z góry przepraszam. - powiedział i przytknął umoczony w wodzie utlenionej wacik, do mojego łuku brwiowego.

Syknąłem czując mocne pieczenie. Louis skrzywił się, jakby to jego bolało i zaczął natychmiast przepraszać.
Skoncentrowałem się na obserwowaniu jego ostrożnych ruchów. Patrzyłem na jego skupioną twarz. Lekko drżącymi rękami, w panującej pomiędzy nami ciszy, przykleił podłużny plaster nad moje oko. Spojrzał na swoje dzieło i krzywo się do mnie uśmiechnął.

- Przepraszam. - powtórzył po raz kolejny dzisiaj.
- Nie Ty powinieneś przepraszać, tylko Malik. - skrzywił się na dźwięk nazwiska kumpla. - O co poszło? Czy Wy nie jesteście przyjaciółmi, czy coś?
- Byliśmy. Właściwie to.. On po prostu przegina. Chodzi o Perrie. Ubzdurał sobie coś w tej pustej makówce, a ja mu się postawiłem. Nie potrafię zlekceważyć tego, że ktoś krzywdzi moją przyjaciółkę. - wydał się być nieźle zdenerwowany na bruneta.
- Yhym.. - pokiwałem głową. - A mówiłeś, że to ja poświęcam się dla Nialla. - mruknąłem.
- Tak, ale.. - zmieszał się. - No dobrze, rozumiem Cię. - zamilkł na chwilę, by zaraz dodać z uśmiechem. - Właściwie to Ty poświęciłeś się dla Pezz, nie ja. - wskazał na mój łuk brwiowy.
- Tak, niech mi teraz przyśle kosz z owocami. - również się roześmiałem, przewracając oczami. Kurczę, zabolało.
- Wiesz, że nie musiałeś? - spoważniał nagle. - Nic by mi się nie stało.
- Wiem. Musiałem Ci się jakoś odwdzięczyć. Uratowałeś mi tyłek już co najmniej dwa razy, choć też nie musiałeś.
- Malik jeszcze pożałuje, że Cię tak urządził.
- Louis, proszę. Nic się nie stało. Nie narażaj się bo.. - nagle zdałem sobie sprawę z tego co chciałem powiedzieć i ścisnęło mnie w gardle. - Nie chcę, żeby coś Ci się stało.

Spojrzałem w dół, czując się dziwnie, wyznając mu swoje obawy. Siedział tak blisko, że niemal czułem gorąco bijące od jego ciała, co jeszcze bardziej wszystko pogorszyło.
Poczułem jego dłoń na swoim policzku, co wywołało silny dreszcz rozchodzący się wzdłuż mojego kręgosłupa. Zmusił mnie, do spojrzenia sobie w oczy. Wtedy całkowicie utonąłem. Potarł delikatnie palcem mój policzek, przez co poczułem się dziwnie bezpiecznie. W jego oczach dostrzegłem zdecydowanie. Zbliżył swoją twarz, powoli zmniejszając między nami dystans. Pochyliłem się również przymykając oczy. W tej chwili nie myślałem o niczym. Liczył się tylko Louis. Poczułem jego oddech na swoich rozedrganych wargach. Jego miękkie usta naparły delikatnie na moje. Od razu oddałem pocałunek, kładąc dłoń na jego torsie. Z kolei on wplótł powoli palce w moje włosy sprawiając, że zakręciło mi się w głowie. Powoli, polizał moją dolną wargę, wywołując koleje dreszcze. Otworzyłem usta pozwalając jego językowi dotknąć mojego. Widząc, że się nie opieram pogłębił pocałunek z lekkim westchnieniem. Nie chciałem tego przerywać. Chciałem oddać się tej pieszczocie, nie myśląc o niczym. Z rozczarowaniem poczułem po chwili, jak się odsuwa. Złożył ostatni, lekki pocałunek na moich ustach i powrócił do poprzedniej pozycji, wciąż jednak trzymając dłoń na moim policzku. Otworzyłem oczy, wzdychając i powoli uświadamiając sobie co właśnie się stało.

- Dziękuję Harry. - szepnął i obdarzył mnie najcudowniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek widziałem. - Pójdę już.

______________________________________________________

Cześć kochani! Jestem z kolejnym :) I jak Wam się podoba? Mi bardzo bo w końcu jest, mało bo mało, ale to jednak Larry ♥ Trochę krótki, jednak obiecuję, że kolejne już takie nie będą! Z pozoru ten rozdział nie wnosi wiele do całej historii, ale później zobaczymy, że dał początek czemuś.. ważnemu.

Dziękuję za wszystkie miłe komentarze tutaj i na twitterze. To mnie bardzo motywuje. :3 Kocham Was!

Jeśli chcesz być informowany o kolejnych rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu :)

Wracam niedługo ♥

7 komentarzy:

  1. Ach nareszcie! Nawet nie zdajesz sobie sprawy w jakim napięciu czekałam na kolejny rozdział i... ten jeden malutki moment!
    Dobrze, że Harry wstawił się za Lou, dzięki temu pokazał Tomlinsonowi, że znaczy dla niego naprawdę wiele.
    Świetnie piszesz! Zakochałam się w tym opowiadaniu! I czekam na następny! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boziuu *-* Larreh.
    Kocham to opowiadanie i muszę przyznać, że piszesz na prawdę dobrze. Życzę weny i sukcesów :)

    w międzyczasie zapraszam : dangerous-lover-opowiadanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli możesz informuj mnie o rozdziałach :) jak skonczysz to opowiadanie i zdecydujesz ze będziesz pisać drugie będzie mi miło gdy też będziesz mnie powiadamiać. życzę weny xx :)
    ~ @_Wikaa_

    OdpowiedzUsuń
  4. Zostałaś nominowana do Liebster Award. Więcej informacji na blogu http://milczaca-milosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. BożeBożeBożeBoże... To było takie sfhsagjkyvdy...

    OdpowiedzUsuń
  6. Larry.... o kurde.......... to było........... MEGA !!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem już uzależniona od tego fanfiction ! : D
    Kurcze, to niesamowite ! Skąd ty bierzesz te wszystkie pomysły ?! *_*
    Mój ulubiony fragment ! ♥ : 'Poczułem jego dłoń na swoim policzku, co wywołało silny dreszcz rozchodzący się wzdłuż mojego kręgosłupa. Zmusił mnie, do spojrzenia sobie w oczy. Wtedy całkowicie utonąłem. Potarł delikatnie palcem mój policzek, przez co poczułem się dziwnie bezpiecznie. W jego oczach dostrzegłem zdecydowanie. Zbliżył swoją twarz, powoli zmniejszając między nami dystans. Pochyliłem się również przymykając oczy. W tej chwili nie myślałem o niczym. Liczył się tylko Louis.' - uwielbiam <3
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń