poniedziałek, 28 października 2013

eighteenth - 2

Louis.

Zamknąłem za sobą drzwi czując jak rozdziera mnie od środka. Włożyłem całą swoją silną wolę w to, żeby się przy nim nie rozpłakać, ale kiedy wybiegłem z bloku nie wytrzymałem. Łzy rozmyły cały obraz, a jedynym co byłem w stanie zobaczyć, była zrozpaczona twarz Harry'ego. Z mojego powodu cierpiał. Zadałem mu ból. Ale co mogłem zrobić? Jak inaczej to powiedzieć? Jak to ująć, żeby wyjechał z myślą, że nic go tutaj nie trzyma? Zrobiłem to w najgorszy możliwy sposób, ale było już za późno. Zraniłem go. Już nie raz z kimś zrywałem, ale nic nie mogło się równać z paniką jaką odczuwałem kiedy wszedł do pokoju. Wyglądał tak niewinnie, choć to może nie odpowiednie słowo do tego jak się wczoraj zachowywał. Był taki szczęśliwy. Na tyle ile mógł być, wiedząc że wyjeżdża. Jeśli nie teraz to kiedy miałem to zrobić? Musiałem. Inaczej jestem pewny, że by nie wyjechał. Gdyby poleciał, nie napisałby niczego martwiąc się o mnie a teraz? On jest wolny. Zapomni. Wyleczy się.
Dotarłem do postoju taksówek za rogiem i szybko ukryłem się w jednej z nich. Nawet nie zauważyłem że zaczęło padać. Myślałem, że to tylko moje łzy. Podałem kierowcy adres Danielle nie zważając na to, ile wyniesie mnie ta podróż, skoro dziewczyna mieszka za miastem. Nie ważne. Tam była Perrie, musiałem się z nią zobaczyć. Przez całą drogę tępo wpatrywałem się w szybę, starając się odpędzać od siebie wszystkie myśli związane z chłopakiem, którego zostawiłem za drzwiami, płaczącego.
Gdy po prawie godzinie stanąłem przed drzwiami domu Peazer, mój telefon zawibrował. To co przeczytałem sprawiło, że już wyschnięte policzki zaczęły znaczyć świeże łzy. Danielle lekko zdziwiona moim widokiem wpuściła mnie do domu. Edwards wstała z kanapy i bez zbędnych pytań wzięła mnie w ramiona, których tak bardzo teraz potrzebowałem. Pokazałem jej telefon. Gdy czytała wiadomość jej wzrok ze zdezorientowanego przeszedł w smutek.

- Więc jednak to zrobiłeś.. - pogładziła mnie po ramieniu oddając mi komórkę.
- Pezz... - zacząłem się jąkać. - Myślałem, że tek będzie lepiej. Gdybyś widziała to rozdarcie w jego oczach kiedy powiedziałem że.. - oczy zaczęły mnie piec.- że go nie kocham i to było pomyłka.
- Louis.. - westchnęła i schowała twarz w dłoniach.

Spierdoliłem wszystko. Ona też ma mnie teraz za cholernego dupka. Czy mogło być jeszcze gorzej? Perrie podniosła wzrok i lekko się uśmiechnęła. Ona jest cudowna. Wie że jestem idiotą i to moja wina, a i tak będzie mnie pocieszać?

- Na prawdę tak myślisz? - zapytała spokojnym głosem.
- Oczywiście, że nie. - wyszeptałem. - Jest najcudowniejszą osobą jaką kiedykolwiek spotkałem.. Kocham go najbardziej na świecie. - wytarłem policzki zdając sobie sprawę w jak beznadziejnym i absurdalnym położeniu się znalazłem.
- Więc dlaczego z nim zerwałeś?
- Bo ja.. - zacząłem szukać w głowie sensownych argumentów, które wydawałem się posiadać jeszcze przed  rozmową z nim. - Nie chcę go ograniczać. Wiem że nie powinienem z góry zakładać że nam się nie uda ale.. - odetchnąłem chcąc przekonać do tych racji samego siebie. - Pomyśl. Związek na odległość to niby w tych czasach nie problem ale.. On będzie myślał co się u mnie dzieje, ja będę się zastanawiał jak sobie radzi i żadne z nas nie będzie w stanie skupić się na tym, na co pracujemy od dawna. Chcę żeby wykorzystał swoją szansę a nie rozmyślał o mnie. Chcę żeby ruszył do przodu i wybaczył wszystkie moje błędy..
- Louis. Wiesz że on Cię kocha prawda? Nie zapomni. Przecież go znasz, lepiej niż ja. lepiej niż ktokolwiek inny.
- Poradzi sobie. Jest silny, wiele już przeżył..
- Nie wierzę. - miała minę jakby właśnie rozwiązała tajemnicę ludzkości.- Ty dalej obwiniasz się za śmierć Nialla. - bardziej stwierdziła niż spytała.

Uderzyła w sedno. Znów się rozpłakałem. To był kolejny z powodów. Przeze mnie przestał poświęcać mu czas. Przeze mnie go stracił, wiem to. Nie chcę żeby ktokolwiek jeszcze przeze mnie cierpiał. Nie chcę żeby on cierpiał. Perrie mocno mnie objęła, a ja chciałem schować się i uciec od problemów. Przez dłuższą chwilę szeptała mi do ucha że to nie moja wina, że wszystko się ułoży..

***

- Jest szesnasta. Zamierzasz do niego jechać? - spytała Edwards wyrywając mnie z zamyślenia.

Z niechęcią oderwałem wzrok od pogrążonego w mroku kąta pokoju i skierowałem go na zmartwioną dziewczynę. Oplotłem kolana ramionami i chciałem schować się nawet przed nią.

- Pezz myślisz że zrobiłem to wszystko, żeby za chwilę zrujnować mój cudowny plan? - zapytałem z ironią w głosie. - Już wystarczająco dużo przeze mnie wycierpiał. Nie mogę tak po prostu tam pojechać i znów mieszać się w jego życie tylko po to, żeby poczuć się lepiej.
- Tomlinson. Poczuć się lepiej? Ty nie możesz bez niego funkcjonować a minęło dopiero kilka godzin. - podniosła głos. - Poza tym.. Jestem pewna że on tam na Ciebie czeka. To ostatnia szansa żeby naprawić to co spieprzyłeś.

Poczułem się jakby ktoś uderzył mnie w twarz, co zresztą mi się należało. Czując że stoję na skraju rozpaczy  po prostu podniosłem się z kanapy z zamiarem opuszczenia tego domu. Nie chcę pokłócić się jeszcze z nią.

- Louis przepraszam, zostań jest zimno i pada deszcz. Czy idziesz do niego?
- Nie. Muszę pobyć sam.

Wyszedłem nie oglądając się za siebie.
Jestem skończonym idiotą. Ale on sobie poradzi prawda? Na pewno. Zapomni, ruszy do przodu, spełni marzenia i będę z niego cholernie dumy. Nie chcę go ograniczać. Może kiedyś się odważę do niego zadzwonić? Może mi wybaczy i wpadnie w odwiedziny pochwalić się swoim dziełem... Nie. Niech zapomni. A ja dalej będę go kochał i umrę ze świadomością, że postąpiłem właściwie.. i jestem skończonym idiotą.
Właściwie gdzie zamierzałem pójść? Najbliższy przystanek autobusowy jest jakieś trzy przecznice dalej. Nie wiedząc jak zapełnić swoje myśli choć na chwilę, postanowiłem ulokować uwagę w barze po drugiej stronie ulicy. Może choć na chwilę nie będę się czuł tak winny i skończony kiedy się znieczulę?
Gdy przechodziłem przez drogę nie pomyślałem o tym, żeby się rozejrzeć.
To był błąd.
Usłyszałem pisk opon, a sekundę później uderzenie które zabrało mi oddech i świadomość.

_________________________________________________________

Wiem że nie spodziewaliście się mnie tutaj tak szybko ale nie mogłam się powstrzymać :) Wykorzystałam fakt, że miałam luźny weekend i postanowiłam wczoraj napisać nexta.
Jak pewnie zauważyliście rozdział zatytułowany jest "eighteenth - 2". Stwierdziłam, że te rozdziały są ze sobą tak bardzo związane i na tyle krótkie, że mogę potraktować je jako jedno.
Myślę że ta część wyszła mi lepiej niż Harry'ego. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale zawsze czuję się lepiej w perspektywie Tommo.
Sprawy nabrały rozpędu więc postaram się jeszcze przed weekendem dodać kolejny, żebyście nie musieli długo się zastanawiać co dalej :)
Trochę się pokomplikowało prawda?
Zauważyłam że ilość wyświetleń strasznie spadła, już nie wspominając o komentarzach.. Nie mam pojęcia dlaczego tak się dzieje.


+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę tt w kom. ♥

6 komentarzy:

  1. Umarłam ... Właśnie tak się teraz czuję, jakbym umarła...
    Mój biedny Lou... Mój biedny Harry...
    Nie rozumiem, jak można próbować rozwiązać pewne problemy (w tym przypadku, to Lou tym swoim 'rozwiązaniem' pogorszył sprawę) mówiąc jakieś kłamstwa ? I to jeszcze takie, które mogą zadecydować o całym przyszłym życiu ? Tommo, co ty najlepszego zrobiłeś... Cieszę się jednak, że nie mówił tego na poważnie... Że po postu chciał dobra Harrego... (komplikując wszystko i sobie i jemu...).
    Ahh, jak wiele mamy wspólnego. Ja też jak coś spieprzę, to dotyka to i mnie i osoby trzecie..
    Cholera, mam dziś jakiś kiepski dzień... Ogólnie kiepsko się czuję.. Przeczytałam coś, co cholernie zabolało i teraz cały czas chodzi mi to po głowie :c ... Twitter jest świetny, fakt. Ale nieprzemyślane słowa pewnych ludzi mogą zadawać głębokie rany... Ehh ... Whatever, zapomnijmy o mnie ; )
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Gdyby poleciał, nie napisałby niczego martwiąc się o mnie a teraz? On jest wolny. Zapomni. Wyleczy się.' - Lou, ty naiwniaku... Nawet nie wiesz, co on teraz czuje..
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
  2. omg, moje biedne serce
    umieram
    dlaczego to zrobiłaś? ;-;
    JA TU KURWA UMIERAM, OK
    Przyjdź tu i zbieraj moje serce z podłogi (takie tam 1936572829 kawałków) TERAZ ;-;
    Rozdział cudowny (oh to żadna nowość), ale zajebiście smutny.
    Czekam na następny.
    Kocham Cię, skarbie. xx

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem że musi być drama ale taka!? :(

    OdpowiedzUsuń
  4. dobra po pierwsze niech tomlinson przestanie myśleć bo mu nie wychodzi, chyba jasne jest że harry nie będzie mógł normalnie funkcjonować po rozstaniui napewno się tak szybko o ile nie wogóle... ehh czytam też aktualnie tłumaczenie room 317 (również z larry, polecam) i tam lou dość dużo spędził w szpitalu, a teraz wypadek tutaj i to mnie dobiło... ja po prostu poczekam na następny i mam nadzieję że wszystko się ułoży... no bo musi... co nie? ehhh w każdym razie do następnego, always with u @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  5. Uhh...no to tak. Przeczytałam je całe i ta historia jest cudowna. Chciałabym teraz napisać o nim 'recenzję' czy coś w tym stylu ale nie potrafię. Mogę tylko napisać, że jest genialne i cudownie pisane :)
    I teraz to co Louis mu powiedział...i ten wypadek. Jeju! Nie wiem co o tym sądzić ;c zostaje mi tylko czekać na następny rozdział :)
    BŁAGAMBŁAGAMBŁAGAM INFORMUJ MNIE O NASTĘPNYCH ROZDZIAŁACH <3 @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń
  6. Louis jest takim kretynem... Ograniczać Harry'ego?! Powinni być razem. Harry nie pojechałby pisać książki, a Lou nie wykorzystałby stypendium...
    +Ty nie chcesz uśmiercić Tomma, prawda? ;o
    Proszęproszęproszęproszę nienienienienie :(

    OdpowiedzUsuń