sobota, 28 września 2013

fifteenth.

Louis.

     Przymknąłem powieki w myślach przeklinając Malika po raz setny. Gdyby nie on i ten pieprzony "incydent" byłbym dalej w formie a teraz? Bez profesjonalnych treningów 4 razy w tygodniu, po miesiącu zawieszenia miałem problem ze standardową rozgrzewką po kilku okrążeniach. Moja kondycja leży. Dobrze że trener udostępnił mi na dziś cały obiekt na wyłączność. Istniał cień szansy, że nie zrobię z siebie idioty na meczu który już za 2 dni. Za 2 dni. Moje myśli niepotrzebnie uciekły w inną stronę i nogi odmówiły posłuszeństwa. Wylądowałem jak długi na zimnej murawie ciężko dysząc.

- Cholera! - krzyknąłem i uderzyłem pięścią w wilgotne podłoże.
- Wszystko okay Lou? - Głos Harry'ego dobiegający z trybun po drugiej stronie boiska przywrócił mi równowagę.
- Tak, po prostu muszę zrobić sobie małą przerwę. - odpowiedziałem i uniosłem się z murawy otrzepując koszulkę z logo naszej uczelni.

Zmusiłem swoje drżące mięśnie do pokonania jeszcze jednej długości boiska i kilku schodów, żeby zaraz znaleźć się przy nim. Jeszcze dwa dni. Tylko dwa dni. Usiadłem obok niego i starałem się opanować ból w płucach zamykając oczy. Usłyszałem jak odkłada na bok książki i poczułem jego ramiona leniwie owijające się wokół mnie.

- Harry, jestem spocony.. - jęknąłem, ale on przytulił się jeszcze mocniej i pocałował mnie w szyję.

Nie miałem nic przeciwko. Jak mogłem mieć skoro zostały tylko dwa dni? Objąłem go i schowałem twarz w jego włosach. Siedzieliśmy w bezruchu dopóki rytm mojego serca choć trochę się nie unormował. W końcu Styles odsunął się i znów zabrał się za czytanie notatek. Po co to robił skoro nie zamierzał zostać do końca semestru? Jakby czytając w moich myślach spojrzał na mnie niepewnie i powiedział:

- Mój manager poinformował już uczelnię co do naszych planów. Zgodzili się żebym miał możliwość zdania tegorocznej sesji na uczelni w Londynie. Będę mógł się wtedy przenieść na Uniwersytet w Belfaście bez zawalenia pierwszego roku. To chyba dobra opcja prawda? - odwrócił wzrok, ale zdążyłem dostrzec każdą drobną emocję.
- Tak, tak.. - odpowiedziałem wzdychając. - Czyli w czerwcu wrócisz? - zapytałem czując ucisk w żołądku.
- Oczywiście że wrócę. - głos mu zadrżał. -  Jak tylko uda mi się napisać coś co uznam za dobre ja i zarząd, a mam już pomysł.. będę tutaj tak często jak się da. Jak skończy się promocja książki postaram się tutaj wrócić. Jeśli ktokolwiek będzie ją kupował i trochę zarobię kupimy dom Loueh.. - podniósł znów wzrok, tym razem przepełniony nadzieją.
- Oczywiście że będą. Jeśli dostanę się do kadry kupimy willę Hazz. Będzie idealnie. - rozejrzałem się po boisku wiedząc, że to tylko głupia gadanina, że będzie ciężko. - Dopóki tam będziesz postaram się przylatywać najczęściej jak się da.. Będzie dobrze.
- Damy radę. - pokiwał głową.

Z perspektywy potencjalnego obserwatora mogło to wyglądać, jakbyśmy rozmawiali o zadaniu z angielskiego, albo o pogodzie. Obaj jednak wiedzieliśmy, że to tylko pozory. Obiecaliśmy sobie nie rozprawiać o tym "co będzie dale" i nie płakać przy sobie. To nie zawsze wychodziło.. szczególnie kiedy patrzyłem jak śpi w moich ramionach i pomyślałem sobie, że już tak nie będzie. Szczególnie wtedy, gdy zamykał się w łazience i słyszałem jak odkręca kran, żeby zagłuszyć swoje łkanie. Obaj drżeliśmy na samą myśl o nadchodzących wydarzeniach, ale obiecaliśmy sobie nie rezygnować z marzeń. Chcę go wspierać gdy jego dzieło znajdzie się na listach bestsellerów. Chcę być przy nim gdy będzie rozdawał autografy i udzielał wywiadów.. Chcę być z nim nawet jeśli historia się nie przyjmie i sprzedadzą tylko kilka egzemplarzy, albo w ogóle nie dojdzie do jej wydania. Chcę być cały czas. Teraz wszystkim czego chciałem patrząc na jego drżące dłonie było przytulenie go, ale wiedziałem, że wtedy obaj byśmy się rozkleili. Bądź silny Louis.
Zacisnąłem szczęki i wstałem gładząc go tylko po plecach. Chciałem już zbiec ze schodów kiedy usłyszałem nietypową prośbę:

- Mogę poćwiczyć z Tobą? - zapytał niepewnie, podciągając nosem.
- Ehmm.. - widziałem jego zaczerwienione oczy i chcąc powstrzymać falę płaczu zgodziłem się. - Oczywiście, chodź.

Wróciłem do rzędu krzeseł i pewnie łapiąc go za rękę pociągnąłem go za sobą na murawę.

- Właściwie dobrze że jesteś - zacząłem. - głupio było by strzelać do pustej bramki.

Uśmiechnął się, szczęśliwy że może się na coś przydać. Zdjął brązowy sweterek i sprawił, że jeszcze bardziej zacząłem żałować naszych decyzji, odsłaniając kawałek nagiej skóry umięśnionego brzucha. Ocknąłem się gdy naciągając biały T-Shirt spojrzał na mnie rozbawiony. Wygrzebał z mojej torby rękawice i pobiegł na swoje stanowisko. Zaczął zabawnie podskakiwać, próbując się rozgrzać. Wiedziałem, że nic mu to nie da, ale po co się wymądrzać? No i na dodatek wyglądał tak uroczo, że nie mogłem tego przerwać.
Kiedy już się ustawił rozkładając szeroko ręce wziąłem niewielki rozbieg i uderzyłem w piłkę z umiarkowaną siłą. Byłem w szoku kiedy Harry bez problemu, nie przewracając się złapał ją w ręce. Spojrzałem na niego pytająco. Kopnął mi piłkę i z szerokim uśmiechem i krzyknął:

- Nie dawaj mi forów Tommo, dobrze wiem, że stać Cię na więcej!

Jego dźwięczny śmiech odbił się echem od trybun, wypełniając całe pomieszczenie i sprawiając, że zapomniałem o problemach.  Przyjąłem równie precyzyjnie kopniętą przez niego piłkę i zapytałem, ignorując jego wcześniejszy komentarz:

- Czy ja o czymś nie wiem? Grałeś kiedyś? - zacząłem podbijać, oczekując jego odpowiedzi.
- A myślałeś że mam takie ciało z niczego? - zażartował, co według mnie wcale nie było niczym śmiesznym. To oczywiste, że miał niezłe ciało. Nawet bardziej niż niezłe. - Kiedy w liceum chciałem zaimponować takiemu jednemu. Zapisałem się na siłownię i grałem w drużynie szkolnej jako bramkarz.

Zatrzymując na chwilę rozmowę skupiłem swoją i jego uwagę na piłce, wymierzyłem silnego kopniaka w prawy róg bramki. Z lekką satysfakcją obserwowałem jak wpada ona do siatki a Harry ląduje na murawie, brudząc sobie idealną koszulkę. Od razu lepiej. Podbiegłem do niego i zamiast pomóc mu wstać usiadłem obok zadowolony z celnego strzału.

- Nic nie mówiłeś. - wznowiłem rozmowę - I co, zrobiłeś na nim wrażenie?
- Nie. - skrzywił się coś wspominając. - Dlatego po pół roku dałem za wygraną. Nie kręcił mnie ten sport, ale byłem młody i głupi. Piłka już nie działa jako podryw. - spojrzał na mnie zawadiacko.
- Hmm... Nie? - zagrałem wielkie zdziwienie. - To na co poleciałeś? Myślałem że jesteś ze mną tylko dlatego, że jestem zastępcą kapitana.
- Louis! - uderzył mnie w ramię śmiejąc się. - No oczywiście że jestem tutaj tylko dlatego, że chodzisz w podkolanówkach i wyglądasz seksownie w mokrej koszulce. - pochylił się i potarł nosem o mój policzek drocząc się.

Odwróciłem lekko twarz, żeby móc złączyć nasze usta w pocałunku. Wyczułem jak się uśmiecha, co w ostatnich dniach było miłą odmianą. Położyłem dłoń na jego karku wplatając ją w loki i oddałem się dotykowi chłopaka którego kocham i nigdy nie pozwolę mu odejść.

***

Harry.

Dzisiejszy dzień mimo ogólnej pozytywnej energii sprawił, że jeszcze bardziej zacząłem się zastanawiać czy warto. Czy warto to wszystko zostawiać, zostawiać jego?
Wieczór był tak ciepły, kurtki nieśliśmy w rękach mimo tego, że już się ściemniało. Jakby coś nad nami czuwało i chciało, żebyśmy spędzili ten dzień po prostu normalnie. Bo już nigdy nie będzie tak normalnie jak było przez ostatnie miesiące, mimo wszystko. Szliśmy po schodach do mojego mieszkania trzymając się za ręce. Chodziliśmy tak zawsze, codziennie, od kilku miesięcy. A co będzie za dwa dni? To już nie będzie nasze mieszkanie. Louis wyniesie się z niego w czerwcu, jak się zdeklarował. Później znajdzie sobie coś lepszego.. Mieszkanie w którym poznałem mojego najlepszego przyjaciela, mieszkanie w którym umarł.. W którym spędziłem piękne chwile z Louisem.. Ktoś w nim zamieszka nieświadomy niczego i nie będzie już nasze. Nic nie będzie nasze wspólne. On będzie miał coś swojego, ja też.. Damy radę tak? Cały czas mi to powtarza.

Kiedy dotarliśmy do szczytu schodów o mało nie zakrztusiłem się własną śliną na jej widok. Siedziała na wycieraczce oparta o drzwi, płakała. Usłyszała, że idziemy i wtedy podniosła wzrok. Louis zesztywniał napinając wszystkie mięśnie, wypuszczając powietrze w szoku. Fioletowe place na twarzy dziewczyny, spuchnięte oczy i zakrwawione wargi sprawiły, że chciało mi się płakać. W ułamku sekundy podbiegł do niej i powoli pomógł jej wstać.

- Boże, kochanie kto Ci to zrobił? - zapytał łamiącym się głosem.

Nie odpowiedziała, ale chyba było to zbędne. Wtuliła się w niego i pociągnęła nosem. Spojrzał na mnie, a w jego oczach malowała się złość zmieszana z troską i bezradnością. Nie czekając dłużej otrząsnąłem się z szoku i pospiesznie otworzyłem drzwi. Louis zaprowadził ją na kanapę, ja w tym czasie poszedłem po apteczkę. Boże. Jak on mógł być tak okrutny. W tym momencie miałem ochotę go zabić. Nie dla tego, że nam dokuczał, nie dlatego, że Perrie była przyjaciółką Lou.. Jakim potworem trzeba być żeby doprowadzić kobietę do takiego stanu? Kiedy wróciłem do pokoju zastałem Tomlinsona krążącego po pokoju z zaciśniętymi pięściami. Ona siedziała ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę, nawet już nie płakała. Louis chciał wziąć ode mnie apteczkę, ale zaprotestowałem odsuwając go.

- Jesteś zbyt zdenerwowany. - szepnąłem mu do ucha. - Usiądź, odetchnij. Ja to zrobię.

Wiedziałem z własnego doświadczenia, że nie jest dobry w opatrywaniu ran, a dziewczyna już wystarczająco cierpiała. Przysunąłem stołek i usiadłem naprzeciwko niej. Przełknąłem gulę rosnącą w moim gardle na widok jej oczu i zabrałem się do pracy. Zdezynfekowałem najdelikatniej jak umiałem każde najdrobniejsze zadrapanie, przy okazji pytając, czy są one tylko na twarzy. Starannie wytarłem krew przy okazji kontrolując kontem oka zachowanie Louisa. Nerwowo podrygiwał, jakby chciał w tej sekundzie wyjść z mieszkania i zabić Zayna. Wcale mu się nie dziwiłem, ale nie mogłem do tego dopuścić. Wiedział że zamknąłem drzwi a klucz miałem ze sobą, inaczej już by go tutaj nie było. Poprosiłem, żeby podał mi lód i powoli przyłożyłem go do opuchniętego policzka Perrie.
Kiedy skończyłem, Louis poprosił, żebym wyszedł. Zrobiłem to bez słowa. Musiał wiedzieć co się stało a ona nie ufała mi na tyle, żeby opowiadać to przy mnie.
Zamknąłem drzwi do swojego pokoju i ciężko wzdychając opadłem na łóżko.
To by było na tyle, jeśli chodzi o normalny dzień bez żadnych stresów. Oczywiście, nie mogłem być na nią zły, ale moje ostatnie dni z Louisem nie powinny tak wyglądać. Boże.. myślę jakbyśmy już nigdy mieli się nie zobaczyć. Przecież tak nie będzie prawda? Zdjąłem zbędne części garderoby, wskoczyłem pod kołdrę i schowałem twarz w poduszkę. Zacząłem liczyć do stu, nie chciałem myśleć teraz o niczym.
Byłem na granicy snu kiedy Louis wszedł do pokoju. Podniosłem się przecierając oczy i spojrzałem na niego pytająco. Był zmartwiony i zrezygnowany. Rozebrał się i położył obok, od razu się do mnie przytulając. Był rozbity. Zacząłem się martwić, była już pierwsza w nocy. Jutro ma ostatni trening, po jutrze mecz.. Powinien być wypoczęty i zrelaksowany.

- Zasnęła.. On jej to zrobił. - szepnął, odsuwając się ode mnie. - Znowu to zrobił. Byli na tej cholernej imprezie, upił się i wszyscy widzieli jak ją uderzył. Dlaczego nikt do mnie nie zadzwonił? Dlaczego ona tego nie zrobiła.. - zacisnął pięść na rogu kołdry wypuszczając powoli powietrze. - Została na noc u Dani a kiedy wróciła do mieszkania i powiedziała mu że to koniec.. Pobił ją. Ten skurwiel ją pobił. Nie wybaczę mu tego, pożałuje.
- Loueeh.. - pomasowałem jego ramię żeby się rozluźnił. - Jest ostatnim gnojkiem, ale nie możesz wymierzać sam sprawiedliwości. Perrie powinna iść teraz na policję.
- To samo jej mówiłem, ale ona nie słucha. Nie dopuścili by go wtedy do meczu, a ona naiwna dalej jest w nim zakochana, mimo tego co zrobił nie chce zniszczyć mu kariery.
- To nonsens. - prychnąłem. - Ona widziała się w lustrze? Jak ktokolwiek ją taką zobaczy na pewno skojarzą to z Malikiem.
- Ale nic nie zrobią. Nawet ja nie mogę nic poradzić, dopóki ona tego nie będzie chciała.
- Jak.. Jak może dalej dbać o jego cholerny tyłek po czymś takim? - poczułem że i we mnie narasta gniew.
- To Perrie. Nigdy nie zrobi czegoś, co może zaszkodzić innym. Wiem jedno, ona mnie teraz potrzebuje, a ja przejmuję się jakimś cholernym meczem i swoją karierą. Powinienem to wszystko teraz rzucić. Powinniśmy lecieć we trójkę do Belfastu, mieć w dupie całe te cholerne studia i wszystko inne.
- Nie.. Nie mów tak. Powinieneś ją wspierać, ale nie możesz rezygnować z czegoś na co tak długo pracowałeś. Ona by tego nie chciała.
- Harry ale ja nie wiem czy jestem na tyle silny.. Myśleć o tym, że jesteś tak daleko, że jej może coś się stać.. Jak będę mógł grać martwiąc się o was? Najlepiej by było gdybym się nie dostał do kadry..
- I oddał miejsce Malikowi? - zapytałem widząc jego wahanie.
- Nie. - odparł po dłuższym zastanowieniu. - Zrobię wszystko żeby uprzykrzyć mu życie. Nie oddam mu tego miejsca tak łatwo i niech nie liczy na to, że na boisku będę zachowywał się profesjonalnie. Jeszcze tego pożałuje.
- Louis.. - ścisnęło mnie w gardle na myśl, że coś mogłoby stać się Louisowi. - Proszę uważaj na siebie. Nie chcę żeby coś Ci się stało kiedy wyjadę rozumiesz?
- Harreh.. - oparł nos o mój policzek i delikatnie nim pocierając szepnął. - Kocham Cię. O nic się nie martw, nic się nie stanie.

Nie uwierzyłem mu nawet wtedy kiedy mnie pocałował. Wiedziałem, że on tak tego nie zostawi, a Zayn w przeciwieństwie do niego nie miał żadnych zahamowań. Jeśli Louis zajmie jego miejsce w kadrze, na pewno mu nie odpuści. I co wtedy? Jak będę mógł pisać w spokoju martwiąc się o niego?
Będę pisać o nim.

______________________________________________________________

AAAAAAAAGGHHHH!

Wiem, wiem, wiem i PRZEPRASZAM.
Długo mnie tutaj nie było ale już się tłumaczę..
Sierpień minął tak jak pisałam pod ostatnią notką. Później zaczęła się szkoła.. W tym roku poszłam do liceum co równa się więcej nauki i wieczny brak czasu na cokolwiek.
Jak ktoś wchodzi na mojego twittera (czego na pewno nikt nie robi, no bo po jakiego?) to wie, że nie mam nawet czasu na pisanie tweetów. Jakoś tak.. nie mogę ogarnąć się z niczym.
Pamiętacie jak pisałam o szczepionkach? No więc.. tak, jestem już po. Siedziałam cały tydzień w domu, ale nie byłam w stanie pisać. Czułam się po tym fatalnie, bolało mnie wszystko i jakbym była naćpana. Ciekawe tylko czy pomoże.
Na dodatek zaczęłam oglądać Supernatural. Tak mnie znów wciągnęło że w tydzień obejrzałam cały sezon. Oglądacie może? Jeśli nie to musicie zacząć.

Teraz jestem i mam nadzieję że nie jesteście bardzo źli. Obiecuję że już nigdy się to nie powtórzy, żeby nie pojawiło się coś aż przez miesiąc.
Boże.. sama nie wierzę że aż tyle to trwało, a rozdział nie jest nawet w połowie tak dobry jak bym chciała.
Jak pewnie zauważyliście to definitywny koniec Zerrie.. nareszcie. Samą mnie bolało jak sobie wyobraziłam pobitą Perrie.. Mam mętlik w głowie co do wyjazdu Harry'ego i tej całej ich kariery.

Co myślicie o tym rozdziale?
Proszę o komentarze i jeszcze raz Was przepraszam.

love u all. xx

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu :)

9 komentarzy:

  1. Omg !
    Zayn ty chuju. Jak mogles pobic Perrie ;c Biedna Pezz. Omg mam ochote nakopac mu do dupy. Co za dupek. ;x
    Ok.
    Aww Lou i Hazz sa tacy slodcy <33 Zdecydowanie to jest jedno z najlelszych opowiadan. *o* Naprawde.
    I bylo warto czekac.
    Coz jeszcze moge Ci napisac?
    A. Kurde jak czytam chociaz wzmianke o Niallu i jego smierci to plakac mi sie chce ;c To byl jeden taki moment, gdzie strasznie plakalam..
    Dobra ja juz koncze Cie zanudzac. :)
    Kocham Cie normalnie ! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. no to zacznę może od tego że tak mi szkoda że lou i hazz muszą się rozstać, związki na odległość są strasznie trudne, mam nadzieję że chociaż z nimi wszystko bd dobrze, bo co do zerrie to po prostu szkoda gadać kocham zayna ale się na nim zawiodłam, nie rozumiem jak mógł tak potraktować perrie. nie sądzę że ktoś mógłby się złościć że dawno nie dodałaś rozdziału każdy ma szkołę więc wie jak to jest, co do super natural to moi rodzice obejrzeli wszystkie serie a ja nie zamierzam tego oglądać bo jak się wciągnę to już kompletnie na nic nie będę miała czasu... oczywiście że chcę być dalej informowana o nowych rozdziałach:) @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  3. Matko moja... Co za skurwysyn ! Jak mógł ją pobić ?! Ughh, mogłabym udusić go gołymi rękami !
    Larry... Larry, Larry, Larry... Teraz będzie ciężko, co ? :c Nie wiem, jak zniosę rozłąkę chłopców, ale na pewno łatwo nie będzie (huh, za bardzo mnie w to wciągnęłaś ;3). Dlaczego się tak dzieje ? Dlaczego oni zawsze muszą mieć pod górkę ? Jak zapewne się domyślasz, nie mówię tu o samym fanfiction. Mówię też o prawdziwym życiu... Czy nie mogą po prostu złapać się za ręce, spojrzeć sobie w oczy i powiedzieć 'od teraz wszystko będzie dobrze' ? To jest rzecz, której pragnę najbardziej na świecie. ICH szczęścia ... ( Przepraszam, dziś naczytałam się wielu faktów o Larrym i widziałam kilka wpadek Modest! typu: https://pbs.twimg.com/media/BUNa5h4CIAECM06.jpg i teraz... Ohh, My Larry Feels :c )
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'To nie zawsze wychodziło.. szczególnie kiedy patrzyłem jak śpi w moich ramionach i pomyślałem sobie, że już tak nie będzie.' nawet nie wiesz, jak mocno zaciskałam szczękę, żeby tylko powstrzymać łzy... A zaciskanie szczęki nie jest mi obecnie wskazane, bo cholernie mnie ona boli : D
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx
    P.S. pisałam ci już na Twitterze, ale nie jestem pewna, czy widziałaś ;) Na moim blogu ( http://www.one-direction-sen-czy-jawa.bloog.pl/ ) pojawił się na imagin o Liamie :)) Mam nadzieję, że przeczytasz i wyrazisz opinię ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. warto bylo czekac tyle czasu. rozdział jest super

    OdpowiedzUsuń
  5. wybaczę ci to i zdążyłaś w sam raz bo już myślałam że przestałaś pisać! i jak zwykle świetny rozdział <3 @nowakarta

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudo. Warto było poczekać : )
    @_AngelWar

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana, nic się nie stało :)))
    Nie przejmuj się, każdy rozumie Twoją sytuację. Poza tym rozdział jest fantastyczny, choć smutny :(
    Tak ja Ty, mam ''mętlik w głowie'' co do wyjazdu Harry'ego. Nie mogę się doczekać ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Argh, nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Nie myśl, że cieszę się z Jego wyjazdu! :/

      Usuń
  8. okej, przeczytałam wszystko na raz. Jestem w klasie maturalnej, a siedzę i godzinami czytam opowiadania,okej.
    Tak nie miałam co robić (sterta pracy domowej leży na biurku), patrzę w zakładkach - jakieś opowiadanie. Zostawiłaś u mnie adres, skorzystałam, no i nauka poszła... no, wiadomo co robić :p Mam tylko nadzieję, że będziesz dodawała rozdziały w miarę szybko, wciągnęłam się w tę historię, wgl to cały czas mi chodzi po głowie, że podczas tego meczu Zayn zrobi coś Louisowi. Mam rację??
    No i tak na koniec, ja też mam bloga o Larry'm, już drugie opowiadanie tam, zapraszam, jakbyś tak samo jak ja się "nudziła" :)
    the-sharp-knife-of-a-short-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń