niedziela, 7 lipca 2013

sixth.

Obudziłem się z myślą, że mam dziś dzień wolny. Nie byłem jednak z tego powodu specjalnie szczęśliwy. Zayn też nie miał dziś zajęć. Będę musiał spędzić z nim całe przedpołudnie, jeśli nie zdecyduje się gdzieś wybyć. Kiedyś cieszyłbym się, że możemy zrobić sobie męskie południe oglądając mecz i pijąc piwo. Teraz, po naszym ostatnim spięciu, nie było o tym mowy. Perrie nie ma mi za złe że jej nie posłuchałem, ale też nic z tym nie zrobiła. Dalej a nim jest. Znów mu wybaczyła. Ja nie potrafiłem. Skrzywdził ją, wiem to, mimo iż nic nie mówi. To może byłbym w stanie przemilczeć, to jej życie. Gdyby mnie uderzył, pewnie by skończyło się na oddaniu mu i bylibyśmy kwita, nie raz już biliśmy się o głupoty.. ale teraz nie mogę. Nie potrafię na niego spojrzeć bez chęci złamania mu nosa. Z prostego powodu. Nie uderzył mnie. Uderzył Harry'ego. Widok jego twarzy oblanej krwią bolał bardziej, niż gdybym to ja oberwał. Od tygodnia chodzi z plastrem na czole.
     No więc.. szykuje się ciekawy dzień. Pezz wraca o 14.. a Harry o 16. Podejrzewam że Niall miałby mi za złe gdybym nie dał im nawet godziny samotności. Miałem więc dziś sporo czasu na dręczenie się myślami.
Mam wrażenie że Irlandczykowi nie przypadłem do gustu. Kiedy do nich przyjechałem, po jego wyjściu ze szpitala, nie wydawał się być zachwycony moim towarzystwem.
Najgorsze jest to że jeszcze kilka tygodni temu miałbym zajęty cały dzień. Byłbym z Eleanor, Liamem i Dani, lub innymi ludźmi  którzy zabiegali o moją uwagę. Zastanawia mnie co takiego rozpowiada El, że nikt nie ma ochoty ze mną rozmawiać? Oprócz Harry'ego.
     Podniosłem się z łużka z lekkim westchnieniem i wsuwając stopy w kapcie poszedłem do kuchni.
W łazience szumiała woda, czyli Malik również nie spał. Zalałem kawę i porwałem z kuchennego blatu chrupiącą bagietkę, którą codziennie rano kupuje Perrie.
Drzwi do łazienki się otworzyły. Na biodrach przewiązany miał ciemnozielony ręcznik, a z przydługich włosów kapała woda. Omiotłem wzrokiem jego idealne ciało i szybko skarciłem się za to w myślach. Byłem na niego zły, ale to nie zmieniało faktu, że był nieziemsko piękny. Ziewnął i rzucając mi krótkie 'siema' poszedł do swojego pokoju. Tak. To będzie długi dzień. Muszę dziś podjąć ważną decyzję.

***

Nawinąłem powoli na widelec nitki długiego makaronu, obserwując jak Niall pochłania swoją porcję z szybkością huraganu. Tak jak dawniej. Uśmiechnąłem się do siebie. Odkąd powiedziałem mu że powiem jego rodzicom co się dzieje, zrobił się znów choć trochę taki jak dawniej. Chodził na zajęcia, rozmawiał ze mną, wczoraj nawet słyszałem jak brzdąka na gitarze. Nie żebym nie widział przybywających sporadycznie blizn na jego rękach.. ale po kilku wizytach pani psycholog zaczęły blednąć. Jedyne co mnie martwiło to fakt, że jego stosunek do Louisa. Nie polubił go. Nie chciał z nim rozmawiać.. Tomlinson bywał u nas praktycznie codziennie. Dziś też miał wpaść.. Mówił, że chce mnie gdzieś zabrać. Ja? Codziennie nie wierzyłem w to, że jeszcze nie odszedł, że jeszcze ma ochotę ze mną rozmawiać, że na powitanie zawsze mnie przytula i pozwala zaciągnąć się jego zapachem.. Rozmawialiśmy o wszystkim. Na uczelni potrafił znaleźć trochę czasu.. Byłem szczęśliwy.. po części. Nie wiem czego się spodziewać. Do czego to zmierza? Po co w ogóle to ciągnąć? Wiem jedno. Ja nie zakończę tej znajomości. Jeśli zrobi to on.. Zrozumiem. Sam nie pozbawię się  powietrza, którym z dnia na dzień się dla mnie stawał.
Martwiłem się o niego. Przestał wychodzić ze znajomymi, przestał mi o nich opowiadać.. Mam wrażenie, że odcina się od nich, dla mnie. Nie chcę, żeby się poświęcał. Z zamyślenia wyrwał mnie Niall:

- Napisałeś coś ostatnio? Dawno nie czytałem Twoich wierszy. - zapytał z zaciekawieniem.
- Ehmm.. - nie wiedziałem co odpowiedzieć. - Coś tam piszę.. ale to nie jest tak dobre, żeby się tym dzielić.
- Harry, proszę Cię! Przecież tobie wystarczy dwie minuty i powstają cudowne treści.
- Ostatnio.. nie mam weny. - uciąłem i nie patrząc mu w oczy udałem się do swojego pokoju.

Rzuciłem się na łóżko z westchnieniem rezygnacji. Nie mam weny, ha! Pisanie to jedyna rzecz, która tak na prawdę mi wychodzi. Nie mógłbym bez tego żyć. Ale co miałem mu powiedzieć? Że nie interesują mnie już opowiadania, wiersze i bezsensowne historyjki na każdy możliwy temat, które lubił czytać? Miałem przyznać się, że w szufladzie leżą moje najcenniejsze prace, których nikt nie może zobaczyć.. Louis nie może zobaczyć. Wtedy, gdy dostały się w jego ręce, kiedy był tutaj po raz pierwszy, myślałem że dostanę zawału. Kilka kartek, zawierających wszystkie moje sekrety, wszystkie myśli.. Zawierające historię, która dzieje się na prawdę, a ja mam po części kontrolę nad jej przebiegiem.

***

Usłyszałem dźwięk dzwonka swojego telefonu i szybko zasunąłem zamek zielonej kurtki. Spojrzałem na wyświetlacz. Louis. Pospiesznie zamknąłem mieszkanie i niemal zbiegłem po schodach Wypadając na sąsiadkę spot 15. Pogoda sprzyjała mojemu dobremu humorowi. Zniknęła delikatna warstwa śniegu Leżące na ulicach przez kilka ostatnich dni A słońce nieśmiało wyglądało zza chmur.
Czekał na dole opierając się maskę swojego samochodu. Znów miał na głowie szarą czapkę którą wprost uwielbiam. Kiedy mnie zobaczył, jego niebieskie oczy przyjemnie rozbłysły i obdarzył mnie najpiękniejszym uśmiechem pod słońcem.
Trochę mnie zaskoczyło, kiedy odepchnął się od maski auta i zdecydowanie podszedł. Pocałował mnie w policzek. Publicznie. To był.. niewinny, delikatny pocałunek. Dla mnie znaczył wiele. Poczułem gorąco wstępujące na moje policzki.

- Boli? - uśmiechnął się znów i wskazał na mój łuk brwiowy.
- Właściwie to już o tym zapomniałem. - odpowiedziałem kierując się za nim w stronę drzwi pasażera. - To gdzie jedziemy?
- Wiesz.. znam taką małą kawiarnię za miastem..
- Brzmi nieźle.- uśmiechnąłem się do niego, zanim ruszyliśmy.

     Pomieszczenie wypełniał intensywny zapach róż, wszędzie było zielono i przytulnie. Nie kojarzyłem Tomlinsona z takimi miejscami. Raczej wyobrażałem sobie go w zatłoczonych klubach, pełnych roznegliżowanych lasek.Usiedliśmy przy jednym z małych stolików. Poczułem zdenerwowanie. Jak zawsze, kiedy z nim jestem. Kelner w zielonym uniformie podszedł do nas ze sztucznym uśmiechem.

- Witamy w Little Rose. Co Panom podać?

Louis spojrzał na mnie, udzielając mi pierwszeństwa. Poprosiłem o herbatę i ładnie brzmiącą tartę, cynamonowo-jabłkową. Lou wziął to samo. Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy. Nigdy nie potrafiłem zacząć rozmowy, nie ważne czy to był Tomlinson, ktoś obcy, czy moja mama.

- Jak Ci idzie na uczelni? Nie było Cie tam sporo czasu ostatnio, nie robią problemów? - zapytał bawiąc się breloczkiem doczepionym do kluczyków.
- Profesor Reed stwierdził, że nie dopuści mnie do egzaminów, ale w końcu dał się przekonać. Wiem jedno, nie będę miał teraz lekko. - westchnąłem.
- Sesja dopiero w czerwcu. Damy radę. - powiedział pocieszająco.
- Jak poszedł Wam wczorajszy mecz? - zapytałem, kiedy kelner opuścił nasz stolik.
- Przegraliśmy. - mruknął i przełknął pierwszy kęs tarty. Faktycznie, była pyszna. - Najgorsze jest to, że chłopaki twierdzą że to przeze mnie. Malik był na czystej pozycji, a ja do niego nie podałem. No ale kurczę! Strzeliłbym, gdyby jeden idiota nie uderzył mnie w kostkę. - zrobił niezadowoloną minę. - To na szczęście tylko mecz towarzyski. Mimo wszystko dostałem ostrzeżenie od trenera.. Jeśli zawalę rozgrywkę na zawodach za miesiąc, mogę się pożegnać z drużyną.
- Te zawody to już coś większego prawda?
- Jak na naszą ligę, owszem. Mogą przysłać kogoś z zarządu. Oni szukają młodych talentów. Marzę o tym, żeby załapać się do wyższej ligi odkąd zacząłem grać. - W jego oczach pojawiły się iskierki, jak zawsze kiedy schodziliśmy na temat piłki.
- Uda Ci się. Jesteś dobry.
- A Ty skąd wiesz, nie chodzisz na mecze? - zaśmiał się.
- Tak się składa... że byłem na kilku Twoich meczach.

Spuściłem wzrok, czując się lekko zażenowany. Oczywiście że byłem na meczach. Nie żeby interesowało mnie latanie za piłką. Nie lubię tego. Nie mogłem odpuścić okazji oglądania Louisa robiącego to co kocha, szczęśliwego.

- Serio? Nigdy Cię nie widziałem. - zamyślił się.
- Byłeś zajęty.. na boisku. - zamieszałem się. - Poza nim, również.
- Mówisz o Eleanor?

Poczułem się dziwnie. Nigdy o niej nie rozmawiamy. Miałem świadomość tego, że to przeze mnie kumple się od niego odwrócili.. ale myśl, że mógł przeze mnie z nią zerwać.. była wprost absurdalna. Nie odpowiedziałem.

- Harry. - zaskoczył mnie ton jego głosu. Ujął moją dłoń, położoną na stoliku i spojrzał mi w oczy, pochylając się. - Kiedy zobaczyłem Twoje zielone tęczówki zdałem sobie sprawę.. Że do tej pory tylko udawałem. Że nie chcę być 'tym fajnym'. Że chcę być sobą. Kolesiem który jest może trochę stuknięty, tęskni za rodziną, ma tylko jedną prawdziwą przyjaciółkę, uwielbia grać w nogę i.. - zawahał się, a jego policzki lekko się zaróżowiły. - Zakochał się w innym kolesiu.

Zamarłem. Zapomniałem jak się oddycha. Zapomniałem gdzie jesteśmy i że nie jesteśmy sami. Zapomniałem o wszystkim czego się boję, co mnie dręczy.. Zapomniałem o swojej niepewności co do jego uczuć.. Powiedział to. Poczułem jak ciężki kamień spada mi z serca. Odetchnąłem. Nabrałem drżącego powietrza z powrotem, żeby powiedzieć jedno:

- Ten koleś również jest zakochany.

Poczułem jak mocniej zaciska dłoń na mojej. Pochyliłem się, żeby złączyć nasze usta w delikatnym pocałunku. Teraz już miałem jasność. Nie musiałem się zastanawiać. Oboje nie musieliśmy. Oderwaliśmy się od siebie, wciąż jednak zostając na tyle blisko, że czułem jego oddech na swoich wargach.
Wtedy usłyszeliśmy głośne pstryknięcie i czyiś śmiech. Znaliśmy ten śmiech. Obaj odwróciliśmy się w ułamku sekundy. Na środku knajpy stała Eleanor. Z telefonem. Śmiała się. Patrzyła na Lou.. z pogardą.

- Tomlinson masz przejebane. - rzuciła z wrednym uśmieszkiem i szybko opuściła knajpę.

Spojrzałem zszokowany na Louisa. Gdy nasz wzrok się spotkał dostrzegłem.. czyste przerażenie.


___________________________________________________________________

PRZEPRASZAM ! Przepraszam, że tak długo.. ale rozumiecie.. choroba, komers, zakończenie roku, nowa szkoła.. nie miałam czasu, ani weny. Ona jakoś ostatnio nie chce do mnie przyjść. Bardzo przepraszam. Obiecuję że to się już więcej nie powtórzy.

Ten rozdział jest... konkretnie wymęczony. Ogólnie jakoś nie czuję tego opowiadania.
Co myślicie o końcówce?

Jeśli chcesz być informowany o rozdziałach, napisz tutaj swoją nazwę twittera :)

9 komentarzy:

  1. Masz talent. Kocham to opowiadanie i z niecierpliwością czekam na następne rozdziały

    OdpowiedzUsuń
  2. Znowu LittleRose.? Na prawdę chyba nie masz weny :c
    Tak czy inaczej, z powodu jako takiej przerwy między rozdziałami przeczytałam wszystko od początku i znowu przy każdym rozdziale miałam "ucisk w dołku" :D
    Czekam na więcej Iv.
    PS zaktualizuj zakładkę "rozdziały".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Little Rose nie chodzi o brak weny, to raczej motyw, rzecz która będzie jakby.. łączyć wszystkie moje opowiadania. W każdym kolejnym pojawi się Little Rose jako.. no nie wiem, znak że to opowiadanie jest moje, taki jakby podpis. Więc.. to zamierzony efekt. Xx

      Usuń
    2. Dobrze.! Przynajmniej nikt ci wiesz, nic nie ukradnie :D
      Wgl to świetny pomysł z takim motywem.! x

      Usuń
    3. dziękuję ! xX
      wątpię żeby ktoś chciał to ukraść, no ale Little Rose strzeże, w razie czego :D

      Usuń
  3. Przepiękne ^^
    Mi osobiście cholernie podoba się to opowiadanie, szczególnie, że teraz do akcji wkroczyła Elka.
    Mam nadzieję, że napiszesz kolejny rozdział.
    Dziękuję ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże tak pięknie póki nie Eleanor . szok. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Calder ! Noooooo ! : D
    Cholera, wczułam się w to ! *__*
    No... cudowne ! Cóż więcej mogę dodać ? Jest idealnie...
    Kiedy piszesz wszystko jestem w stanie sobie wyobrazić, to jest takie... realistyczne ! :) Kocham to ! <3
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Pocałował mnie w policzek. Publicznie. To był.. niewinny, delikatny pocałunek. Dla mnie znaczył wiele.' oraz 'Ten koleś również jest zakochany.' - jejku, płaczę ! :*
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń