sobota, 13 lipca 2013

seventh.

Siedziałem tępo wgapiając się w kartkę. Palce lekko mi się trzęsły, nie potrafiłem napisać nawet jednego sensownego zdania. Wszystko wydało się być go pozbawione. Nie mogłem skupić na niczym swoich myśli. Co ta pieprzona Calder tam robiła! Wiedziałem że mieszka w tej części miasta.. musiała być tam akurat w tej właśnie chwili? W momencie, w którym usłyszałem najpiękniejsze słowa w swoim życiu? W momencie, w którym nabrałem nadziei, że będzie w końcu dobrze, będzie tak jak sobie wymarzyłem? Wszystko to zburzył widok jej, uśmiechającej się tak bardzo mściwie.. I Louis.. Ten strach w jego oczach. Tego nie jestem w stanie zapomnieć. On się po prostu bał.
Zaczął panikować. Od razu odwiózł mnie do domu, mówiąc, że źle się czuje i chce być sam. Na pożegnanie nawet mnie nie przytulił, a ja nie chciałem być nachalny. Nie zadzwonił. Nic. Zrozumiałem. Ja jestem gejem, wszyscy o tym wiedzą. On.. sam nie wie kim jest, ja również nie wiem. Nie chcę żeby cierpiał, tym bardziej przeze mnie. Eleanor tylko czekała, żeby znaleźć coś, co sprawi mu ból. Znalazła. Ciekawe co spotka nas jutro po wejściu na uczelnię.
Niall uważa, że nic z tym nie zrobi, ewentualnie będzie chciała go tym szantażować, a my mamy się nie dać złamać. Ucieszyłem się poniekąd, że mimo niechęci do Louisa, Irlandczyk okazał się być na tyle wyrozumiałym, że wysłuchał wszystkiego i starał się pocieszać. Mimo wszystko wyraz jego twarzy, gdy dowiedział się o wyznaniu Lou, nie był zbytnio zadowolony.
Mam nadzieję, że Tomlinson nie myśli teraz za dużo. Kiedy człowiek za dużo myśli, często podejmuje złe decyzje.

***

     Wyłączyłem silnik, wyjąłem kluczyki ze stacyjki.. ale nie miałem ochoty wysiadać. Nie spałem całą noc. Oczy z trudem słuchały komend, by pozostały otwarte. Byłem po prostu zmęczony. Bałem się. Jestem cholernym tchórzem. Nie byłem do końca przygotowany na to, co z pewnością się wydarzy. Nie chodzi o moją orientację, tylko o to, że kłamałem, posługując się Eleanor. Znam ja trochę. Naopowiada jak to bardzo ją wykorzystałem i zraniłem, zrobi z siebie ofiarę, a oni będą chcieli mnie zniszczyć. Nie powiedziałem nic Perrie. Będzie miała mi to za złe, ale nie miałem siły na rozmowę. Miałem wrażenie, że zraniłem Harry'ego. Pewnie myśli, że go obwiniam. Nie odezwałem się od wczoraj słowem ale.. po prostu się boję. Boję się, że odejdzie. Poradzę sobie bez znajomych, poradzę sobie z oskarżeniami w moim kierunku, poradzę sobie ze wszystkim.. ale nie bez niego. Czy to nie żałosne jak w krótkim czasie można się od kogoś uzależnić? Ciekawe jak zareagują na niego? Tylko że on nie ukrywał tego, że jest gejem.
Postarałem się odepchnąć wszystkie przypuszczenia, a strach zostawić w samochodzie. Mocno zatrzasnąłem drzwi i zabierając torbę spojrzałem na uczelnię. Kręciło się tam kilka osób ze starszego rocznika. Na szczęście nie zwrócili na mnie uwagi. Ich mało to obchodziło, całe szczęście.
Ledwo przekroczyłem próg, spotkałem się z reakcją, której tak się obawiałem. Kilka dziewczyn z wydziału Eleanor zmierzyła mnie wzrokiem głośno się śmiejąc. Postarałem się to zignorować. W głębi ducha liczyłem na to, że jednak El odpuści. Przecież ona nigdy nie odpuszczała.
     Nie mogłem skupić się na żadnym wykładzie. Wszyscy tylko szeptali po kątach, nikt nie ważył się nawet do mnie podejść. Opuściliśmy salę, w tym samym momencie dostałem esemesa od Hazzy.
"Gdzie jesteś Lou? Za chwilę będę na uczelni xx". "Trzecie skrzydło, koło sklepików." Wyślij. Usłyszałem za sobą głośny śmiech Malika. Poczułem mocny uścisk na swoim ramieniu.

- No nieźle Tomlinson! - krzyknął, wciąż głośno rżąc. Wszyscy się na nas gapili. - O to bym Cię nie podejrzewał. Biedna El.. Czy jak ją pieprzyłeś wyobrażałeś sobie kogoś innego? To dlatego tak się na mnie gapiłeś jak chodziłem w samych gaciach po mieszkaniu! Cholera z kim ja mieszkam. - zauważyłem stojącą za nim Danielle, krzywiącą się z niesmakiem. - Nie wstyd Ci? Rzucić taką dziewczynę dla jakiegoś...
- Nie waż się. - warknąłem strącając jego dłoń z mojego ramienia.
- Ooł, jakiś Ty groźny Tomlinson! - zaśmiał się wraz z Liamem i kolesiami z drużyny. Czego oni chcą do cholery. Gdzie jest Perrie? - A co jak obrażę Twojego fagasa to coś mi zrobisz cioto?

Wszyscy wybuchnęli głośnym śmiechem. Zagotowało się we mnie. Żaden idiota nie będzie obrażał Harry'ego. Niewiele myśląc zamachnąłem się i z impetem złączyłem swoją pięść z nosem bruneta. Oddałem mu za Hazzę. Oddałem za każdy raz, kiedy zranił Perrie. Oddałem za wszystkie czasy, kiedy mnie irytował. Doskoczyło do mnie dwóch osiłków, a ja z uśmiechem patrzyłem jak skurwiel zalewa się krwią. Rzucił mi gniewne spojrzenie. Poczułem mocne dłonie zaciskające się na moich ramionach. Jeszcze bardziej mnie to rozgniewało.

- Tomlinson pożałujesz! - krzyknął Malik. - Nie chodziłbym samemu po mieście na Twoim miejscu.
- Co się tutaj dzieje! - dobiegł nas krzyk trenera.

Kurwa. Natychmiast zostałem uwolniony. Wszyscy zmyli się, zanim zdążył do nas dobiec. Był zdezorientowany. Liam patrzył na mnie z góry a Dani przykładała Zaynowi do nosa chusteczki. A co się działo ze mną? Stałem z zaciśniętymi pięściami i starałem się opanować pożar panujący w sobie. Poczułem że do oczu napływają mi łzy złości kiedy Liam zaczął tłumaczyć:

- Trenerze Louis napadł na Zayna. Powstrzymywaliśmy go, ale on go zaatakował zupełnie bez powodu, proszę Pana. To nie wina Zayna.

Zgromiłem go wzrokiem. Nie mogłem uwierzyć, że mój 'przyjaciel' potrafił zrobić takie świństwo. Co jak co, ale w tej chwili miałem ochotę przyłożyć nawet spokojnemu, idealnemu Liamowi.
Trener Stevenson rzucił mi zszokowane spojrzenie. Odwróciłem wzrok powstrzymując gorące łzy. Wtedy zobaczyłem Eleanor. Stała z grupką dziewczyn koło automatu z kawą. Śmiała się. Zadrżałem z gniewu.

- No dobrze.. Wszyscy proszę się rozejść i zająć sobą! - krzykną do całego korytarza, a którym było teraz wyjątkowo dużo osób. - Nie mam czasu ani ochoty słuchać waszych problemów. - syknął do naszej czwórki. - Wiem jedno. Zachowujecie się nagannie, a nie jak przystało na członków naszej drużyny. - Zayn zmierzył mnie z pogardą, cały czas przytrzymując przy nosie zakrwawioną chusteczkę. - Malik, do pielęgniarek natychmiast. Payne idź z nim. Ty Peazer nie masz przypadkiem zajęć z Profesor Nelson? - Wszyscy udali się  kierunkach, które nakazał im Stevenson. - A Ty Tomlinson.. Idź do domu, ochłoń i jutro widzę Cię o jedenastej w moim gabinecie przy boisku.  Zrozumiałeś? - powiedział ostro.
- Tak proszę Pana. - wyrecytowałem, myśląc o czym innym.

Odszedł. Ja dalej tam stałem. Patrzyłem się jej w oczy. Uśmieszek nie znikał z jej twarzy. W tej chwili miałem ochotę ją zabić. Nawet nie wie, ile będę miał przez nią problemów. Ruszyłem do przodu. Cholera Tomlinson opanuj się! Jak uderzysz dziewczynę to cię wyrzucą i wylądujesz w sądzie. Widziałem w jej oczach strach, kiedy stanąłem centymetr od niej i gniewnie spojrzałem jej w oczy.

- Zadowolona jesteś? - syknąłem.
- Louis.. - zaśmiała się cicho. - Mnie się nie zostawia, rozumiesz?

Zapiekły mnie dłonie. Zdałem sobie sprawę, że przez cały ten czas były zaciśnięte. Jak ona może?

- Widocznie nie jesteś taka wspaniała jak Ci się wydaje Calder. Widocznie jest ktoś bardziej wartościowy, ktoś kogo warto obdarzyć uczuciem.
- Ten dzieciak? Proszę Cię, on nie ma nic!
- I tak jest warty więcej. I wiesz co? - odsunąłem się z rezygnacją. - Kocham go. Nie pozwolę Wam tego zniszczyć.

Nie obejrzałem się za siebie. Drżąc na całym ciele odszedłem, chcąc znaleźć się jak najszybciej w innym miejscu. Niczego nie widziałem. Poczułem łzy spływające po moich policzkach. Nie ze smutku. Ze złości. Oni niczego nie wiedzą. Nienawidzę ich. Otworzyłem główne drzwi uczelni ledwo wymacując klamkę. Byłem wściekły. Wtedy na kogoś wpadłem. Chciałem przeprosić i pójść dalej, kiedy poczułem silne ramiona oplatające się wokół mnie. Zaciągnąłem się znajomym zapachem, słuchając przyspieszonego bicia jego serca.

- Nie pozwolę im tego zniszczyć. - szepnąłem jeszcze mocniej się do niego przytulając.

***

Wpatrywałem się w ciemność, gładząc go po włosach. Zasnął mi na kolanach, w moim małym pokoiku, zmęczony płaczem. Z tego co zrozumiałem z jego chaotycznych wypowiedzi.. Calder wszystko wygadała, zaczęli nas wyzywać, przyłożył konkretnie Malikowi i trener chce z się z nim jutro rozmówić.
Czułem się winny wszystkiego. Przygniatało mnie poczucie winy, kiedy patrzyłem na jego łzy moczące różowe policzki. I co teraz? Przecież on z nimi mieszka. Zayn nie da mu spokoju, Edwards będzie zła.. a drużyna? Boże.. wszystko przeze mnie. Schowałem twarz w dłoniach głośno wzdychając. Ma przeze mnie same problemy. Dlaczego to mnie nie chcieli pobić? Dlaczego mnie się nie czepiają? A no tak. Bo ja i tak jestem nikim. On był ważny, to chcą go zniszczyć.
Kiedy tak spał, leżąc na mnie nie mogłem się powstrzymać od zaciągania się jego zapachem, dotykania jego włosów.. Nie mogłem wyobrazić sobie co czuł. Nigdy nikt nie wyzywał mnie przez orientację. On przeze mnie stracił to co budował przez te dwa lata. Złożyłem delikatny pocałunek na jego czole.

- Damy sobie radę.

***

Stałem przed drzwiami gabinetu Stevensona. Przetarłem dłonią zmęczone oczy. Czy mogło być jeszcze gorzej? Zapukałem ciężko oddychając.

- Wejść! - krzyknął.
- Dzień dobry, kazał mi Pan przyjść. - wyrecytowałem przekraczając próg.
- Siadaj. - powiedział szorstko, widząc, że to ja. - Tomlinson i co ja mam z Tobą zrobić? Na Twoje szczęście rozmawiałem już z Malikiem, nie zamierza złożyć na Ciebie doniesienia. Nikt z 'góry' się o tym nie dowie. Nie ukrywam, że zbrudziłeś reputację drużyny na oczach uczniów, czyli również i moją.
- Przepraszam. - mruknąłem. - Nie wiem jaką wersję sprzedali Panu tamci dwaj.. Ale obiecuję, że nie wpłynie to na moją grę, to sprawy prywatne. Wie Pan jak bardzo mi zależy na grze.
- Wiem jak bardzo zależy Ci na zawodach.. ale pewne fakty o których poinformowali mnie chłopcy, uniemożliwiają nam dalszą współpracę.
- Ale.. - zatkało mnie. Nie! - Nie może mnie Pan wyrzucić! - prosiłem zdesperowany. - Zależy mi na tym, jak na niczym innym. Obiecuję, że na boisku zapomnę o sprawach prywatnych i będę współpracował..
- Pan chyba nie rozumie.. - uśmiechnął się. - To trochę niezręczna sytuacja dla mnie ale.. Drużyna zadecydowała.. że z powodu Pańskiej orientacji, nie będzie w stanie dzielić z Panem jednej szatni.
- Że co proszę? - prawie zakrztusiłem się własną śliną. - No błagam! To że jestem gejem nie znaczy, że ruszają mnie koledzy z drużyny! To przecież absurdalne. Gram z nimi od dwóch lat. Nic się nie wydarzyło i nie wydarzy, jak oni mogą nawet tak myśleć. - Boże jak ja ich wszystkich nienawidzę! Chcą ze mnie zrobić dziwkę?
- Nie interesuje mnie, czy jest Pan gejem czy nie. Zależy mi na grze i komforcie mojej drużyny. Postaram się z nimi pomówić. To, ze jesteś jednym z naszych najlepiej zapowiadających się zawodników, ratuje Cię niezaprzeczalnie. Jednakże.. musimy poczekać aż wszystko ucichnie.
- Co ma Pan na myśli? - poczułem, że się trzęsę.
- Przez wczorajszy incydent i opinię członków drużyny.. Jestem zmuszony zawiesić Pana, do czasów Majowych zawodów.
- Ale..
- Bez dyskusji Tomlinson.

_____________________________________________________________

Jesteeeem ! :D Dość szybko uporałam się z tym rozdziałem. Myślę że wena w końcu wróciła i mam nadzieję, że zostanie na dłużej. Jestem zadowolona z siódemki. Sporo się wydarzyło.. tak szczerze to sama boję się pisać kolejnych i do końca nie jestem pewna co się w nich wydarzy..
Mimo wszystko cieszę się, że 'wróciłam'. :)

Co myślicie? :)

ps.: W żaden sposób nie chciałam urazić nikogo, przedstawiając w złym świetle niektóre postacie. Zayn, Eleanor, Liam.. Rozumiecie, to na potrzeby opowiadania : )

Jeśli chcecie być informowane o rozdziałach, zostawcie swojego tt w komentarzu : )

pozdrowionka, do zobaczenia wkrótce ! ♥ xx

8 komentarzy:

  1. Awww *O*
    Harri end Lui, Harri end Lui :D
    Lou będzie chciał wyprowadzić się od Zerrie, Hazza zamieszkałby z nim ale Nialla nie zostawi a przez ciężkie stosunki między Lou i Niallem nie zamieszkają we trójkę. Ciekawi mnie jak wybrniesz.
    Rozwijaj, rozwijaj tę historię.
    Mamy wakacje, i dużo wolnego czasu, yk. ;-;
    Weny żyyyyyczę <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Boskie *.*
    Bardzo szybko napisałaś siódemkę, dużo się dzieje.
    Cieszę się, że Twoja wena wróciła : )
    Uwielbiam to opowiadanie ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne opowiadanie. Siedze sobie na wakacjach, deszcz pada. Włączam komórkę i znalazlam twoje opowiadanie! Jest nieziemskie :) uratowalas mnie od nudy związanej z pochmurnym dniem :) proszę, informuj mnie o nowych rozdzialach na Twitterze. @_1D_Polska_

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie trafiłam na Twojego bloga i przeczytałam wszystkie rozdziały jednym tchem:)Cudowne:)Byłabym wdzięczna gdybyś informowała mnie o kolejnych częściach @8sylvie8

    OdpowiedzUsuń
  5. To niosamowite!! Jak mógł go zawiesić ? ... Twoje opowiadanie idealnie przedstawia życie homoseksualistów w dzisiejszych czasach. Jest takie życiowe. Kocham Cie za to. xx

    OdpowiedzUsuń
  6. O Jezu... :c
    Dlaczego ludzie potrafią być tacy okrutni ? Teraz... czuję się trochę kiepsko :c Szkoda mi chłopców, martwię się o nich...
    ... kurwa, Gabryśka, ogarnij się... To tylko fanfiction... Ale zbyt piękny .. ♥
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Dlaczego to mnie nie chcieli pobić? Dlaczego mnie się nie czepiają? A no tak. Bo ja i tak jestem nikim. On był ważny, to chcą go zniszczyć.' - popłakałam się...
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx
    P.S. resztę przeczytam i skomentuję później, bo mój brat ma pilną potrzebę sprawdzenia Facebooka : D
    Kocham Cię ! ♥

    OdpowiedzUsuń