czwartek, 18 lipca 2013

eighth.

- Czyli Ty i Tomlinson to już tak na poważnie?

Pytanie Nialla sprawiło że tależ który wycierałem wpadł z impetem do zlewu.

- No bo wiesz, - kontynułował. - Widzę że wydarzenia ostatniego tygodnia jeszcze bardziej Was do siebie zbliżyły, co nie ukrywam mocno mnie zdziwiło. Myślałem, że on chce się tylko zabawić. Teraz widzę ile dla Ciebie poświęcił. To wcale nie znaczy że, go polubiłem.. Nadal zastanawiam się jak długo będzie jeszcze spał na kanapie. - zaśmiałem się słysząc ton jego głosu. - Nie chcę, żeby Cię skrzywdził, Harry.

To była najdłuższa wypowiedź Horana odkąd jego depresja powróciła. To że dotyczyła ona Louisa było wręcz zaskakujące.

- Nie masz się o co martwić. Teraz to raczej on przeze mnie cierpi. - wytarłem ręce i poczłapałem w kierunku kanapy na której siedział blondyn. - Myślę, że uznanie nas za parę byłoby nieco.. naciągane. Po prostu.. nie wyobrażam sobie życia bez niego. On jest i mam nadzieję, że zostanie jak najdłużej. - uśmiechnąłem się do siebie.

Niall nie podzielał chyba mojego zdania. Spuścił wzrok i zaczął skubać rękaw szarej bluzy. Wtedy coś mnie natchnęło.

- Mogę? - wskazałem na jego rękę.

Zobaczyłem w jego oczach strach, który zaraz ustąpił rezygnacji. Wiedziałem. Syknął kiedy podciągałem prawy rękaw. Pod warstwą plecionych bransoletek widniały dwie nowe, głęgbokie, czerwone rany. Spojrzałem na niego zrozpaczony i ujrzałem w jego oczach łzy.

- Nie chcę żebyś z nim odszedł. - szepnął i naciągając rękaw wyszedł z pokoju.

***

Uchyliłem drzwi do mieszkania mając nadzieję, że nikogo w nim nie zastam. Jak dawno mnie tutaj nie było. Rozejrzałem się po korytarzu i od razu zauważyłem brak fioletowego wazonu, który dostałem od Perrie. Był mi zupełnie niepotrzebny, nie lubię takich bibelotów, a jednak jego zniknięcie mocno mnie zdziwiło. Wiem że Pezz by go nie wyrzuciła. Powiesiłem kurtkę i od razu poszedłem w stronę szafy. Zdjąłem z górnej pułki niedużą walizkę na kółkach i wtedy omal nie dostałem zawału.

- Po co Ci to?
- Jezu Perrie.. ostrzegaj jak wchodzisz. - mruknąłem.
- Wyjeżdżasz gdzieś?
- Pezz.. - westchnąłem. - Myślisz że będę w stanie z nim mieszkać? Po tym wszystkim.. Wyrzucili mnie z drużyny!
- Zawiesili..
- Proszę Cię. Tym razem nie próbuj nas godzić, bo ja mam dosyć. Wybaczyłem mu wiele razy. O jeden raz za dużo.

Udałem się do swojego pokoju. Nie było mnie tutaj kilka dni.. Nic się nie zmieniło. Uklęknąłem przed szufladami i zacząłem przepakowywać ich zawartość do walizki.

- Gdzie byłeś.. Martwilam się. - usiadła na łużku i zaczęła bawić się pierścionkiem. Który zresztą dałem jej na 20 urodziny.
- Byłem u Harry'ego. Teraz jadę do Doncaster. Dawno mnie tam nie było, mama na pewno się ucieszy.
- A później?
- Nie wiem. - uciąłem.

Zapadła cisza. Nie miałem pojęcia co później. Wiem tyle, że nie będę mieszkał pod jednym dachem z Malikiem.

- Lou, nie powinno tak być. - słyszałem, że jej głos drży. - Miałeś się ujawnić, ale to wszystko wyszło nie tak.. Źle się stało. Cholera przepraszam Cię za Zayna.. Jak zareagował Harry?
- Błagam Cię. Nie usprawiedliwiaj go i tym razem. Nie zasłużył sobie na to. - zacząłem coraz bardziej się denerwować. - Harry? Nie mogę patrzeć, jak zamęcza się myślami, że to przez niego. - westchnąłem. - Myśli, że tego nie widzę. Prawda jest taka, że gdyby nie on, ja dalej byłbym otępiałym kolesiem bez uczuć, chłopakiem Calder. Dobrze się stało.
- Nigdy taki nie byłeś. - usłyszałem urazę w jej głosie.
- Nie byłem jej chłopakiem? Racja. - rzuciłem sarkastycznie.
- Nie byłeś kolesiem bez uczuć.

Znów westchnąłem. Wiedziałem, że swoim gadaniem sprawiam jej ból. Czułem się cholernie źle, że moja Perrie obrywa za Zayna.. Ale nie potrafię być teraz miły. Nawet dla niej.
Zasunąłem walizkę, zabrałem pieniądze z kuferka pod łóżkiem i wyszedłem z pokoju.

- Proszę przemyśl to Lou. Na mnie zawsze możesz liczyć. Wiesz że Cię kocham.
- Wiem. Ja Ciebie też i nie mogę znieść tego, że z nim jesteś. Nie każę Ci wybierać. Ułatwię Ci to.

Na samą myśl o zerwaniu kontaktu z Perrie chciało mi się płakać. Przytulić ją i zabrać z daleka od zła tego świata. Bolało mnie to, że ona nie chce tej pomocy. Dopiero teraz dobrze jej się przyjrzałem i zauważyłem na jej policzku długie rozcięcie, oraz kilka mniejszych na obojczyku.

- Gdzie się podział mój wazon? - zapytałem przez ściśnięte gardło, patrząc jak jej duże, niebieskie oczy wypełniają się łzami.
- Zayn...

Zagotowało się we mnie. Ale co mogłem zrobić? Zabrać ją od niego siłą?

- No to życzę powodzenia.

Zatrzasnąłem za sobą drzwi, czując gorące łzy spływające po moich policzkach.

***

Chodziłem w kółko po mieszkaniu, słuchając płaczu Nialla od dobrych dwóch godzin. O czym oni do cholery rozmawiali! Wreszcie drzwi się otworzyły i zobaczyłem panią psycholog. Wyglądała na wstrząśniętą.

- Dowiedziała się Pani czegoś? - zapytałem ze zdenerwowania wyłamując sobie palce.
- Tak. - westchnęła. - I muszę przyznać, że bardzo mnie to poruszyło. Poznałam przyczynę choroby. - moje oczy rozszeżyły się w szoku. - Niall chciałby sam Panu o tym opowiedzieć. Ja już pójdę.. Proszę tylko.. zresztą, Pan wie jak się zachować.

Nie czekałem aż kobieta opuści nasze mieszkanie, od razu rzuciłem się w kierunku pokoju Irlandczyka. To co zobaczyłem wręcz mnie zamurowało. Niall siedział na swoim łóżku, skulony w kłębek, szlochał. Widziałem go takiego wiele razy.. przed nim leżało teraz co najmniej tuzin żyletek różnej wielkości. Usiadłem, uważając, zeby sobie czegoś nie uszkodzić. Podniósł się powoli i spojrzał na nie załzawionymi oczami.. Które były również przepełnione.. miłością? Do czego? Do tego żelastwa?

- Kazała mi je wyrzucić. Chcę to zrobić z Tobą ale.. najpierw musisz wiedzieć dlaczego.

Czekałem. Śledziłem każdy jego najdrobniejszy ruch. Wziął do ręki powoli najostrzejszą z nich i zaczął obracać w palcach.

- Tę nazwałem Gillbert. Wiesz dlaczego? - przecząco pokiwałem głową. - Bo takie imię nosił skurwiel przez którego to wszystko się zaczęło. - zaśmiał się głośno, ku mojemu zdziwieniu. Ten śmiech przepełniony był pogardą. - Ma przywileje, nie ma co. Zawsze biorę ją jako pierwszą. Ta jest Nadine. Była ze mną trzy lata. Później odeszła. Bez słowa. Do dziś nie wiem co się stało. Podejrzewam jednak, że gdy dowiedziała się prawdy, po prostu stchórzyła. - prychnął. - Ta nazywa się Greg. - wziął kolejną żyletkę. Miała odszczerbany róg. Na samą myśl w jaki sposób do tego doszło wszystko zaczęło mnie boleć. - Bo nigdy nie zareagował. Bo widział od początku co się działo i nie zrobił niczego. Bo jest kolejnym tchórzem. To samo z tą. Dla mojej mamy. - wskazał małą żyletkę. Była nieco przyrdzewiała z jednej strony.- A zgadnij jak ta ma na imię. - pokazał mi egzemplaż praktycznie nienaruszony. Jakby dopiero co ją kupił. - To jest Harry. - poczułem jak oczy wypełniają mi się łzami. - Harry jest nowy i jeszcze nikogo nie skrzywdził.. - poczułem gulę rosnącą w moim gardle. - Ostatnio wyręczył go Niall, Niall i Niall. - wskazał na pozostałe żyletki. Poczułem się jakby wbił mi je w serce.
- Co zrobił Harry? - zaptałem.
- Nic. Niall nie radzi sobie z tym, że tak bardzo zależy mu na Harrym. To wina Nialla.
- Nie prawda..
- Shh.. - uciszył mnie. - Niall boi się że Louis zabierze mu Harry'ego. Pierwszego i jedynego faceta, któremu był w stanie zaufać. - zatkało mnie. To dlatego. Tylko mi ufał i bał się że go zostawię. - Nie stchórzyłeś Harry. Nie odszedłeś widząc problem, dlatego nawet nie wiesz jak ciężko mi jest teraz to wszystko opowiadać. Boję się że odejdziesz, jak ta cała reszta.
- Nigdy nie odejdę, wiesz to. - zapewniłem, widząc nadzieję w jego błękitnych oczach. Boże, on tak bardzo mi ufa.. - Co z Gillbertem? - zachęciłem go, żeby kontynuował. Jego oczy zaświeciły się w bladym świetle lampki nocnej.
- Gillbert.. Człowiek, którego zabiłbym, gdyby tylko wszedł mi w drogę. Teraz mógłbym to zrobić. Wtedy byłem za słaby. Potrzebowałem pomocy, ale nie było nikogo rozumiesz? - spojrzał mi w oczy. Jego były puste. Już nie płakał. Przepełniał go ból, którego ja nie potrafiłem sobie wyobrazić. - Mój ojczym. Miałem wtedy dziesięć lat. Wydawał się być miłym gościem, zanim wzięli ślub z mamą. - przewrócił oczami. -Przyjacielski, miły, odpowiedzialny.. zawsze przynosił najlepsze zabawki. Ideał pokazał rogi kilka miesięcy później, kiedy przyszedł do mojego pokoju po raz pierwszy. - Niall wpatrywał się w przestrzeń, przypominając sobie wszystkie te sytuacje a we mnie narastał strach. - Na początku pod pretekstem, że mama go wyrzuciła i nie ma gdzie spać. Po tygodniu przyzwyczaiłem się do jego obecności. Nawet lubiłem to, że nie musiałem spać sam. Przestałem się bać ciemności. Kiedy po raz pierwszy mnie dotknął obrócił to w żart. Później zaczął mnie zmuszać do tego, żebym to ja dotykał jego.. nie chciałem, ale bałem się protestować. Wtedy znów zacząłem się bać ciemności. - szepnął. - Przestałem udawać że wszystko jest dobrze gdy skończyłem 13 lat. Zamknąłem się w sobie, przestałem być dawnym Niallem. Wszyscy to widzieli i nikt nie zareagował. Robił ze mną co chciał. Rzeczy o których nie powinienem był wtedy nawet wiedzieć. Skończyło się dopiero po drugiej próbie samobójczej. Z początku nawet bawiły go moje blizny. Mam nadzieję że będzie gnił do końca życia w tym pierdlu. A później powoli i boleśnie umrze.

Zapadła cisza. Łzy zaczęły płynąć po jego policzkach. A ja bałem się go dotknąć. Wydał mi się teraz taki.. kruchy. Zdałem sobie sprawę z tego, że i moje oczy są mokre. Nie wiedziałem co powiedzieć. Mój Niall. To dla tego tak bał się Louisa. To dlatego przez pierwsze tygodnie naszej znajomości nawet nie chciał koło mnie usiąść, gdy dowiedział się, że jestem gejem. Teraz ma tylko mnie. Zawiodła go rodzina, przyjaciele, dziewczyna. Wszyscy. Ja nie zamierzam.

- Jesteś pierwszym, któremu pozwoliłem się dotknąć po tym wszystkim. Zaufałem Ci.
- A ja Cię nie zawiodę.

Silno objąłem go ramionami, nie zważając na leżące między nami żyletki. Trzymałem go, dopóki nie przestał zanosić się płaczem. Nie mogę go teraz zostawić. Nie mogę odejść.

- To co? Idziemy je wyrzucić? - wskazałem na błyszczący metal na jego łóżku.
- Tak.

_______________________________________________________

Witam kochani. Dziękuję za 2k wyświetleń i wszystkie komentarze! Kocham Was, serio.

Ten rozdział wygląda jak wygląda, gdyż był pisany o 3 nad ranem i słuchałam How To Save A Live - The Fray.. jestem z niego zadowolona mimo wszystko. Tak miał wyglądać.

Może nie ma w nim Larry'ego.. ale postanowiłam wreszcie rozwiązać tajemnicę naszego Irlandczyka, gdyż w całym opowiadaniu odgrywa on bardzo ważną rolę.
Co Wy o tym myślicie?

I taki mały apel ode mnie na koniec.
Zwracaj uwagę na to co się dzieje u Ciebie w domu, wśród znajomych.. Nie zawsze jest tak, jakby się wydawało. Nie wszystko jest tak kolorowe, a uśmiech często przykrywa straszną przeszłość.

Wyrzuć swoją żyletkę, dobrze? Da się z tym skończyć. Wystarczy chcieć. xx

Ten rozdział jest dla Basi.  ♥

jeśli chcesz być informowana o rozdziałach, zostaw nazwę tt w kom. :)

8 komentarzy:

  1. Ten rozdział jest w pewien sposób wszystkim co we mnie siedzi.
    Wspaniały.
    Dziękuję Iv.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Po prostu ogromne wow. Rozdział wspaniały. Nie wiem jak wyrazić to, jak mną wstrząsnął. Jestem Twoją ogromną fanką :)
    @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten rozdział jest idealny.
    Nie wiem, co mogę Ci tu jeszcze napisać. Po prostu czekam na dalsze części, kocham to, w jaki sposób piszesz :) ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie idzie się oderwać od czytania.
    MEGA
    Czekam na next @_AngelWar :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boże... Popłakałam się kilka razy ... Cudowny . @Joyce21999

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku Niall ... Kochanie, tak mi cię szkoda :( Czytając to słuchałam piosenki zespołu Happysad - Taką wodą być...
    Mój Boże, nie mogę... :c
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Po prostu.. nie wyobrażam sobie życia bez niego.' - Jezu, to było takie, że ciarki przeszły mi przez całą długość pleców ! *__*
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny rozdział. Bardzo ciekawy i wyjaśnia problemy Niall'a. Nie pasowało mi tylko stwierdzenie, że w wieku 13 lat nie powinien wiedzieć o 'tych' rzeczach. Ja wiedziałam w wieku 10, moi znajomi nawet wcześniej... Czy to znaczy, że mieliśmy zmarnowane dzieciństwo? Czemu w opowiadaniach 12 dzieci są zawsze takie nieświadome? ;-;
    Okey... po tym rozdziale czuje się fajnie wyciszona...

    OdpowiedzUsuń