niedziela, 2 czerwca 2013

fourth.

Moje serce biło tak szybko, jakbym właśnie przebiegł maraton. Czułem jego oddech. Co właściwie chciałem zrobić? Chciałem jego. Chciałem zapomnieć o wszystkich swoich problemach. Chciałem nie myśleć choć przez chwilę o Niallu. Chciałem w końcu być szczęśliwy. Przy nim mogłem. Chciałem go pocałować. Wszystko ku temu zmierzało, gdy nagle odskoczył jak oparzony z szokiem malującym się w jego cudownych, błękitnych oczach. Zabrał ręce i od razu poczułem tęsknotę za jego dotykiem. Cholera spieprzyłem! Za dużo sobie wyobrażałem. Przecież to Tomlinson. A ja tylko Harry.

- Przepraszam. - powiedziałem niepewnie. Czułem jak drżą mi ręce.
- Nie,  to ja przepraszam.

Nie patrząc mi w oczy westchnął głęboko i uklękną, żeby zebrać rozrzucone na podłodze kartki. Zrobiłem to samo. Po kilku minutach schowałem już wszystkie do szuflady i przekręciłem kluczyk. On nie mógł tego zobaczyć. Usiadłem obok niego na łóżku. Panująca między nami cisza niemiłosiernie mi ciążyła. Wciąż miałem mokre ręce, stresując się, co teraz będzie. Co ja sobie myślałem? Pomógł mi dwa razy bo musiał, bo do niego zadzwoniłem? Nawet nie byliśmy dobrymi kumplami a ja już nie wyobrażałem sobie, żeby miało go nie być w moim życiu. Chciałem mu powiedzieć, że zawsze mu się przyglądam na uczelni, chciałem powiedzieć jak bardzo bije mi przy nim serce, jaki jest piękny i przytulić go najmocniej jak potrafię. Żeby został. Zamiast tego siedziałem obok niego wpatrując się w swoje ręce i nie wiedząc co powiedzieć.

- Perrie nie będzie się martwiła jeśli nie wrócisz na noc? - przerwałem niezręczną ciszę.

Przez chwilę nie odpowiadał. Spojrzałem na niego niepewnie. Wyglądał na zszokowanego całą sytuacją. Chyba bardziej niż ja. Spojrzał mi w oczy. Zamarłem, obserwując jak zaskoczenie i rozdarcie, malujące się w szaro-niebieskiej głębi, ustąpiło miejsca... zdecydowaniu i nucie szczęścia. Uśmiechnął się lekko i złapał mnie za rękę. Zaskoczony aż podskoczyłem. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy delikatnie pomasował kciukiem wewnętrzną stronę mojej dłoni.

- Myślę, że Pezz nawet nie zauważy, że mnie nie ma - szepnął wciąż mi się przyglądając. W jego twarzy zaszła zmiana. Wyglądał jakby właśnie podjął jakąś ważną decyzję. - Harry, wyglądasz jak zombie. Chodźmy spać.

Powiedział 'my'. W duchu ucieszyłem się jak dwunastolatek i przytaknąłem szybko. Później Louis zrobił coś co mnie wręcz onieśmieliło. Nie puszczając mojej dłoni wgramolił się pod kołdrę i pociągnął mnie za sobą. Niepewnie położyłem się obok niego.

- Masz jutro jakieś zajęcia? - zapytał nastawiając budzik.
- Jutro mam dzień wolny. Pewnie po południu wybiorę się do Nialla. - gardło zacisnęło mi się w supeł, na myśl o problemach jutrzejszego dnia.
- Ja mam na 12.30.. - Nastawił budzik w telefonie i odłożył go na szafkę nocną. Moją szafkę.
- Dobranoc. - Powiedział i niepewnie wtulił się w moją pierś. Poczułem dreszcz dotykający każdego zakamarka mojego ciała.
- Dobranoc Louis.

Przymknąłem powieki, szczęśliwy że jest przy mnie choć przez chwilę. Zmęczone oczy aż mnie piekły. Mimo tego, że obok leżał sam Tomlinson, odpłynąłem w kilka sekund.

***

Louis.

Pierwszą rzeczą jaką zrobiłem po przebudzeniu, było spojrzenie na telefon. Dziesiąta piętnaście. Znów wstałem przed budzikiem. Wyłączyłem go, wiedząc, że już nie zasnę. Przetarłem rozespane oczy i spojrzałem w bok. Wtedy dotarło do mnie, gdzie jestem. To co zobaczyłem, było najpiękniejszym widokiem na ziemi. Spał tuż obok, wtulony w zwiniętą kołdrę między nami i lekko marszczył nos. Pewnie coś mu się śniło. Długie rzęsy rzucały blade cienie na jego policzki a uśmiech malujący się na ustach, potwierdzał, że sen był przyjemny. Wyglądał tak.. Niewinnie w promieniach porannego słońca, wpadających przez jasne zasłonki. Nie było śladu po wczorajszym zmartwieniu.
Nie wiem jak długo mu się przyglądałem, ale po jakimś czasie naszła mnie silna potrzeba dotknięcia jego twarzy. Widząc jego głęboki sen, nie chciałem jej odpędzać. Powoli podniosłem rękę i najdelikatniej jak tylko mogłem, pogładziłem zaróżowiony policzek. Był niesamowicie gładki i przyjemny w dotyku. Opuszkami palców przejechałem po linii nosa i nieco ośmielony dotknąłem różowych warg. Wtedy Harry westchnął, więc przestraszony zabrałem rękę i rzucając mu ostatnie tęskne spojrzenie zabrałem telefon, buty, kurtkę i wyszedłem z mieszkania.

***

- Mówiłam Ci żebyś sobie poszedł! - usłyszałem krzyk dobiegający z kuchni. - Zayn, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać!
- Ehm.. Cześć Perrie. - Zacząłem cicho, przekraczając próg. - To nie Zayn. - posłałem jej nieśmiały uśmiech.
- Oh. - spojrzała na mnie zaskoczona. - Przepraszam Lou. Mieliśmy małą.. sprzeczkę. - dodała jakby z wahaniem w głosie. - W końcu musiałam mu wygarnąć. Zbyt długo dusiłam w sobie, co mi się nie podoba, co mnie denerwuje.. - jej duże, niebieskie oczy zaszły łzami.
- O co poszło? - Podszedłem do niej i objąłem ją mocno.
- Właściwie to.. - chlipnęła. - O Ciebie.
- Nie rozumiem.
- Nie odbierałeś wczoraj telefonu, więc zaczęłam się martwić. Wtedy powiedział, że przejmuję się Tobą bardziej niż nim. Właściwie to miał rację, ale powiedział to z takim wyrzutem.. Zaczął mieć pretensje o wszystko. Ale to przecież nie ja upijam się na każdej imprezie, nie ja nigdy nie odbieram telefonów, nie ja często poniżam go w towarzystwie.. Wyobraź sobie, że jakieś dziesięć minut temu powiedział mi, żebym lepiej się postarała, bo on może mieć każdą i nie jestem mu do niczego potrzebna. - pociągnęła nosem znów płacząc.
- Pezz.. Jesteś najwspanialszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem. - pogładziłem ją po plecach. - On jest dupkiem i oboje o tym wiemy. Nigdy się z Tobą nie liczy i twierdzi, że jesteś tylko ładnym dodatkiem.. Wiem jak bardzo Ci na nim zależy, więc nie będę nakłaniał Cię do niczego. Znasz moje zdanie na temat Malika. Kiedyś był fajnym kolesiem, teraz zrobił się chciwym gburem, 'panem popularnym'. Jestem z Ciebie dumny, że mu się w końcu sprzeciwiłaś.
- Już sama nie wiem, czy coś jeszcze do niego czuję. - spojrzała na mnie, wycierając rozmazany tusz do rzęs z policzków. - Ale zabolało kiedy dał mi do zrozumienia, że jestem mu niepotrzebna. Po co jeszcze to ciągnie?

Wytarła łzy i postawiła wodę na herbatę. Widziałem w jej oczach.. ból. Ona kochała go bez względu na wszystko. Zawsze był dla niej nieczuły, ale jakoś to znosiła. Powiedział, że jest mu niepotrzebna? Przegiął. Gdyby nie ona, już dawno by się stoczył.

- Wpierdolę Mu. - syknąłem gotowy bronić przyjaciółki.
- Loueeh uspokój się. - podała mi kubek z herbatą. - Nie mieszaj się w to. Wiesz co Zayn i jego koledzy potrafią zrobić, jeśli ktoś zajdzie im za skórę.
- Czy Eleanor się do nich zalicza? - wypaliłem.
- Co? - była zdezorientowana.
- Zerwałem z nią wczoraj. - upiłem łyk napoju zadowolony z siebie.
- Naprawdę? - Zmartwiła się. - Jestem.. zaskoczona. Dlaczego?
- Miałem dość udawania. Nie interesuje mnie to, czy będę w paczce, czy nie. Za długo żyłem wbrew sobie.
- To.. Gdzie spędziłeś noc? - zaciekawiła się.
- Ehm.. - przełknąłem głośno ślinę. Perrie może wiedzieć. - U Harry'ego.

Dziewczyna przyjęła tę informację ze spokojem, a nawet lekką satysfakcją. Uśmiechnęła się uroczo.

- Żebyś mnie źle nie zrozumiała.. - zacząłem widząc, że patrzy na mnie wymownie. - Potrzebował towarzystwa. Ma problemy z Niallem. Blondyn jest w szpitalu, podobno ma depresję.. A ja.. - głos mi uwiązł w gardle. - Perrie ja poczułem potrzebę wspierania go. Żeby się uśmiechnął.. Chciałem go przytulić.
- A on jak zgaduję nie miał nic przeciwko tak?
- On był taki.. inny niż wszyscy, których do tej pory spotkałem. Jest spokojny, delikatny, piękny.. - czy ja to na prawdę powiedziałem?
- Podoba Ci się?
- Właściwie to.. Tak. Kiedy siedziałem na jego łóżku trzymając go za rękę.. Zdałem sobie sprawę, że chcę być taki jak kiedyś. Nie ważne co powiedzą ludzie.
- Nie pozostaje mi nic innego, jak tylko Cię wspierać LouLou.

Perrie wzięła mnie za rękę i uśmiechając się upiła kolejny łyk herbaty.

***
Harry.

Wziąłem gorący prysznic i owinąłem się szczelnie szlafrokiem. Usiadłem z ciepłą kawą i wczorajszymi rogalikami przy kuchennym blacie. Co ja sobie myślałem? Że jak się obudzę nadal tutaj będzie? Naiwny.
Spojrzałem na zegarek. Dochodziła 12. Powinienem się zbierać. Niall pewnie zastanawia się dlaczego jeszcze nie przyszedłem. O ile w ogóle chce mnie widzieć. Przejechałem palcami przez splątane włosy i schowałem twarz w dłoniach. Powinienem iść jutro na zajęcia, bo inaczej mnie wyrzucą. Muszę wreszcie powiedzieć jego mamie co się dzieje. Nie mogę być jego niańką. Louis ma rację. Zaniedbuje swoje życie, martwiąc się Niallem. Wypiłem końcówkę kawy, gotowy zmarnować jeszcze jeden dzień.
Włożyłem naczynie do zlewu, gdy w tym samym czasie zadzwonił dzwonek.
Otworzyłem drzwi i ujrzałem najpiękniejszy widok pod słońcem. W progu stał Louis. Szara czapka, oprószona śniegiem zjechała mu prawie na oczy, różowe od mrozu policzki, wtulone w kołnierz brązowego płaszcza. Od razu zrobiło mi się cieplej.

- Wspominałeś, że wybierasz się do Nialla.. Więc pomyślałem, że Cię podwiozę. - powiedział i uroczo podciągnął nosem.
- Dziękuję ale.. Jeszcze nie jestem gotowy. - wpuściłem go do środka. - Poczekaj sekundkę.

Zniknąłem w swoim pokoju, czując, że robię się zdenerwowany. Przyjechał. Myślałem, że po wczorajszym dniu ma mnie dość. Założyłem ciemnobrązowe spodnie i beżowy, gruby sweter. Wszedłem do kuchni zapinając zegarek. Płatki śniegu z czapki Louisa zdążyły już zniknąć. Wstał widząc, że jestem gotowy do wyjścia. Zabrałem klucze, telefon i chwyciłem płaszcz z wieszaka, jednocześnie zakładając buty.

- Nie chcę zabierać Ci czasu - poczułem się zakłopotany, kiedy wsiedliśmy do jego samochodu. - Wiesz, że mogę się przejść.
- Wiem. - uśmiechnął się. - Ale ja chcę Ci pomóc. Mam jeszcze trochę czasu do zajęć.

Miło z jego strony. Nie musiał. W środku jednak cieszyłem się, że jest tutaj. Podczas jazdy przyłapałem się na dogłębnym studiowaniu jego twarzy. Włączone było ogrzewanie, zupełnie niepotrzebnie, bo przy nim było mi gorąco najzwyczajniej w świecie, z nerwów.
Zatrzymał się przed szpitalem. Nie chciałem wysiadać. Mimo tego, że nie odezwaliśmy się ani słowem w trakcie jazdy nie czułem się niezręcznie. Chciałem żeby poszedł tam ze mną. Bałem się stawić czoła rzeczywistości, która czeka mnie za drzwiami budynku.

- Dziękuję za podwiezienie Louis. - powiedziałem przełamując ciszę.
- Nie ma sprawy. Jadę teraz prosto na zajęcia. - uśmiechnął się w ten cudowny sposób.

Jak on niesamowicie wygląda w tej czapce.. Blask w jego oczach sprawił, że nie myśląc zbytnio o tym co robię, pochyliłem się i dotknąłem ustami zimnego policzka chłopaka. Zaraz jednak to do mnie dotarło i odsunąłem się tak samo szybko. Nie sprawdzając jego reakcji, niemal wybiegłem z samochodu. Wpadłem do szpitalnego holu i gdy się odwróciłem Tomlinson właśnie opuszczał podjazd. Idiota. On dopiero zerwał z dziewczyną. Nie możesz tak po prostu całować go w policzek! Chłopaki tak nie robią! Powtarzałem  w myślach, kierując się do sali numer 16.
Postarałem się oczyścić umysł z Louisa. Uchyliłem drzwi. Siedział na łóżku wpatrzony w okno. Oczy czerwone miał od płaczu.

________________________________________________________________________

Cześć kochani :) Jestem z kolejnym ! Co o tym myślicie? Tak szczerze.. jestem rozczarowana tym rozdziałem. Nie jest tak dobry, jak chciałam, ale w tej chwili nie stać mnie na nic lepszego, przepraszam. xx Obiecuję poprawę ♥

informować Cię o kolejnych rozdziałach? Napisz w kom. nazwę tt :) 

3 komentarze:

  1. Właśnie znalazłam ten blog i przeczytałam wszystko za jednym zamachem! Jesteś genialna, naprawdę! Sposób w jaki przedstawiłaś sytuację Lou i Harry'ego - jeszcze nigdy nie spotkałam się z podobną. I te ich podchody! Oboje coś do siebie czują, ale żaden nie ma odwagi na kolejny krok - słodkie :)
    Mam nadzieję, że nowy rozdział pojawi się szybciutko, czekam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. to opowiadanie jest genialne. ja nigdy nie napisalabym czegos tak genialnego. Uwielbiam je <3 @Mrs_Landrynka

    OdpowiedzUsuń
  3. Yay, pokochałam tą część ! *__*
    To, jak pocałował Louisa i przwie uciekł było ... aaaaghh ! ♥
    Podziwiam Cię za to, jak piszesz, to jest magiczne ! :))
    Mój ulubiony fragment ! ♥ : 'Chciałem mu powiedzieć, że zawsze mu się przyglądam na uczelni, chciałem powiedzieć jak bardzo bije mi przy nim serce, jaki jest piękny i przytulić go najmocniej jak potrafię. Żeby został.' - miałam ciarkii ! *__*
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń