niedziela, 27 października 2013

eighteenth.

Harry.

Czekałem aż zacznie mówić. Co takiego mogłem wczoraj zrobić, że miał tak poważną minę?

- Lou jeśli chodzi o moje zachowanie w klubie to bardzo Cię przepraszam nie wiedziałem do końca co robię. - poczułem że się czerwienię. - Wiesz że zazwyczaj się tak nie zachowuję.
- Nie.. Nie o to chodzi. - Odsunął się ode mnie całkiem i odwrócił wzrok.
- Więc o co?

Dawno nie był taki.. Właściwie to nigdy się tak nie zachowywał. Nigdy nie brakowało mu słów, zawsze mówił wszystko wprost i omijał zbędne szczegóły. Nawet po śmierci Nialla nie było takiego momentu, w którym bał się spojrzeć mi w oczy. Wziąłem go pod brodę i zmusiłem go do tego. Zobaczyłem jak przymknął powieki i lekko zadrżał, kiedy go dotknąłem. Proszę, nie utrudniaj tego. Wystarczająco boli mnie serce jak pomyślę że za kilka godzin będę już w samolocie. Wystarczająco ściska mnie w żołądku na myśl o tym co będzie dalej. Proszę tylko bez łzawych pożegnań.

- Wiem, że jest Ci ciężko, ale damy radę prawda? - przekonywałem samego siebie.

Dlaczego on nic nie mówił? Dlaczego po prostu tak siedział i nie powiedział ani słowa? Coś ewidentnie było nie tak. Jego oczy robiły się z każdą chwilą coraz bardziej puste. Jakby się zastanawiał. Jakby podejmował jakąś decyzję.

- Błagam tylko nie mów, że lecisz ze mną. Na to Ci nie pozwolę. Musisz tutaj zostać i..
- Harry. - przerwał mi i znów odwrócił wzrok. - Posłuchaj mnie.
- Czekam od kilku chwil, żebyś powiedział o co Ci chodzi..
- Ja... - westchnął. - Dużo wczoraj myślałem. Gdy spałeś zdałem sobie sprawę z kilku rzeczy i..

W tym momencie moje serce podskoczyło do gardła. Kiedy człowiek za dużo myśli podejmuje często złe decyzje. Czekałem na jego słowa z narastającym zdenerwowaniem.

- Myślałem o nas. - Głęboko westchnął, przeczesał włosy palcami i odwrócił się do mnie. - Nie możemy być razem.

Co? Czy to mój nie do końca rozbudzony mózg rejestruje słowa, które nie zostały wypowiedziane? Uczyłem się kiedyś na zajęciach z filozofii, że w sytuacjach stresujących nasze myśli błądzą i słyszymy to, czego nie ma... Przyglądałem się jego twarzy czekając. Dlaczego nic nie mówił i patrzył, jakby oczekiwał odpowiedzi? Na co skoro on nic nie powiedział, prawda? Ale przecież...

- Co?

Zdałem sobie sprawę z tego że moje ściśnięte gardło zdołało wyszeptać to ledwo słyszalnie. Spojrzałem w jego niebieskie, cudowne oczy szukając jakiejkolwiek wskazówki na to, że żartuje. Nie znalazłem jej i w tym samym momencie poczułem się jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch i zaczął go dla zabawy przekręcać.

- Najlepiej będzie jeśli się rozstaniemy - powiedziałtnąc słowami moją skórę. To tak czuł się Niall?
- Louis co Ty wygadujesz... Najlepiej dla kogo? - moje oczy odmówiły posłuszeństwa i już go nie widziałem. - Wiem że to daleko ale damy sobie radę rozumiesz? Poradzimy sobie.. Będę przyjeżdżał.. - szukałem w głowie argumentów. Jak on mógł w nas zwątpić?
- Harry, nie. To się nie uda. Mam nadzieję że nie będziesz miał nic przeciwko gdy zostanę tutaj do czerwca jak obiecałem prawda?- Dlaczego mówił tak beznamiętnym głosem, jakbyśmy rozmawiali o adopcji kota?
- Wiem, że przez to całe zamieszanie mamy trochę mało czasu dla siebie ale.. - łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Jak on może w nas wątpić? - Wiem! - złapałem go desperacko za rękę. - Ja zrezygnuję. Nie polecę. Ja.. zostanę tutaj tylko proszę nie mów tego więcej.

Poczułem że moja głowa płonie od jego słów. Kiedy odtrącił moją rękę zdałem sobie sprawę z tego, że tutaj nie chodzi o wahanie się i zapomniałem jak się oddycha. On już zdecydował. Przetarłem oczy i spojrzałem na niego, nie wierząc że to się dzieje. Niewzruszona twarz. Nie patrzył na mnie. Odtrącił moją dłoń.

- To nie chodzi o to Harry. - westchnął po raz kolejny, co było jedyną oznaką jakichkolwiek siedzących w nim emocji. Tylko dlaczego były to rezygnacja i zmęczenie? - Przepraszam, że zabrałem Ci tyle czasu. Przepraszam, że naraziłem Cię na jakiekolwiek nieprzyjemności na uczelni. Przepraszam, że przeze mnie poświęcałeś mniej czasu Niallowi. Przepraszam, że pojawiłem się w Twoim życiu. - popatrzył na mnie, jakby chciał sprawdzić czy go usłyszałem. Tak. Mówił zupełnie poważnie.
- Louis co Ty wygadujesz? - czułem że tracę grunt pod nogami. - Jesteś najlepszym co mi się w życiu przytrafiło, jak możesz tak mówić.. - zacząłem dławić się własnymi łzami widząc jak kręci przecząco głową.
- Nie Harry. Nie powinienem był mieszać się do Twojego życie, a Ty nie powinieneś pojawić się w moim. - kolejna fala fizycznego bólu przeszła przez moje ciało. - Przemyślałem wiele spraw i po prostu.. Nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Przepraszam że mówię Ci to dopiero teraz i właśnie dzisiaj kiedy..
- Louis..

Zapadła między nami cisza, a w mojej głowie słyszałem krzyk. Nie! To nie jest prawda! Ja się jeszcze nie obudziłem tak? On nie mówi poważnie. Nie mogłem powstrzymać łez widząc jak wstaje z kanapy.

- Louis proszę Cię. Ja udam że nie było tej rozmowy i zjemy razem śniadanie co? - zacząłem łapać się wszystkiego, żeby tylko został. - Proszę Cię. Odprowadzisz mnie na lotnisko i zadzwonię do Ciebie zaraz po wylądowaniu, a później opowiem jak wygląda moje nowie mieszkanie i...
- Harry, nie. - powiedział stanowczo nie zwracając jakby zupełnie uwagi na mój płacz. - To nie chodzi o wyjazd.
- Więc o co? - ogarnęła mnie panika. Co ja zrobiłem źle? - Powiedz mi o co chodzi!
- Myślałem, że obejdzie się bez tego ale widzę, że nie rozumiesz. - jego głos po raz pierwszy wydał mi się obcy. - Nie kocham Cię Harry. To była pomyłka. Przepraszam.

Dźwięk zamykanych za nim drzwi rozszedł się z bólem po mojej czaszce. Te słowa dotarły do mnie z siłą, z którą nie mogłem sobie poradzić. Opadłem na kanapę i wplotłem palce we włosy chcąc wymazać je z pamięci. Nie kocha mnie. On mnie nie kocha. To była pomyłka.
W tym momencie mój cały świat się rozpadł. Rozpadłem się ja. Chciałem wymazać z pamięci moment w którym zamyka za sobą drzwi. Chciałem wymazać samego siebie.

***

Nie wiem jak długo leżałem. Nie wiem ile łez wypłynęło z moich oczu. Nie wiem jak opisać uczucie pustki i bólu rozdzierające moje serce.
W końcu w mojej głowie zamajaczyła myśl "spóźnisz się na lotnisko". Miałem to gdzieś, ale powoli podniosłem się pod jej wpływem głośno wzdychając. Czy to możliwe żeby bolały płuca.. tak po prostu, od oddychania?
Dlaczego to zrobił? Dlaczego to powiedział. Oczywiście że mu nie uwierzyłem. On nie mówił poważnie. Boli mnie myśl, że mógł coś takiego powiedzieć ale.. On tak nie uważa. Wybaczę mu. Pogubił się, zestresował i tyle prawda? Przestraszył się i dlatego tak powiedział, żebym dał mu spokój. Rozumiem.
Poszedłem do swojego pokoju i starając się nie zwracać uwagi na jego rzeczy odnalazłem swój telefon.

"Louis wybaczę i zapomnę o tym co się dziś wydarzyło, tylko proszę Cię przyjedź na lotnisko. Nie rozstawajmy się w taki sposób. Jeśli Cię nie będzie.. zrozumiem. Kocham Cię."

Wyślij. A co jeśli nie przyjedzie? Może mówił na poważnie i nie chce mnie już więcej widzieć. Może to wszystko było tylko moją chorą nadzieją, która wykluła się w mojej głowie pod wpływem jego dotyku? Wybaczę mu, że w nas zwątpił. Wybaczę to co powiedział tylko błagam, niech przyjedzie na to cholerne lotnisko.
Spojrzałem na spakowane walizki, stojące w rogu pokoju od kilku dni. Dlaczego dzisiaj? Dlaczego teraz? To nie musi się tak skończyć..

***

Wtuliłem nos w kołnierz płaszcza i po raz kolejny rozejrzałem się po budynku. Stałem już w kolejce do odprawy. Za chwilę miałem przejść przez tą cholerną barierkę, a jego nigdzie nie było. Oczy zaszły mi gorącymi łzami. W ogóle miałem wrażenie, że coś mnie nabiera. Miałem chyba gorączkę, a moim ciałem wstrząsały dreszcze. Może moje ciało tak reaguje na brak Louisa? Gdzie on jest?
Nadeszła kolej na mnie. Położyłem walizki na taśmie a kobieta w mundurze zaczęła przeglądać moje kieszenie i oglądać z każdej strony. Czułem się dziwnie. Przecież nie jestem jakimś kryminalistą, czego oni szukają?

- Pasażerów z lotu Londyn-Belfast 16:30 zapraszamy do stanowiska numer 7. Za dwadzieścia minut odlot samolotu, dziękuję za uwagę. - rozbrzmiało w głośnikach.

Podążyłem za tłumem, nie chcąc się zgubić, cały czas jednak się rozglądając. Szukałem go wzrokiem, ale było to jak szukanie płatków śniegu w środku lata.  Harry on nie przyjdzie. Nie ma go tutaj. Gdyby chciał przyjść, byłby tutaj już dawno. Nie ma go.

     Po kilku minutach byłem na pokładzie samolotu. Nie obchodziło mnie już nawet to, czy ktoś zobaczy moje łzy. Przez małe okienko zobaczyłem, że znów zaczęło padać. Czułem jak każda myśl o nim wywołuje ból. W głowie cały czas tłukły się jego słowa. Nie kocha mnie. Nie przyszedł. Musze odejść i pozwolić mu zapomnieć. Muszę zapomnieć.

_______________________________________________________________

Witam Was kochani :)
Myślałam, że nie dam rady, ale nawet zepsuty laptop nie powstrzymał mnie przed dodaniem tego rozdziału dzisiaj. xx
Zdaję sobie sprawę z tego, że nie jest on najwyższych lotów, ale najzwyczajniej w świecie nie potrafię..
Zauważyłam że.. może się powoli wypalam? Nie potrafię już tak łato przenieść na klawiaturę swoich myśli jak kiedyś, zaczęłam pisać nijako. przepraszam. Mam nadzieję że jakoś dobrniecie ze mną do końca tego opowiadania, obiecuję że już nie dużo zostało.

Co myślicie o tym rozdziale? Przyjmę wszystkie słowa krytyki.

dziękuję ♥


+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu.

5 komentarzy:

  1. Weź nie pierdol. Nie płakałam tylko dlatego, że czytam ten rozdział w szpitalu i przy ludziach trochę tak... dziwnie. Weź się w garść i trzymaj się.xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Boże, nie...................
    Błagam, tylko nie to..................
    Louis, co ty pieprzysz ?! Co mu odwaliło ?! Ktoś mu kazał to powiedzieć ?! Malik go szantażuje ?! Nie, to nie może być prawda ! ...... Jezu, nie .... Załamię się...
    Niech on wbiegnie do tego samolotu ! Niech przeprosi ! Albo niech już siedzi za Harrym i z uśmiechem powie, że wszystko będzie dobrze... Niech Tommo w końcu coś zrobi....
    Jeszcze, nie wiedzieć po jaką cholerę, puściłam sobie do tego rozdziału piosenkę "The Civil Wars - Falling"... moje biedne, shipperowskie serducho...
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Jeśli Cię nie będzie.. zrozumiem. Kocham Cię.' ... płaczę :c
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
  3. Boskie, a Lou jest normalny? xoxo

    zapraszam do mnie: http://always-be-mine-harreh.blogspot.com/

    @Hazza_OMFG

    __________
    Żona Hazzy

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeśli ten rozdział nie jest najwyższych lotów to jest on jeszcze wyższych ;*

    Więc weny i szczęścia ;*


    A.

    OdpowiedzUsuń
  5. beznadziejny jak mogłaś wymyślić coś tak bezdennie głupiego po tylu pięknych wcześniejszych rozdziałach?? nienawidzę osób kktóre niszczą wszystko co piękne ;( i od tego momentu cię nienawidze! i nie ważne czy później wszystko się ułoży po prostu cię nienawidzę!

    OdpowiedzUsuń