piątek, 9 sierpnia 2013

eleventh.


Przestałem myśleć, kiedy tylko mnie dotknął. Jego usta wysysały ze mnie oddech. Jego dłonie wypalały dla siebie miejsca na mojej piersi, jakby chciały pozostać tam już na zawsze. Na policzkach, na plecach, na brzuchu, wszędzie. Ja również chciałem żeby tam zostały. Chciałem, żeby on został na zawsze, nigdy nie odszedł. Spijałem z jego ust każdy oddech. Pozwalał mi oddychać swoim powietrzem. To uczucie, które dzieliliśmy w ciemnościach mojego pokoju ciężko oddychając, sprawiło że miałem ochotę wyrwać baterię z zegarka stojącego na półce, z nadzieją że zatrzymam czas. Nie wiedziałem gdzie jeszcze mogę go pocałować, dotknąć.. Jak go objąć, żeby był jeszcze bliżej mnie. Jego oddech na mojej szyi, jego szept, jęki.. Kiedy cicho wypowiadał moje imię, brzmiało jakby miało być zaklęciem, sprawiającym że ta chwila będzie trwać wiecznie. Było tak, jak miało być. Był on. Był ze mną.
Jest światłem, które sprawia, że moja ciemność znika. Wszystko umiera i odradza się w nim. Powietrze.


Powiedz mi, że mnie kochasz.
Wszystko jest dobrze,
Kiedy jesteś obok mnie,
Kiedy patrzysz w moje oczy,
Znajduję namiastkę nieba,
Odnajduję swój raj. *


***

Harry.

Najpiękniejszy poranek w moim życiu. Obudził mnie jego cichy chichot i delikatne łaskotanie wzdłuż policzka. Uchyliłem powieki i zobaczyłem mojego Louisa, wyglądającego.. na równie szczęśliwego. Podpierał się na łokciu i patrząc na mnie z góry kreślił kółka na moich nagich ramionach białym, małym piórkiem. Jego oczy wręcz iskrzyły.

- Dzień dobry. - powiedział z uśmiechem.

Wiedziałem, że mój głos z rana zawsze odmawia posłuszeństwa więc i tym razem nie było inaczej. Nie potrafiłem nic powiedzieć i zacząłem chrypić. Obaj zanieśliśmy się śmiechem. Louis schował głowę w zagłębieniu mojej szyi i cały czas chichocząc czule mnie pocałował. Od razu przypomniałem sobie wszystko co działo się wczoraj. Każdą najdrobniejszą chwilę, którą chciałem zachować na zawsze w swojej pamięci. Owinąłem ramię wokół Louisa i nie miałem zamiaru go puszczać. Nigdy.

- Teraz już wszystko będzie dobrze prawda?  - zapytałem z nadzieją w głosie.
- Tak. - odpowiedział z pewnością w głosie. - Teraz będzie tak jak powinno być. Póki mamy siebie, poradzimy sobie ze wszystkim.
- Ze wszystkim. - przytaknąłem i pocałowałem go w czubek głowy.

Chwilę leżeliśmy w ciszy, po prostu się przytulając. Dotyk jego nagiego ciała sprawiał że moje myśli nie były w stanie skupić się na niczym. Po długiej chwili wreszcie mi się to udało.

- Ciekawe co robił przez całą noc Niall. - zacząłem głośno się zastanawiać.
- Myślę, że przyprowadził swoich wszystkich szalonych znajomych i zrobili najlepszą imprezę w mieście. - Louis pocieszająco ścisnął moją dłoń. Wiedział że się martwię. - Ciekawe jak poradziła sobie Perrie.
- Podejrzewam że również nieźle się bawiła.
- Ale na pewno nie mieli lepszych wieczorów, niż my. - powiedział i podnosząc się, pocałował mnie tak, jak wczorajszej nocy.

***

 Perrie.

Krążyłam po balkonie paląc kolejnego papierosa. Który to już z rzędu? Po sześciu straciłam rachubę. Potrzebowałam się znieczulić. Działało. W głowie kręciło mi się tak, jakbym właśnie wysiadła z karuzeli. Potrzebowałam zapomnieć o wczorajszych wydarzeniach.
Drzwi na balkon otworzyły się i weszła przez nie mocno zmęczona Eleanor. Stanęła obok mnie, na małym balkonie. Wyglądała na wykończoną. Mocniej owinęła się płaszczem i zaciągnęła się porannym, rześkim powietrzem.

- Będzie dziś piękny dzień. - powiedziała lekko się uśmiechając.
- Yhym. - mruknęłam znów się zaciągając. - Dziękujemy za zaproszenie i.. przepraszam na Zayna.
- Nic nie szkodzi. Wszyscy wiemy jaki on jest Pezz. - posłała mi pocieszający uśmiech.

W tej chwili zachciało mi się płakać. Miałam żal do Eleanor za to, jak potraktowała Louisa i wiem, jaka jest zazwyczaj, ale teraz nie miałam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. Zobaczyła łzy torujące sobie drogę na moich policzkach i wyrzucają wcześniej mojego papierosa, mocno mnie przytuliła. Schowałam głowę w jej włosach. Pachniała alkoholem i nieprzespaną nocą.

- El ja po prostu.. nie wiem co mam robić. - zaczęłam szlochać.
- Cii.. - pogłaskała mnie po głowie. - Ułoży się.
- Nie. - odsunęłam się nagle otrzeźwiając. - Mam dość mówienia, że będzie dobrze, bo wiem, że nie będzie. Jestem głupia rozumiesz? - spojrzałam na nią.

Nie rozumiała. Dla niej wszystko było zawsze jasne. Albo kogoś nienawidziła i była wredna, a jeśli ktoś był dla niej dobry i darzyła go sympatią, potrafiłaby zagłaskać na śmierć. Czarne albo białe. Było albo nie. Ja tak nie potrafię.

- Dobra, nie ważne. - ucięłam karcąc się w myślach, że w ogóle pomyślałam o tym, że mogłaby mnie wysłuchać.
- Perrie wiem, że wszyscy macie mnie za zimną, tępą sukę. - zaskoczyła mnie zmiana w jej głosie. - Ale ja również czasem nie wiem co mam robić i po prostu podejmuję złe wybory. - spojrzałam na nią lekko zaskoczona, nie wiedząc co ma na myśli. - Mówię o Louisie. Myślicie że mnie to nie zabolało? Rozpowiedziałam o tym, że jest gejem dlatego, że chciałam się zemścić. Tak. Ale czy on wcześniej pomyślał o moich uczuciach? - po raz pierwszy odkąd ją znam zobaczyłam jej przeszklone oczy. - Pomyślał o tym co się stanie kiedy wszystko wyjdzie na jaw? Prawda musiała wyjść ode mnie Pezz. Teraz mówią o tym, że on kłamał, a nie o tym, że jestem na tyle beznadziejna, że chodził ze mną gej. Nie chciałam żebyście się przez to kłócili. - otarła dłonią oczy i poprawił włosy, jakby karcąc się w myślach, że okazała słabość.
- Nie wyszło Ci. - doceniałam jej wyznanie. Widziałam, że była szczera, ale to nie zmienia faktu, że przez nią wiele osób cierpi.
- Wiem, zachowuję się jak pieprzona materialistka, nie dbająca o innych.. Ale taka już jestem. Nic na to nie poradzę. - uśmiechnęła się do siebie krzywo. - Tak samo jest z Zaynem. Taki po prostu jest. Porywczy i tyle.

Prychnęłam. Porywczy? No właśnie. Wszyscy myśleli, że to zwykły gość, którego czasem ponoszą emocje. Nikt nie wiedział że do tego stopnia, że był w stanie mnie uderzyć. Tylko Louis. Ale on miał już swoją bajkę. Nie chciałam mu jej psuć. Obie w ciszy wpatrywałyśmy w budzące się do życia ulice. W końcu El westchnęła:

- Dani i Liam obudzili mnie wychodząc i przeraziłam się jak wygląda to mieszkanie. Mam nadzieję że sąsiedzi nas od razu nie wyrzucą. - zaśmiała się cicho. - Pomożesz mi posprzątać zanim nasi przesadnie pijący wczoraj mężczyźni się obudzą i będziemy musiały zająć się nimi i ich kacem?
- Pewnie. - uśmiechnęłam się blado i weszłyśmy do środka.

Czyli ona nie do końca wkopała Lou dla przyjemności, jak on myśli. Poczuła się zraniona. I miała może trochę racji. W końcu.. Przez tyle czasu udawał, oszukiwał i mówił że ją kocha. Nawet jeśli tego po sobie nie pokazuje, ona też potrafi czasem coś poczuć. Obserwowałam jak z wielkim workiem na śmieci biega po salonie i wrzuca do niego puste butelki, w tym samym momencie do pokoju wszedł Zayn ledwo podnosząc nogi. Włosy odstawały mu w każdym możliwym kierunku. Posłał mi zmęczony uśmiech i podchodząc pocałował mnie w szyję. Pachniał kacem. Widział że coś jest nie tak i pytająco spojrzał mi w oczy. Pewnie nie pamięta co wczoraj robił. Pokiwałam tylko przecząco głową, nie chcąc nic mówić. Pocałowałam go, jakby miało to odpędzić całe zło i sprawić, że znajdę sposób, jak się z tego wyplątać. Wyplątać się ze swoich uczuć, bo długo tak nie pociągnę.


***

Z mieszkania El i Taylora wyszliśmy koło jedenastej. Szliśmy pod rękę ulicami Londynu, ciesząc się piękną pogodą. Właściwie to ja. Zayn wolałby zamówić taksówkę i z butelką wody w dłoni marudził jak bardzo razi go słońce. Podświadomie cieszyłam się z tego, że postawiłam na swoim i mogłam uraczyć swoją skórę ciepłymi promieniami. W duchu modliłam się, żeby Harry'ego już nie było w naszym mieszkaniu. Po tym, co wczoraj po pijaku mówił o nim Zayn.. podejrzewam że skończyłoby się na bójce i kolejnej kłótni między nami.
Ucieszyłam się więc, kiedy zastałam Louisa samego siedzącego przed telewizorem. Pospiesznie odwiesiłam kurtkę i podbiegłam go przytulić.

- Jak było? - szepnęłam mu do ucha.

Nie musiał odpowiadać. Iskierki w jego oczach mówiły same za siebie. Cieszyłam się, że mu się układa. Cieszyłam się że nie zniknął od razu z mieszkania. Moje szczęście było jednak chwilowe.

- Tomlinson a Ty tu czego szukasz? - Mruknął szorstko Zayn, wchodząc do pomieszczenia.
- Ehm. Chciałbym Ci przypomnieć, że dopóki płacę czynsz, jest to również moje mieszkanie. - Odpowiedział cierpliwie Lou.
- Nie mógłbyś iść do tego swojego fagasa? - rzucił pogardliwie.
- Ma na imię Harry. - głos zaczął mu nerwowo drżeć. - I nie, nie mógłbym. Nie wszyscy po dwóch miesiącach znajomości ze sobą mieszkają. - oczywiście wiedziałam że gdyby tylko mógł, już dawno by go tutaj nie było.
- Mówisz o Eleanor?
- Tak mówię o niej.

Widząc jak mięśnie Zayna się napinają posłałam mu błagalne spojrzenie. Nie chciałam żeby się kłócili. Nie chciałam psuć Louisowi dnia.

- Więc lepiej się zamknij. - warknął, całkiem mnie ignorując. - Zraniłeś ją i jeszcze masz czelność ją obrażać?
- Ha! Owszem. Była nie warta minuty, którą jej poświęciłem i próbowała zniszczyć to, co ma dla mnie znacznie. Niech nie liczy na moje współczucie.

Zdziwiły mnie ostre słowa Tomlinsona. Po dzisiejszej rozmowie na balkonie wiem, że ona wcale nie jest taka zła. Ale co mogłam zrobić? Słowa już padły i nie mogłam powstrzymać wydarzeń. Malik zawsze bronił swoich przyjaciół. Szkoda tylko, że zapomniał, że Louis kiedyś też nim był.
Louis wstał i kiedy Zayn szybkim krokiem do niego podszedł, zaczęli się szarpać. Stałam tam jak sparaliżowana, nie wiedząc co zrobić. Kiedy Louis zwinął się w pół pod wpływem pięści bruneta zderzającej się z jego brzuchem automatycznie otrzeźwiałam.

- Przestańcie!

Podbiegłam do nich i chwytając swojego chłopaka za ramiona próbowałam go odciągnąć. Stłumiony krzyk Louisa rozdarł pomieszczenie. Nie mogłam nic zrobić. Byłam bezsilna. Poczułam jak moje ciało płonie i zaczynam panikować, kiedy moje próby rozdzielenia ich spełzły na niczym. Chciałam wejść pomiędzy nich. Skończyło się na tym, że zostałam mocno odepchnięta i upadłam na zimne panele. Widok ich, szarpiących się na środku naszego wspólnego mieszkania sprawił, że moja czara gorycz się przelała. Oboje mieli gdzieś to czy mnie bolą ich kłótnie. Oboje mieli gdzieś to, że niszcząc swoje relacje, niszczą też mnie. Nie chcę czuć się jak pieprzona Bella! To nie jest Zmierzch, to moje życie. Nie mogę pomiędzy nimi wybierać, nie mogę starać się pogodzić ich na siłę. To nigdy nie nastąpi, dopóki oni tego nie zechcą. Poczułam gorące łzy paniki. W momencie kiedy ciało Zayna uderzyło o podłoże nie wytrzymałam. Krzyknęłam na tyle głośno, że pięść Louisa zawisła w powietrzu. Wstałam, wykorzystując to, że mam ich uwagę choć na chwilę.

- Moglibyście się kurwa wreszcie uspokoić!? - głos mi się załamał. -. Mam dość tej całej sytuacji. Mam dość was. Kocham was! A wy macie to gdzieś. Obaj. Nienawidzę was!

Wybiegłam z mieszkania nie oglądając się za siebie, nie czekając na ich reakcję. Nie widziałam przez łzy gdzie są te cholerne schody. Omal nie przewróciłam się na własnych nogach, nie miałam siły iść. Nie miałam siły na nic. Cała roztrzęsiona, po prostu zaczęłam biec przed siebie.

***

Louis.

Nie miałem czasu na szok. Zignorowałem ból, zignorowałem to, że przyciskałem do ziemi Malika, to jak bardzo byłem zły.. Podniosłem się i widząc jak wybiega ze łzami w oczach krzyknąłem za nią. Nie słyszała.

- Widzisz co zrobiłeś?! - wydarłem się na Zayna, w którego oczach gniew zaczynał ustępować poczuciu winy.

Nie zastanawiając się, po prostu pobiegłem za nią. Skoro ten dupek nie zamierzał tego zrobić, musiałem ją znaleźć. Nie pobiegła daleko. Zdążyłem złapać ją na kolejnej przecznicy. Kiedy zamknąłem ją w silnym uścisku zaczęła się wyrywać i krzyczeć, żebym dał jej spokój. Zignorowałem ludzi, którzy prawdopodobnie się nam teraz przyglądali. Odwróciłem ją do siebie przodem i przytuliłem. Dała za wygraną i po prostu zaczęła szlochać. Nie chcąc robić zamieszania zaprowadziłem ją do pobliskiego parku i posadziłem na ławce. Chwyciłem jej dłonie, czekając aż spojrzy mi w oczy.

- Perrie przepraszam.

Nie odpowiedziała. Płakała. Wtuliła się we mnie płytko oddychając. Objąłem ją i czekałem aż choć trochę się uspokoi. Uderzyły mnie wyrzuty sumienia. Nienawidzi mnie.

- Dlaczego wy mi to robicie? - jęknęła w moje ramię.
- Przepraszam. Nie powinienem się w ogóle odzywać. Przesadziłem.
- Obaj przesadzacie. Co się do cholery dzieje z naszym życiem Louis?

Odsunęła się i spojrzała na mnie, jakbym miał znać odpowiedź. W jej oczach zobaczyłem ból.

- Było tak.. normalnie. Teraz wszystko wali mi się na głowę, a ja nie wiem jak to powstrzymać.
- Po prostu.. - szukałem w głowie odpowiednich słów. - Zrób to co uważasz za słuszne. Co czujesz i co będzie najlepsze dla Ciebie. Po raz pierwszy pomyśl o sobie Pezz.
- Właśnie o to chodzi. Nie wiem co czuję. - westchnęła zrezygnowana. - Kocham Zayna. Są chwile w których.. Jest cudowny. Przytula mnie, czule całuje, mówi że kocha.. Czuję się wtedy szczęśliwa. Tak po prostu. Ale coraz częściej zdarza się tak.. jak było wczoraj. Chciałam dać mu w twarz, gdy mówił wszystkim jaka to jestem piękna, ale głupia. Chciałam na niego krzyczeć, kiedy pił kolejnego drinka i tańczył z innymi dziewczynami. Chciałam po prostu go odepchnąć i uciec, gdy całował mnie wtedy na środku pokoju. Robił to, żeby wszyscy widzieli. Jego dotyk bolał, ale musiałam udawać, że jest w porządku nawet kiedy ścisnął moją dłoń do tego stopnia, że został na niej siniak. - w tej chwili miałem ochotę wrócić do mieszkania i wypierdolić go przez okno z siódmego piętra. - Nie wiem co robić. Boję się, że sobie bez niego nie poradzę. Boję się, że znów będę nikim rozumiesz? Nie chcę tego. Ale bać się osoby na której powinno się polegać najbardziej? Tak być nie powinno.
- Nie powinnaś mieć żadnych wątpliwości. Jeśli je masz, oznacza to tyle, że coś jest nie tak. Oczywiście że sobie bez niego poradzisz. - wziąłem ją pod brodę, żeby spojrzała mi w oczy. - Masz mnie. Masz Harry'ego. Jeśli zajdzie taka potrzeba wyprowadzimy się i znajdziemy coś we czwórkę z Niallem.. Wyobrażasz to sobie? Było by niesamowicie. Poza tym.. Jesteś cholernie silną osobą Perrie. Jesteś kimś, kto da sobie radę. Ja w to wierzę. Teraz Twoja kolej, weź sprawy w swoje ręce i nie daj sobą pomiatać. Nie ten, będzie inny.

Chciałem powiedzieć jeszcze więcej, chciałem zapewnić ją że się ułoży, chciałem żeby była szczęśliwa. Wtedy zadzwonił mój telefon. Zobaczyłem 'Hazz' na wyświetlaczu i spojrzałem na nią przepraszająco.

- No hej. - odebrałem.

Odpowiedział mi napad głośnego, rozhisteryzowanego i zrozpaczonego płaczu. Cholera. Tylko nie to.


_______________________________________________________

* fragment refrenu piosenki Jonas Brothers - When You Look Me In The Eyes ♥

Dziś może nieco dłużej.
Po pierwsze przepraszam. Przepraszam przepraszam PRZEPRASZAM.
Miał być rozdział już dawno ale...
Trochę się tego nazbierało.
Z początku był to po prostu brak weny.. Teraz dopadła mnie zajebista choroba. Zapalenie ucha środkowego. Jeśli ktoś z Was to kiedyś przeżył.. znasz ten ból.. Czuję się..ŹLE. Jakby coś rozrywało mi głowę od środka. To ze rozdział jest dzisiaj, to zasługa tylko i wyłącznie silnych środków przeciwbólowych, które pozwoliły mi myśleć. Choroba dopiero się zaczęła więc nie wiem czy dam radę napisać nexta szybko.

Co do 'Larry momentu'. Może oczekiwaliście czegoś innego.. ale ja osobiście mam dość opowiadań przesiąkniętych seksem i jak to mówią 'Larry porno'. Chciałam opisać to inaczej, co mam nadzieję mi się udało. Mam nadzieję że Was bardzo nie rozczarowałam. xx

Wielka prośba do Was na przyszłość. Błagam, nie pytajcie mnie kiedy kolejny rozdział, zaraz po dodaniu tego, bo prawda jest taka, że ja po prostu nie wiem. Jeśli mam wenę to piszę. Nie potrafię wymusić pisania, bo wychodzi wtedy to co macie dzisiaj, powyżej. Nie potrafię też pisać pod presją, to sprawia że mam pustkę w głowie i na kartce. Zdaję sobie z tego sprawę, że czytelników przybywa (za co bardzo dziękuję, jak i za wszystkie komentarze!) i muszę utrzymywać 'tępo'.. na prawdę się staram.
Więc błagam jeszcze raz, nie pospieszajcie mnie, bo wtedy się zamykam. Brzmi jak wyznanie dziecka emo, ale taka jest prawda.

Pewnie zastanawiacie się co będzie dalej z Niallem.. otóż ja też. Nie mam pojęcia mówiąc szczerze.

do następnego kochani :* piszcie co myślicie :3

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu ♥

8 komentarzy:

  1. O kuuurwa. Po pierwsze: TYLKO NIE NIALL. To moja pierwsza myśl po telefonie Hazzy. Nie wytrzymam do następnego rozdziału :(((
    Po drugie: biedna Pezz. Miałam, a nawet mam styczność z takim rodzajem związku, w jakim ona jest i wiem, jak to potrafi zniszczyć człowieka na przestrzeni lat. Dlatego będę trzymała kciuki by Zayn przejrzał na oczy, lub by się z nim rozstała.
    Po trzecie: Hazz i Lou są tacy słodcy razem. Awwwwwwww! Więcej Larry moments please ♡
    @hazzola

    OdpowiedzUsuń
  2. Błagam błagam błagam błagm błagam błagam błagam błagam błagam i jeszcze 1000 razy błagam! Nie. Zabijaj. Niall'a. To. Jest. Rozkaz. Pisz rozdziały jak długo chcesz i nigdy nie wątp w swoje zdolności. Piszesz świetnie i na rozdziały warto czekać. Nadal nie bardzo lubię El ale skoro Perrie ją polubiła to może nie jest taka zła. Szkoda mi Pezz.. Nic nie zrobiła a tyle cierpi.. Dwie ukochane osoby się nienawidzą.. Czy spełnią się słowa Lou i w końcu zamieszkają razem? Ale we czwórkę? Czy po wybuchu Perrie Zayn i Lou choć trochę się pogodzą? Co zrobi Lou po wiadomości od Harry'ego? Co zobaczył Harry? I najważniejsze (no dobra może nie ale to mnie straaaasznieee trapi) czy Niall będzie żył? Baaardzo interesuje mnie co będzie dalej więc czekam! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. dlaaaaaaczeeeegoooo w takim momencie... ugh niech pezz zostawi zayna czy coś bo normalnie biedna się tylko z nim męczy. hehe noc larrego zawsze spoko xD i jeszcze raz jak w popszednim komentarzu błaaaaagaaaaaammmmm niech niallerek żyje bo zasługuje na miłoć i szczęście, jak go nie chcesz w tym blogu to ja go z chęcią przygarnę, czekam na następny sunshine;)) @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  4. cudownie. dziękuję, że do mnie napisałaś dzisiaj <333
    teraz musisz mnie informować! :D
    już kocham ten blog.
    Tak mi żal Harry'ego. Mam nadzieję, że odratują Niall'a. Chociaż już chyba za późno...
    Biedny Louis. Biedna Pezz. Niech jeszcze raz ktoś zdrowo przypierdoli Malikowi..
    Harry jest tutaj taki słodki, kochany i niewinny :)
    Perrie bardzo miło mnie zaskoczyła w tym opowiadaniu. :) Nie, że jej nie lubię, ale zawsze opisują ją bardziej... chamsko.
    Och, w realu Zerrie już nie ma... i mam szczerą nadzieję, że u Ciebie, też nie potrwa już długo.
    Szkoda, że zerwali .__.
    No nic. czekam na następny
    Larry <333
    @_yourkitty

    OdpowiedzUsuń
  5. AAAAAAA CUDOWNIE. Wczoraj zastanawiałam się gdzie mam linka do Twojego bloga i tu nagle zaglądam w interakcje i nowy rozdział ♥
    Kocham Cię xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam sposób w jaki piszesz . To jak nie mogę się oderwać. Każdy rozdział ma w sobie coś magicznego , tajemniczego , co nie pozywala mi oderwać się chociaż na moment. Nawet nie wiem czy wgl mrugałam! XD Znam i nienawidzę uczucia, które właśnie ogarnęło Perrie. Kiedy nie wiesz co tak naprawdę czujesz i co powinnaś zrobić. Ciesze się z Larry Momentu . Nie musiałaś robić z tego porno żeby było świetnie. ;) czuje że Niall mógłby poznać Perrie i to byłoby świetne . Tylko co z Niall'em ... Boję się ... A Eleanor ? Rozmowa nie zmienia faktu, że zachowała się jak zimna suka. Ale tak jak powiedziała, jest materialistką i nic jej nie zmieni . Jesteś cudowna Iv . <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Możesz mnie informować? @PolskaStylinson

    OdpowiedzUsuń
  8. O nie... Nialler ! :c Boże, co tam się dzieje?
    Według mnie Perrie powinna zostawić Malika i... być z Horanem ;))
    Hah, tak jakoś mi się to nasunęło ! : P
    Kurcze, muszę szybko zabrać się za następne ! :))
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Chciałem, żeby on został na zawsze, nigdy nie odszedł. Spijałem z jego ust każdy oddech. Pozwalał mi oddychać swoim powietrzem. To uczucie, które dzieliliśmy w ciemnościach mojego pokoju ciężko oddychając, sprawiło że miałem ochotę wyrwać baterię z zegarka stojącego na półce, z nadzieją że zatrzymam czas.'
    Jestem dumna z tego, że w Polsce są jeszcze ludzie TAK utalentowani jak Ty ! ♥
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń