sobota, 5 października 2013

sixteenth

Perrie.

     Poczułam dotyk na swojej skórze. Z początku był przyjemny, gładzący moje nagie ramiona.. Rozpłynęłam się pod jego wpływem, jak pod ciepłą kołdrą w mroźny dzień, bezpieczna. Później zaczął stawać się zimny, lekko chropowaty.. Nie było to już tak samo miłe uczucie, ale wciąż w granicach przyjemności. W końcu kiedy przyzwyczaiłam się do chłodnych dłoni coś się znów zmieniło. Myślałam że to chwilowe, myliłam się. Opuszki palców jakby zmieniły się w małe, uciążliwie kujące igiełki. Nie chciałam żeby wbijały się coraz głębiej pod moją pragnącą ciepła skórę. W końcu zaczęłam się zastanawiać czy to wciąż były jego dłonie. Chciałam otworzyć oczy i zobaczyć, co się dzieje, ale nie dałam rady. Nie mogłam odkleić od siebie powiek, jak gdyby były przyspawane. Spróbowałam dostać do oczu rękoma i sprawdzić co się dzieje.. Nie posłuchały mnie. Kolejna próba poruszenia się spełzła na niczym. Leżałam naga, bezwładna i oślepiona a jedynym czego doświadczało moje ciało były coraz mocniejsze ukłucia. Silny ból przeszył moje lewe ramię, chciałam krzyknąć.. Nic z tego. Skóra nad moim obojczykiem została gwałtownie rozdarta czymś ostrym, podejrzewam że było to szkło. Ogarnęła mnie panika. Słyszałam odgłos cięcia, spływającej powoli krwi i swoich cicho opadających łez. Dlaczego on to robił? Dlaczego nie chciał przestać? Dlaczego moje ciało na to pozwalało, nie broniło się? Do tej pory było niemiłosiernie cicho, mogłam wręcz słyszeć jego powolne ruchy, w oddali zaczęła teraz grać muzyka, której nie znałam. Miałam wrażenie, że teraz nie byliśmy sami, że ktoś nas obserwował. Kolejny cios, tym razem w twarz, rozszedł się gorącem po moim policzku. Skoro to widzieli, dlaczego nie zareagowali? Dlaczego nie kazali mu przestać!
W końcu, po ciągnącej się w nieskończoność chwili, moje ciało zaczęło mnie słuchać. Uchyliłam powieki i w końcu ujrzałam mojego oprawcę. Nie mógł być to nikt inny. Natychmiast odskoczyłam od niego, rozglądając się dookoła. Nie było nikogo i znów zapanowała cisza. Spojrzałam mu w oczy chcąc spytać, dlaczego to robi i zamarłam. Patrzył na mnie chłopak, który wpadł na mnie przed uczelnią dwa lata temu, przewracając mnie i wszystko co miałam w dłoniach rozrzucając na wszystkie strony. Zobaczyłam w jego oczach to samo przerażenie, jak kiedy pomagał podnieść mi się z ziemi i to samo zażenowanie, gdy zbierał moje książki z podjazdu. Podał mi je, i położył ciepłą dłoń na ramieniu pytając, czy wszystko w porządku. Przymknęłam wtedy powieki słysząc jego głos. Patrzył na mnie tak jak ten zagubiony chłopak, którym kiedyś był, którego kochałam. Jakby nie było nikogo innego na świecie.. Przysunął się, a ja jak zahipnotyzowana pozwoliłam mu zamknąć się w uścisku i zapragnęłam wybaczyć mu wszystko, mimo że miał na rękach moją krew. Trwaliśmy tak przez moment, aż w końcu usłyszałam ciche "Pezz kocham cię".. Chciałam odpowiedzieć tym samym, ale coś nagle wbiło się z niesamowitą siłą w moje plecy. Krzyknęłam czując nie wyobrażalny ból. Zimne ostrze tkwiące w moim ciele przekręciło się a przekroczona granica bólu sprawiła że moje ciało bezwładnie opadło na swojego oprawcę.

- Zayn nie!

Jakbym wynurzyła się z wody po kilku minutach bez powietrza. W szoku zaczęłam dotykać się po ciele z ulgą stwierdzając brak ran, krwi i obecność ubrań. Jedyne co pozostało z koszmarnego snu to łzy które leciały ciurkiem po moich policzkach. Niemal krzyknęłam kiedy poczułam że czyjeś ręce zaciskają się na moich ramionach.

- Perrie, Pezz.. Spokojnie. - zaczął cicho szeptać, a ja włożyłam całą swoją wolę w to, żeby się nie szarpać i uspokoić oddech. - To tylko zły sen, to ja Harry.. Pezz jest dobrze.

Zrezygnowana i zmęczona oparłam się o jego pierś, próbując się uspokoić.

***

Obserwowałam jak kręci się po kuchni nerwowo podrygując. Owinęłam się szczelniej kocem i zapytałam:

- Dlaczego nie poszedłeś z nim?
- Hym? - wyrwałam go z zamyślenia. - Ach, nie chciałem mu przeszkadzać. Musi się teraz skupić, my pójdziemy na sam mecz. Załatwiłem nam dobre miejsca na trybunach.
- Przepraszam. - szepnęłam.
- Perrie.. - zatrzymał się i spojrzał na mnie smutno. - Nie masz za co przepraszać, to nie Twoja wina. Gdyby nie Zayn, - mimowolnie wzdrygnęłam się na dźwięk jego imienia. - siedzielibyśmy teraz wszyscy razem na boisku i rozładowywali atmosferę durnymi żartami. Nic na to nie poradzimy. Stało się, a teraz musimy się od tego odciąć..
- Odciąć? - przerwałam mu. - Harry! Ty już masz spakowane walizki i jutro Cię tutaj nie będzie! Louis jeśli dostanie się do kadry, rzuci studia i w końcu o mnie zapomni. Jak go nie przyjmą pojedzie za Tobą. Myślisz, że łatwo mi jest z myślą, że co by się dziś nie wydarzyło, stracę przyjaciela? - w moim gardle zaczęła rosnąć gula, i oczy zaszły mi łzami. - Cholernie boję się jutra. Jutro zabierze mi Louisa, będę musiała poradzić sobie z Zaynem.. Nie chcę źle dla Lou, ale gdyby Malik dostał się do drużyny wyjechałby i już nigdy nie musiałabym mieć z nim do czynienia, a Louis byłby z Tobą. Czy marzenia muszą wszystko komplikować? - widziałam że moje słowa sprawiają mu ból, ale musiałam to z siebie wyrzucić. - Wiesz o czym ja marzę? Żebyśmy wszyscy mogli być razem, w zgodzie, tak jak dawniej. Żeby każde z nas mogło być sobą, bez jakiś pieprzonych uprzedzeń, ambicji i nienawiści. Szkoda że to już nigdy nie wróci.
- Przepraszam. - powiedział i ze łzami w oczach wyszedł do swojego pokoju.
- To ja przepraszam. - odpowiedziałam do zatrzaskujących się drzwi.

***

Louis.


Nawet nie sprawdziłem która godzina, zaraz po przebudzeniu wyszedłem z domu. Mecz miał być transmitowany w telewizji więc sporo ludzi krążyło już po budynku. Wszyscy biegali jak po ogień, a przecież do meczu jeszcze kilka godzin. W szatni byłem jako pierwszy, przebrałem się i usiadłem żeby zawiązać buty. Założyłem słuchawki i oparłem się o ścianę przymykając powieki. Musiałem się odizolować i nie myśleć o całym stresie z którym się obudziłem. Nawet nie zauważyłem kiedy szatnia zaczęła wypełniać się kuplami z drużyny. Postanowiłem na dzień dzisiejszy odsunąć od siebie wszystko co było i myśleć w stu procentach profesjonalnie, więc powstrzymałem się od zapytania czy nie krępują się przy mnie przebierać, jak to powiedzieli kiedyś trenerowi. Była dwunasta kiedy Stevenson do nas zawitał i poprosił o uwagę.

- Chłopaki nie będę owijał w bawełnę. - zaczął ostrym głosem. - Dzisiaj jest najważniejszy dzień w całym sezonie. Gramy z reprezentacją wyższej rangi więc  macie tą szansę zostać zauważonym. Nie zmarnujcie jej.
- W tym samym momencie do szatni wparował zdyszany Liam, wpadając wprost na Stevensona. - Payne w samą porę, zaraz rozgrzewka.. Gdzie jest Zayn? - na dźwięk jego imienia moje pięści mimowolnie się zacisnęły. - Powinien być tutaj już dawno, wie jak wielkie nadzieje w nim pokładam.. To samo tyczy się Ciebie Tomlinson. - wskazał na mnie palcem i wyszedł. Poczułem na sobie kilkanaście par oczu.

Atmosfera od razu zrobiła się napięta. Narastał we mnie niepokój. Liczył na mnie. Wszyscy na mnie liczyli. Chłopaki z drużyny wiedzieli że nie mają szans, nawet nie specjalnie zależało im na dostaniu się do kadry.. Tylko ja, Zayn i Liam mieliśmy szansę. Payne położył swoją nową torbę z Nike obok mojej i zaczął się przebierać. Założył koszulkę z numerem 12 i usiadł obok mnie. Musiałem zadać mu pytanie, które nurtowało mnie odkąd zobaczyłem Perrie pod drzwiami mieszkania Harry'ego.

- Gdzie Ty do cholery byłeś kiedy ją bił? - wysyczałem cicho, wpatrując się przed siebie.
- Powinienem się obruszyć że zaczynasz rozmowę od oskarżeń, ale tym razem masz rację. - westchnął głęboko. - No więc.. byliśmy na imprezie u Danielle, Zayn strasznie się schlał, zaczął się dobierać do Perrie. Nikt na to nie zwracał uwagi. - ściszył głos i przysunął się do mnie. - Wiesz jaki jest Malik, nikt mu się nie sprzeciwi. Obserwowałem ich, bo miałem przeczucie że coś jest nie tak. Kiedy ją uderzył bez zastanowienia doskoczyliśmy do niego z Taylorem - wskazał wzrokiem na osiłka z numerem 6 - Wyprowadziliśmy go z pokoju ale nie dało się z nim porozmawiać, ledwo trzymał się na nogach. Nathan był trzeźwy więc odwieźliśmy go do mieszkania, a Perrie została u Dani.
- No dobrze, mówisz że uderzył ją raz więc dlaczego wygląda jak po walce bokserskiej? - czułem jak moja szczęka zaciska się coraz mocniej. Nie mogłem teraz wybuchnąć. Musiałem się uspokoić bo Zayn mógł wejść do pomieszczenia w każdej chwili, a wtedy bym go zabił.
- Powiedziałem jej żeby od razu pojechała do Ciebie ale nie chciała mnie słuchać. - spuścił wzrok.- Musiała zastać go w domu na kolejny dzień. Tylko Lou.. - w jego czekoladowych oczach czaił się smutek. - On już wtedy był trzeźwy. Zrobił jej coś takiego będąc trzeźwym, ja... nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić.
- A ja owszem. - skomentowałem oschle. - Malik jest dupkiem i trzeba było tragedii niewinnej dziewczyny żebyście to zrozumieli.
- Wiem. Teraz już wszyscy wiemy. Perrie nie pójdzie na policję, ale ja zadbam o to, żeby nic jej się nie stało kiedy przestaniesz chodzić na uczelnię.
- Ale.. - spojrzałem na niego zdziwiony. Liam nie potrafił kłamać. Był szczery. - Dziękuję Li. - odpowiedziałem bez zbędnych komentarzy.
- Przepraszam za wszystko. Za to, że Cię nie broniłem, że rozpowiadaliśmy o Tobie i Harrym niestworzone rzeczy.. Poniosło nas. Przepraszam. - Wyciągnął dłoń w moją stronę i lekko się uśmiechnął. - Zgoda Tommo?
- Jasne.

Podałem mu rękę i odetchnąłem głęboko. W tym samym momencie do szatni wparował Zayn. Myśl o tym, że mogliby nie dopuścić mnie do meczu powstrzymała mnie od rzucenia się na niego. Z zadowoleniem obserwowałem jak inni członkowie drużyny patrzą na niego z pogardą i nikt się nie odzywa. Wyglądał fatalnie. To sprawiło że przestałem się obawiać. Ten nieogolony wypłosz wyglądający jak narkoman ma mnie pokonać?

***

Harry.

Obgryzałem paznokcie coraz bardziej się denerwując. Byłem na kilku meczach Louisa ale na żadnym z nich trybuny nie były tak wypchane jak dziś i nigdy nie było telewizji. Po wejściu do budynku ochrona od razu skierowała nas na trybuny, a Louis nie mógł wyjść z szatni. Bolało mnie to, chciałem go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze.. Zamiast tego siedziałem wysoko w tłumie czekając aż coś zacznie się dziać. Było niemiłosiernie głośno, co bardzo przerażało siedzącą obok mnie Perrie. Jedną ręką naciągała na twarz chustę, która i tak niczego nie maskowała, a drugą ściskała nerwowo moją dłoń.

- Myślisz że mu się uda? - zapytała przekrzykując hałas.
- Mam taką nadzieję.

W tym samym momencie zaczęło się to, na co tak długo wszyscy czekaliśmy. Zaczęli wychodzić na boisko. Zobaczyłem go, zdenerwowanego, idącego za Zaynem. Był zestresowany, ale cholernie szczęśliwy. Jeszcze nigdy go takim nie widziałem. Rozglądał się po trybunach, chłonąc wszystkie krzyki, oklaski i światła, jakby to było jego miejsce. Może faktycznie tak było? Kątem oka dostrzegłem że oczy Perrie zaszły łzami. Jak ona się czuje patrząc na Malika? Nie byłem w stanie sobie tego wyobrazić, więc po prostu mocno ją objąłem.

Gwizdek sędziego. Zaczęło się. Cały czas wodziłem za nim wzrokiem. Mało obchodziło mnie to, kto był właśnie przy piłce, patrzyłem na Lou. Za każdym razem kiedy się przewracał zamierałem, choć wiedziałem że zaraz wstanie, odgarnie włosy i pobiegnie dalej. Pierwsze pół godziny było tylko wymianą podań, nic więcej. Louis miał kilka dobrych akcji, ale nic z nich nie wynikło. Oczywiście nie obeszło się bez błędu. Louis był na czystej pozycji, obok niego stał Liam, wołali. Zayn mimo to nie podał im, chcąc strzelić gola samemu. Oczywiście mu się to nie udało. Zmarnował szansę, która zaraz się na nas odbiła. W 42 minucie piłka wpadła do naszej bramki. Samobój. Wrzawa która wybuchła na trybunach była adekwatna z wyrazem twarzy sprawcy tej nieszczęsnej bramki. Malik się pomylił. Strzelił samobója.
Został zdjęty z boiska pomimo kłótni z sędzią, trenerem i wszystkimi, którzy mu się nawinęli. Nic z tego. Posadzili go na ławce. Spojrzałem na Louisa, który pochłonięty grą wydawał się nie dostrzec pozytywu tej sytuacji. Owszem, mieli jednego gola w plecy i mogli to przegrać ale... Nie ma jego największego rywala. Zayn zszedł z boiska co równa się temu, że jest faworytem. Ma ten kontrakt w kieszeni.
Wraz z gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy zdałem sobie sprawę co to oznacza.
Nie poleci jutro ze mną. Zostanie piłkarzem, a ja nie będę mógł zatrzymać go przy sobie. Oczy zaszły mi łzami. Spojrzałem na Perrie. Jej policzki były czerwone z podekscytowania. Zdawała się nie zauważyć mojego nagłego załamania. Niech się cieszy, przynajmniej na chwilę zapomni, nie będę jej przerywał.

- Gdzie idziesz Harry? - zapytała zdziwiona kiedy podniosłem się z miejsca.
- Do toalety, zaraz wrócę, spokojnie. -skłamałem.

Widać było że nie uśmiecha jej się zostanie samej wśród obcych ludzi. Bała się. Nie mogłem jednak dłużej tam siedzieć, musiałem odetchnąć. Zszedłem na niższe piętro trybun i zacząłem szukać wzrokiem jakiegoś punktu zaczepienia, podpowiedzi w którą stronę powinienem pójść.
Przecież sobie bez niego nie poradzę. Musi ze mną lecieć. Ja muszę tutaj zostać.. Nie pozwolę żeby o mnie zapomniał. Przetarłem twarz dłońmi i niemal pobiegłem w stronę zatłoczonego korytarza. Muszę go znaleźć. Muszę mu powiedzieć. Zobaczyłem Taylora kręcącego się pod barem. Czyli mogą wyjść z szatni. Pobiegłem w tamtą stronę i zamroczony wpadłem na kogoś. Chciałem już zacząć przepraszać, ale okazało się że tym kimś był Louis.

 - Szukałem Cię - wydyszał z uśmiechem. - Widziałeś co zrobił Zayn!? Nie wiem co w niego wstąpiło, ale dzięki tej pomyłce mam większe szanse i..

Nie słuchałem go. W głowie tłoczyły się setki myśli. Chciałem powiedzieć mu tak wiele.. Chciałem powiedzieć mu żeby nie grał. Tak. Samolubnie zakazać mu gry i zabrać ze sobą do Belfastu.. Z tym zamiarem tutaj przyszedłem. Żeby błagać go na kolanach o wycofanie się, ale gdy zobaczyłem go takim.. Był zdyszany, spocony, zmęczony, miał potargane włosy i utykał, a mimo to był tak szczęśliwy, jak nigdy dotąd. Jego oczy zamieniły się w dwie błękitne iskierki, sprawiając że zapomniałem o wszystkim co chciałem mu powiedzieć. Chwyciłem go mocno w swoje ramiona karcąc się w myślach, że mogłem wpaść na tak beznadziejny pomysł i chcieć prosić go o coś takiego.

- Daj z siebie wszystko. - pocałowałem go we włosy. - Kocham Cię.

______________________________________________________________

Hej kochani! :D

Jak się macie? Z racji tego, że robi się coraz zimniej i wieczory dłuższe pewnie potrzebujecie czegoś więcej do czytania więc.. po pierwsze postaram się pisać rozdziały znów regularnie, a po drugie... jeśli ktoś jeszcze nie natknął się na moje pierwsze opowiadanie macie tutaj <link> :) miłego czytania w oczekiwaniu na rozdziały WUA ♥

Piszcie w komentarzach jak zrozumieliście pierwszą część rozdziału, sen Perrie. Obawiałam się waszej interpretacji tej części więc.. możecie się ze mną podzielić co myślicie o tym i całej naszej 16 :)
Od razu chciałam Was przeprosić jeśli coś nie będzie się zgadzało z opisie meczu, ale kompletnie nie znam się na piłce.

Dziękuję za wszystkie komentarze jakie pozostawiliście pod każdym rozdziałem.
Dziękuję że jeszcze tutaj zaglądacie.
Dziękuję za 23 osób, które mam zapisane na 'liście informowanych'.
Dziękuję że jesteście i zawsze mogę liczyć na miłe słowa z Waszej strony.
Kocham Was ♥
Do następnego, który zmieni bardzo dużo. xx

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach zostaw nazwę tt w komentarzu.

13 komentarzy:

  1. Jak dla mnie w swoim śnie Pezz była cięta przez Malika.. tylko nie wiem czemu. W mojej wyobraźni byłaprzyparta do ściany i nie mogła się ruszyć jakby była czymś upojona otumaniona. Zayn trzymał ostry skalpel i przeciął jej ramię napawając się bólem dziewczyny. Chciał zrobić więcej ale kiedy się ruszyła wystraszony ją przytulił żeby nie było na niego. Niby taki zły i straszny a boi się przyłapania. Silny z zewnątrz słaby w środku. Cały rozdział jest cudowny! Co teraz będzie? Jak Lou się dostanie to Perrie straci przyjaciela a Harry będzie daleko od swojej miłości. Jak Harry to przetrwa? A może jednak Lou zrezygnuje..? Jestem prawie pewna że go wybiorą, jest świetnym piłkarzem. Ehh.. brak mi słów.. Czekam na next! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. ummm, co do pierwszej części to na początku nie byłam pewna czy to nie przypadkiem rzeczywistość, ale uffff na szczęście nie;) z jednej strony fajnie że lou ma kontrakt na wyciągnięcie ręki bo spełnia marzenia, aczkolwiek smutno mi będzie jak ich drogi po części się rozejdą, no jasne są telefony itp ale to nie to samo, czekam na następny @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  3. kocham to opowiadanie ♥

    Jeśli chodzi o sen Perrie to na początku się troche pogubiłam, ale jak przeczytałam, że to był tylko sen to wszystko zrozumiałam :)

    czekam na kolejny xx @luvmyniall_

    OdpowiedzUsuń
  4. Zayn... Co ty najlepszego wyprawiasz... Jejku, tak bardzo szkoda mi Perrie :c
    No właśnie, Perrie. Przepraszam za to, co tutaj teraz napiszę, ponieważ nie wyrażam tego w celu zhejtowania Ciebie, Twojej twórczości, czy czegoś w tym stylu (broń Boże!). Po prostu zauważyłam, że wątek Larrego w tym blogu troszeczkę zanika... Śmierć Nialla, kłopoty Zerrie, mecz... Ja doskonale rozumiem, że to musi się tu pojawiać, bo przecież bez tych elementów opowiadanie straciłoby sens! Jedynie odnoszę wrażenie, że jest tego ciut za wiele i Larry gubi się gdzieś w tym wszystkim... Ale to jest tylko moja skromna uwaga/sugestia (?) sama nie wiem, co to jest xD Nie nazwałabym tego 'konstruktywną krytyką', bo nie chciałam Cię tym skrytykować, a naświetlić pewną sprawę... Rozumiesz ? :*
    Pomijając te drobną sprawę opowiadanie jest piękne, wzruszające, głębokie, szczere... Idealne ♥
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Bolało mnie to, chciałem go przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze..' to było takie urocze, a zarazem smutne :c jestem rozbita ..
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz za co przepraszać kochanie :) po to są komentarze, żeby wyrażać swoje opinie, nie tylko pisząc pochwały. Czasem te szczere komentarze z uwagami są cenniejsze niż napisanie "asdfghjhgfd super".
      Dziękuję za to. Masz rację, zaczęłam rozwijać inne wątki i Larry zszedł na drugi plan, ale uwierz mi, że to zamierzone. W kolejnych rozdziałach Larry znów będzie odgrywał 'pierwsze skrzypce' i tak pozostanie już do końca, więc mam nadzieję że to Was usatysfakcjonuje.

      lots of love ♥dziękuję że jesteś xx

      Usuń
    2. Huh, ale za każdym razem, kiedy na blogu znajdę jakieś 'ale' i piszę o nim w komentarzu, to czuje się dziwnie głupio, jakbym kogoś o coś oskarżała, coś narzucała ; D. Mam to cholerne poczucie winy ;))
      W stu procentach zgadzam się z tobą co do zdania 'Czasem te szczere komentarze z uwagami są cenniejsze niż napisanie "asdfghjhgfd super".' Szczerze sama wolałabym, żeby ludzie komentujący mojego bloga w końcu wytknęli mi jakieś błędy: powiedzieli, że gdzieś czytali coś podobnego, że coś w treści się nie zgadza, że zdania są źle zbudowane, że są błędy ortograficzne... To motywowałoby mnie do bycia lepszą w tym co robię (nie, żebym narzekała na pozytywne komentarze xD). Często mam wrażenie, że ludzie nie są szczerzy wobec mojej twórczości, ponieważ przeważnie piszą, cytuję, "asdfghjhgfd super". Wydaje mi się, że nie chcą mnie urazić, bo mnie znają, czy coś w tym stylu. Dlatego u mnie konstruktywna krytyka (nie hejtowanie!) jest jak najbardziej mile widziane :))
      Więcej Larrego ? Uhuuuuu ! Już mi ślinka cieknie !! ^__^ Nie mogę się doczekać ! ♥ Tylko... hum... Tylko, żeby sprawy nie pokomplikowały się za bardzo, bo ja jednak za bardzo to przeżywam :D
      A co do tego, co napisałaś wcześniej ("postaram się pisać rozdziały znów regularnie"): regularnie, czyli... Kiedy mogę spodziewać się następnego ? Nie chcę być natrętna, ale jednak ciekawość mnie zżera ; D
      Jestem tu dla Ciebie, Słoneczko ! x

      Usuń
    3. Mam dokładnie tak samo. Komentarze są bardzo ważne, które wyrażają jakąś opinię, podpowiadają, wytykają błędy. Pozytywne sprawiają że lecę pisać, a te z uwagami - chcę pisać jeszcze lepiej. Przyznam szczerze że w niektórych przypadkach nawet Wasze komentarze naprowadzały mnie, miały wpływ na kolejne rozdziały. :)
      Mam teraz na głowie artykuł do gazetki szkolnej i sporo nauki.. postaram się wyrobić w max tydzień, jak zwykle :)

      Usuń
    4. Hah, to ciekawe ; >
      Cierpliwie czekam na kolejne ! ♥

      Usuń
  5. ojeku! boję się! a co jak Lou wygra i zostawi Hazze?!:(

    OdpowiedzUsuń
  6. hmm, jestem bardzo niecierpliwa co do reszty. Jak to się skończy? Nie mam pojęcia.
    Wg mnie Perrie po prostu ma traume związaną z Zayn'em, ale żadna ze mnie humanistka, wierszy nie umiem interpretować, takich rzeczy też nie :p
    Pozdrawiam i proszę o informowanie :)
    @lifetastegreat

    OdpowiedzUsuń
  7. Okey.. Dziś przeczytałam wszystkie 16 rozdziałów. Piszesz niesamowicie. Skomentowałabym ten rozdział lepiej, ale jest już 2 w nocy, a ja zasypiam z telefonem w ręku, sooooł... Zapiszę sobie Twojego drugiego-pierwszego bloga do przeczytania, a tego dodam do zakładek. Oczywiście proszę o informowanie :)
    ~@KaCzUsZkAa

    OdpowiedzUsuń
  8. Hey :) THIS IS US cały film można zobaczyć tutaj
    onedirectiononline2013.blogspot.com <3
    ZA DARMO !!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytalam wszystko od wczoraj i jestem tym ZACHWYCONA! To jest cudowne. Ta historia i wgl to wszysto. Zdajesz sobie sprawe z tego jaki.masz talent? Mam nadzieje ze tak :) z niecierpliwoscia czekam na nastepny rozdzial :) @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń