niedziela, 20 października 2013

seventeenth.

Louis.


Gdyby nie to że tak niemiłosiernie płoną każdy mięsień w moim ciele, wraz z płucami, mógłbym przyznać że jest idealnie. Biegałem nieprzerwanie mając w głowie tylko i wyłącznie słowa Harry'ego. "Daj z siebie wszystko. Kocham Cię." To napędzało mnie do dalszego wysiłku. Był tutaj. Nie ważne że jutro będę musiał obserwować jak zamykają się za nim drzwi samolotu. Teraz siedział na trybunach i trzymał kciuki.
Wystarczyłoby jedno słowo i bym się wycofał. Liczyłem na to kiedy zobaczyłem jego przerażone oczy, gdy przyszedł do mnie w przerwie. Nie powiedział niczego, a ja miałem motywację żeby walczyć do końca, mimo nieobecności Zayna. Każdy błąd może kosztować mnie kontrakt.
Bać zacząłem się kiedy w siedemdziesiątej szóstej minucie padł gol dla naszej drużyny i nie strzeliłem go ja. Wszyscy byliśmy zaskoczeni gdy szczęściarzem okazał się Taylor. Trener złapał moje spojrzenie i nakazał podejście do siebie. Podbiegłem ciężko dysząc.

- Tomlinson nie mamy czasu na Twoje pierdolenie! - krzyknął mocno uderzając mnie w ramię. - Biegniesz tam i bijesz prosto do bramki, nie zmarnuj swojej szansy!
Pokiwałem tylko głową czując jak presja przygniata moje barki i pobiegłem dalej, ledwo ją unosząc.
     Do końca zostały dwie minuty. Mnie mimo kilku dobrych akcji, nie udało się wrzucić tej cholernej piłki do tej cholernej bramki. Biegałem czując narastającą desperację wszędzie tam, gdzie była piłka. Nie podawałem nawet do chłopaków z mojej drużyny. Nareszcie nadarzyła się okazja której nie mogłem zaprzepaści. Nie byłem kryty, Liam podał do mnie i niemal pewny zwycięstwa, czując adrenalinę płynącą w żyłach,  ruszyłem w stronę bramki przeciwnika. Rozpędziłem się chcąc kopnąć z całej siły.. i poczułem silny ból w kolanie który powalił  mnie na wilgotną murawę. Ręce automatycznie powędrowały do tamtego miejsca a moje ciało zgięło się w pół. Poczułem jak dotyka mnie kilka par rąk, wszyscy krzyczeli, ale nie byłem w stanie rozróżnić słów. Cały stadion wypełniło buczenie i gwizdy niezadowolenia. Zawaliłem. Otworzyłem oczy słysząc gwizdek. Wyłapałem z usłyszanych skrawków zdań, że doliczyli czas. Nawet nie wiem kiedy zostałem podniesiony do pozycji siedzącej, a ratownicy rozpoczęli swoje działanie. Przytargali aparaturę, a ja w duchu modliłem się, żeby sobie poszli i pozwolili mi grać. Zimno wbiło się głęboko pod moją skórę docierając niemal do kości. Spojrzałem w bok czując jak policzki pieką mnie z gniewu. To co zobaczyłem sprawiło że natychmiast zapomniałem o bólu. Zawodnik który we mnie wpadł zobaczył czerwoną kartkę. A ja leżałem z polu karnym. Będzie karny! Trener podbiegł do nas i chwycił mnie za ramiona próbując podnieść.
- Tomlinson ostatnia szansa nie spierdol tego!
Chciałem podbiec od razu do piłki, ale kolana się pode mną ugięły. Cholera. Nie teraz!
- Nie może wstawać. - zakomunikował ratownik medyczny. - Kolano może być skręcone, musi zejść.
- Nie! - krzyknąłem i zbierając całe swoje siły wstałem na równe nogi.
Zakuło, a przed oczami zrobiło mi się czarno, ale obraz który zobaczyłem przed sobą pomógł ustać mi na nogach. Wyobraziłem sobie Harry'ego, szczęśliwego i dumnego z tego, że wygrałem. Zrobiłem kilka bolesnych kroków wsłuchując się we wrzawę na trybunach. Muszę dać radę. Wszyscy z drużyny patrzyli na mnie niepewnie. Liam nawet spytał czy mnie wyręczyć, ale wiedziałem że to jest mój strzał. Muszę go wykonać. Sędzia ustawił piłkę, wszyscy odsunęli się z pola a bramkarz przeciwników rozciągał ręce. Musi się udać.
W momencie gdy sędzia zagwizdał poczułem jak krew we mnie wrze, policzki płoną a ręce drżą. Na trybunach zapanowała cisza. Wszyscy czekali. Teraz albo nigdy. Zamachnąłem się i z całą siłą jaką w sobie odnalazłem uderzyłem w piłkę. Jej lot trwał ułamek sekundy, ale ja widziałem wszystko w zwolnionym tempie. Zobaczyłem upadającego bramkarza i piłkę uderzającą w siatkę. Wpadła. Udało się.

iv: przepraszam że przerywam czytanie, ale nie mogłam się powstrzymać! <klik>

***

Harry.
Biegłem ile sił w nogach, chcąc jak najszybciej mieć go w swoich ramionach. Zapomniałem nawet o Perrie która została przy barze twierdząc, że i tak nas nie wpuszczą. Lekko zdezorientowany przechodziłem pomiędzy rozchodzącymi się ludźmi. W końcu dotarłem do korytarza prowadzącego do szatni chłopaków. Przy drzwiach stał pokaźnych rozmiarów ochroniarz. Na moje szczęście nie robił większych problemów gdy powiedziałem, że Louis to mój chłopak i muszę sprawdzić co z nim. Głowa pękała mi od natłoku skrajnych emocji i myśli. Otworzyłem drzwi do szatni zastając w środku grupę rozentuzjazmowanych, spoconych kolesi, cieszących się z wygranej.. w której nie dostrzegłem Louisa. Liam widząc moje zaskoczenie podszedł i powiedział:
- Ratownicy zabrali go do zbadania kolana..

Nie zdążyłem mu nawet pogratulować, bo ktoś rzucił się na mnie od tyłu i mocno przycisnął do siebie. Liam posłał mi lekko zażenowany uśmiech. Wiedziałem że to Louis, rozpoznając dźwięczny, choć teraz lekko zachrypnięty głos chłopaka. Odwróciłem się i wypychając go przez drzwi do korytarza pocałowałem co zachłannie. Czułem jak się uśmiecha, jego oddech był niemiłosiernie przyspieszony a serce szalało. Ja po takim wysiłku dostałbym zawału, a on był w stanie mnie Tak całować? Z nim jest ewidentnie coś nie tak. Przerwałem pocałunek chcąc wypytać go o wszystko, ale kiedy spojrzałem w jego oczy zapomniałem jak się mówi. Pocałował mnie w nos i odchodząc na krok znów zaczął się śmiać. Widać było jak drży na całym ciele z ekscytacji. Ująłem jego dłonie i z entuzjazmem zacząłem mówić:

- Louis udało Ci się! Wygraliście, strzeliłeś pięknego gola, na pewno Cię wybiorą i.. Jak Twoje kolano? - odsunąłem się i przyjrzałem nodze Louisa.
- Hazz zwolnij! - zachichotał kładąc mi rozgrzaną dłoń na ramieniu. - Nie jest źle, nie stwierdzili złamania ani skręcenia. Trochę bolało, teraz już nie czuję bo je zmrozili i..

Nie zdążył dokończyć, kiedy znikąd pojawiło się przy nas dwóch podstarzałych mężczyzn w garniturach i trener Stevenson, dumny jak paw. Wręcz odebrało mi mowę. Louis od razu nieco spoważniał, chcąc zachować profesjonalizm, przywitał się podaniem dłoni i jeden z siwych gości zaczął mówić:

- Wie Pan kim jesteśmy, Panie Tomlinson. Takich osób właśnie szukamy. - wyjął z kieszeni małą, białą karteczkę i podał ją Lou. - Będzie nam bardzo miło podjąć z Panem współpracę. Prosimy o kontakt w przeciągu tego tygodnia, inaczej nic z tego. - dodał nieco poważniejszym tonem. - Jest wielu na Pana miejsce, oczekujemy deklaracji jak najszybciej. - odchrząknął i spoglądając na swojego towarzysza zakończył rozmowę.

Odeszli ze Stevensonem w stronę wyjścia, a my z Louisem staliśmy osłupiali wpatrując się w małą, białą karteczkę. Udało się.

***

W klubie było tak głośno, że nie słyszałem własnych myśli. Może to i dobrze. Przyszliśmy świętować a nie zastanawiać się. Z reguły nie chodzę do takich miejsc, gdzie po podłodze pląta się sztuczny dym i pijani studenci, a światła sprawiają że muszę na drugi dzień nosić okulary. Dziś mogłem zrobić wyjątek. Co prawda w nasz ostatni wspólny wieczór wolałbym zostać w domu na kanapie i nie wypuszczać go z objęć.. Nie mogłem się sprzeciwić skoro chłopaki z drużyny zarezerwowali już stolik w ulubionym klubie Louisa. Skąd wiedzieli że mu się uda? Ewentualnie brali też pod uwagę opcję upijania się ze smutku.
O smutku dziś nie było mowy. Udaliśmy się w stronę loży i zajęliśmy miejsca. Ja i Louis usadowiliśmy się na rogu stolika, żeby w każdej chwili wyjść. Rozumieliśmy się bez słów. Spojrzałem na twarze wszystkich. Liam i Danielle, Taylor i Eleanor, kilku chłopaków których nie potrafię wymienić z imienia, Perrie, my dwaj.. Wszyscy się śmiali, rozmawiali.. Nawet El szczerze gratulowała Louisowi. Wszyscy się cieszyli. Chłopaki przeszli dalej w eliminacjach, Louis dostał kontrakt.. Tak jak było zaplanowane. Ale zaraz..

- Gdzie jest Zayn? - zapytałem Liama siedzącego po mojej lewej.
- Zamknął się w mieszkaniu, nie odbiera telefonów.. Właściwie mało mnie to interesuje. Był zły, niech opanuje się na osobności i lepiej żeby Perrie dziś nie weszła mu w drogę.
- Ani nikt inny.
- Spokojnie Harry - Wtrąciła się do rozmowy Danielle, przez hałas nie słysząc o czym dokładnie mówimy. - Perrie śpi dzisiaj u nas, będziecie mieć mieszkanie dla siebie.

Oboje uśmiechnęli się szeroko a ja poczułem jak moje policzki robią się gorące. Czy aż tak było widać to, że za każdym razem gdy spojrzałem na Louisa miałem ochotę go porwać i wywieźć daleko stąd? Chyba tak. Nic nie poradzę na to, że dziś wyglądał wyjątkowo pięknie. Przez cały czas się uśmiechał, a obcisła koszulka z logo Vans sprawiała że było widać każdy mięsień jego brzucha. I jeszcze ta czapka.. Uwielbiam kiedy ją nosił, 'wypuszczając' grzywkę..
Zdałem sobie sprawę że gapię się na niego z otwartą buzią, co po słowach Dani jeszcze bardziej wprowadziło mnie w zakłopotanie.

- To jak, - zaczął Louis zwracając się do reszty. - Ja z Harrym pójdziemy po coś do picia, okay? Po piwie dla wszystkich na początek?

Kiedy spotkał się z aprobatą ze strony towarzystwa chwycił mnie mocno za rękę i pociągnął w stronę baru.

- Wiesz że nie damy rady wziąć tylu piw na raz prawda? - zapytałem kiedy już przepchaliśmy się pod barek. - Jest jakieś.. 18 osób? - policzyłem szybko w myślach.
- Spokojnie. Ja zabiorę 4 a Ty weźmiesz do rąk co najmniej 6. - mrugnął i pocałował mnie w policzek.
- To wciąż 10 geniuszu matematyczny.
- Eleanor nie lubi piwa, Perrie, Liam i dziewczyna Luka dziś nie piją, Jake jest abstynentem, David i Dean będą dziś palić zioło więc nie chcą mieszać. - wyliczał na palcach. - Ciebie też nigdy nie widziałem z czymś wysokoprocentowym..
- Dzisiaj zrobię wyjątek. Mamy co świętować.
Louis spojrzał na mnie lekko zdziwiony, ale nic nie odpowiedział. Pochylił się nad blatem, żeby barman mógł go usłyszeć. Podano nam po chwili kufle ze złotym trunkiem i dwie wysokie szklanki z niebieską zawartością.

- A to dla kogo? - zapytałem nie przypominając sobie żeby ktoś chciał czegoś innego.
- Dla nas. Mi się dziś należy, a Ciebie chcę po prostu upić. - skomentował niby dla żartu, ale odczułem wrażenie, że mówi zupełnie poważnie.

Zanim zajęliśmy się przetransportowywaniem trunków do naszego towarzystwa słodko mnie pocałował i uśmiechną się w taki sposób, że chciałem zabrać go już do domu.

***

- Dziękuję że wyciągnęliście mnie z domu. - powiedziała Perrie wsiadając do samochodu Liama, razem z Danielle. - Jeszcze raz gratulację Louis. Jeśli będziesz jutro.. - spojrzała na mnie i poczułem jak krew odpływa z mojej twarzy. - potrzebował wsparcia to daj znać okay? Harry, o której masz lot?
- Ehm.. - spojrzałem w jej niebieskie, zmęczone oczy i uświadomiłem sobie jak bardzo zawładnął mną wypity alkohol. - Nie mam pojęcia.
- O 16:30. - odpowiedział za mnie Louis. - Na pewno zadzwonię. Dobranoc, dziękuję że przyszliście.

Drzwi za nią zamknęły się a ja zacząłem zastanawiać się nad smutną egzystencją lampy ulicznej. Co? Styles, ogarnij się. Spojrzałem na Louisa czując jak od szerokiego uśmiechu bolą mnie policzki. Zarzuciłem mu ręce na szyję i już chciałem go pocałować kiedy ktoś obok nas znacząco odchrząknął. Powstrzymanie się w tym stanie było nie lada wyzwaniem, więc po prostu oparłem się o niego i przymknąłem oczy czując jak świat kręci się w kółko.

- My też już pójdziemy. - usłyszałem wesoły głos Calder.
- Dzięki za zaproszenie Tommo. - dodał Taylor. - Wygraliśmy dzisiaj. Ken karniak był mistrzowski.

Rozmawiali jeszcze przez jakiś czas. Nie wiem o czym. Skupiłem się na pasjonującej czynności, jaką było bawienie się włosami Lou. Przeplatałem je między palcami i zaciągałem się ich zapachem mając totalnie gdzieś jak bardzo idiotycznie i żałośnie wyglądam wisząc na nim, kiedy on z kimś rozmawia. Nie pomijając faktu że jestem zdecydowanie wyższy i na pewno cięższy. Przeproszę go jutro. Jak nie zapomnę.
Nie sprzeciwiał się wiedząc pewnie, że kiedy się odsunie ja upadnę. Kiedy zabraknie jego ramion wokół mnie nie poradzę sobie. Gdy stracę widok jego iskrzących oczu moje staną się puste..

- Nie odchodź. - szepnąłem mu do ucha nie zważając na to, że był w połowie zdania.

Pożegnał się ze swoimi rozmówcami chyba szybciej niż to planował. Zdążyłem już wsłuchać się w dudniącą sieczkę dobiegającą z wnętrza klubu, której z pewnością nie można było nazwać muzyką, gdy jego ręce zaczęły mnie odpychać. Wziął mnie za ramiona i powoli posadził na chodniku. Nawet nie potrudziłem się o otwarcie oczu. Usiadł obok mnie i pozwolił bym się o niego oparł. Usłyszałem że wyjmuje papierosy i nagle poczułem, że muszę zapalić. Dźwięk zapalniczki.

- Daj mi. - powiedziałem czując zapach dymu.
- Ty nie palisz. - zdziwił się.
- Pić też nie piję. A widzisz? - otworzyłem oczy i pokazałem na siebie, wywołując u niego salwę śmiechu. - Jestem najebany.
- Nie zaprzeczę. - Czy zmarszczki w kącikach jego oczu kiedy się uśmiecha zawsze były takie cudowne? - Jesteś zalany Styles. Ale taki miałem plan. - podsunął mi papierosa, pozwalając się zaciągnąć. Nie żebym nie umiał, każdy kiedyś próbował. - W sam raz, żeby Cię teraz wykorzystać.

Jego oczy wręcz świeciły. Nie byłem jednak w stanie stwierdzić czy to w wyniku wypitej tequili czy był po prostu napalony? Zaciągnął się, pochylił i złączył nasze usta.  Pocałunki podczas zupełnego upojenia alkoholowego trwają dłużej, są wolniejsze i mimo że jutro o nich zapomnimy są zdecydowanie bardziej niesamowite niż inne.
Po długiej chwili Louis odsunął się i gładząc mój policzek jedną dłonią, drugą podniósł do ust fajkę. W tym własnie momencie mój żołądek postanowił zastrajkować. Nagle budząc się z otępienia odskoczyłem od Louisa i pochylając się zwróciłem całą jego zawartość. Przeszedł mnie zimny dreszcz i usłyszałem jak ktoś krzyczy 'Zabierz go już do domu, niech wytrzeźwieje.' Tak to zdecydowanie było o mnie. Postarałem się wyprostować i poczułem ciepłą dłoń odgarniającą włosy z mojej twarzy. Uchyliłem powieki czując się okropnie. Spojrzałem na Lou i powiedziałem żałośnie brzmiące 'Przepraszam'. Roześmiał się i pocałował mnie w czoło.

- Tak, Hazz. Pora do domu.

***

Obudziłem się i pierwszym co zarejestrował mój umysł było to, że nie ma go przy mnie. Pewnie wstał wcześniej i poszedł po jakieś śniadanie, jak zwykle. Podniosłem się na jednej ręce badając sytuację. Nie mam kaca. Nie zdarzało się często, żebym do tego stopnia nadużywał alkoholu, ale gdy już była taka okazja moja umiejętność do nieposiadania kaca była bardzo przydatna. Nawet nie wiem jak to jest. Całe szczęście. Tylko gdybym jeszcze pamiętał wszystko co wyczyniałem w klubie w najgorszym stanie, byłoby dobrze.
Rozejrzałem się po moim małym pokoju i poczułem że moje policzki zaczynają robić się gorące. Louis mówiąc że zamierza mnie wykorzystać nie żartował. Zobaczyłem podarte prześcieradło i obrazy pojawiające się w mojej głowie przyćmiły wszystkie inne myśli. Tak. Wczoraj była zdecydowanie najlepsza noc w moim życiu. Kiedy dotarliśmy do mieszkania zacząłem trzeźwieć. Udawałem że jest gorzej, chcąc sprawdzić co zrobi Louis, myśląc że nie wiem co się dziej i czego normalnie by nie zrobił. Zadawałem sobie pytanie dlaczego nie udawałem pijanego częściej ,w każdym momencie kiedy pozwolił mi złapać oddech między pocałunkami. Spojrzałem na ścianę. Rozbiliśmy lustro. Miałem rozcięte plecy, ale nawet to nas wczoraj nie obchodziło. Pamiętam że wyjął kawałek szkła i rzucił mnie na łóżko.
Przetarłem oczy i wydostałem się z pościeli, zaraz dotykając już stopami zimnej posadzki w kuchni. Siedział na kanapie. Usiadłem obok i obejmując go mocno wpiłem się w jego wargi. Kiedy się oddaliłem spojrzałem na niego niepewnie. Ten pocałunek nie był taki jak wczoraj. Nie był taki, jaki być powinien. Jego twarz również.

- Louis co się dzieje? - zapytałem zdziwiony.
- Musimy porozmawiać. - Zaczął zupełnie poważnym tonem. - Muszę Ci coś powiedzieć.

___________________________________________________________


Jestem :D
Jak się macie kochani?
Ten rozdział miał być nieco inny, ale byłby dużo za długi. Musiałam jakoś to rozplanować inaczej i wyszło jak wyszło.. Ogólnie jestem zadowolona z rozdziału.

Co myślicie? Proszę piszcie jakie macie sugestie, uwagi i przemyślenia, to bardzo pomaga.

Dziękuję za 8k wyświetleń i wszystkie komentarze ♥

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę twittera w komentarzu :)

5 komentarzy:

  1. jejku zawsze kończy się w takim momencie że mnie od środka rozsadza co nd dalej... uhhh mam złe przeczucia co do tej rozmowy, ogólnie rodział bardzo mi się podoba:)) @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój Boże, taki świetny ten rozdział, że aww!
    No i co ten Lou chce mu powiedieć? Może zrezygnował??
    Ecch, proszę, niech oni będą razem ! <3
    @lifetastegreat

    OdpowiedzUsuń
  3. asdfhjkl świetny rozdziła, nie moge się doczekac nastepnego, dodaj szybko :) @luvmyniall_

    OdpowiedzUsuń
  4. Co co cooo ?? Mam jakieś złe przeczucia :c Za poważnie to zabrzmiało ..
    Ogólnie, rozdział bardzo mi się podobał :)
    Najebany Styles ? : D Hahaha, interesujące : >
    Niecierpliwie czekam na następny ; *
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Nie sprzeciwiał się wiedząc pewnie, że kiedy się odsunie ja upadnę. Kiedy zabraknie jego ramion wokół mnie nie poradzę sobie. Gdy stracę widok jego iskrzących oczu moje staną się puste..'
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
  5. nie strasz! mam nadzieję że nic strasznego się nie stanie!

    OdpowiedzUsuń