czwartek, 7 listopada 2013

nineteenth.

Harry.

Trzydzieści siedem dni. Cholerne trzydzieści siedem dni w których nie wiedziałem co ze sobą zrobić, gdzie się podziać. Najgorsze były noce. Sen nie przychodził jak wybawienie i oderwanie się od problemów. Pogarszał wszystko przywołując jego obraz. A on nie dawał znaku życia. Nie było go. Myśl że już nigdy nie będzie go w moim życiu sprawiała, że czułam się jakbym stał na skraju oceanu z myślą że muszę go przepłynąć. Wiedziałem że zajmie mi to czas, będzie wymagało wysiłku... ale najgorsze było uczucie braku pewności że kiedykolwiek zobaczę drugi brzeg i poradzę sobie sam ze sobą. Z brakiem jego.
     Spojrzałem na ekran. Z powrotem na klawiaturę i znów na ekran. Schowałem twarz w dłoniach przeklinając się w myślach. Dlaczego nie potrafiłem sklecić nawet jednego sensownego zdania? Przyjechałem tutaj pisać, a czuję się zupełnie wyprany z weny i pomysłów. Jakbym nigdy więcej miał już nie stworzyć niczego. Pustka. Mój przesadnie rozentuzjazmowany manager uważa, że smutny pisarz to najlepszy pisarz. Tak..
Nick codziennie mnie odwiedza, robi zakupy, przynosi o co go poproszę.. Ale to nie pomaga.Nie wypełnia pustki i tęsknoty. Zajmuje po prostu czas i myśli na parę chwil, w których przynosi piwo i siedzimy razem przed telewizorem. Nie musiałby tego robić, gdyby nie fakt, że nie miałem ochoty ruszać się z mieszkania. Nie chciałem poznawać miasta, nie miałem ochoty nawiązywać znajomości.. Właściwie od czasu przyjazdu tutaj, widuję się tylko z nim. Byłem na spotkaniu z zarządem zaraz po przyjeździe, spisaliśmy umowę i od tego czasu wszystko załatwia Nick. Nie wiem czy mógłbym nazwać to zaufaniem, ale z pewnością nie mam nic przeciwko przebywaniu w jego towarzystwie. Płacą mu za to, że się mną 'zajmuje', ale ostatnio zaczął przychodzić nie tylko w sprawach służbowych więc... może jednak mam z kim porozmawiać?
Dziś pewnie też się pojawi. Tym razem nie wyczekiwałem jego wizyty. Dziś mam oddać mu ogólny zarys swojej historii, którą będzie mógł dostarczyć wydawnictwu. Właściwie, zmieniłem wszystko. Pomysł który dostali w ramach konkursu wydawał mi się teraz zbyt szczęśliwym romansidłem i wylądował w koszu. Nie byłbym w stanie pisać o rozterkach szczęśliwie zakochanych nastolatków, w chwili gdy każda piosenka o miłości wyprowadza mnie z równowagi. Żałosne, wiem. Zmieniłem wszystko. Właściwie to chyba na gorsze, ale muszę sobie z tym poradzić. Najwyższy czas wyrzucić z siebie wszystkie myśli dotyczące Louisa prawda? Jeśli się komuś wygadamy będzie nam lepiej prawda? Może opisanie.. tego co się między nami wydarzyło to jedyny sposób żeby w końcu zamknąć ten rozdział w moim życiu? Musiałem w to uwierzyć. Niestety było to o wiele trudniejsze niż mi się zdawało i klawiatura tonęła we łzach przez całą noc. Każde zdanie które na nią przelałem bolało. Musiałem sobie przypomnieć wszystko. Jak to się zaczęło, jak było i jak się zakończyło.. Co powiedział żeby to zakończyć.. A teraz biłem się ze samym sobą, czy oddać to wydawnictwu. Oczywiście nigdy nie dowiedzą się że ta historia zdarzyła się na prawdę, ale świadomość że ktoś ją poznał będzie dobijać mnie każdego dnia. Tomlinson nie będzie miał o to pretensji. Przecież zmieniłem imiona i.. on się nigdy o tym nie dowie. On tego nie przeczyta. Jego to już nie obchodzi po on przecież mnie nigdy.. byłem pomyłką.
Usłyszałem dzwonek do drzwi i podskoczyłem wyrwany z zamyślenia. Omal nie potknąłem się o butelkę po tanim winie, którą wczoraj opróżniłem. Szybko ją podniosłem, jak i inne zalegające na biurku śmieci, wrzuciłem do kosza i przeczesując palcami włosy poszedłem otworzyć drzwi.
Pociągnąłem za klamkę i podniosłem wzrok, żeby ujrzeć jak zwykle uśmiechniętego Nicka. Kąciki ust mimowolnie powędrowały w górę na jego widok.

- Wyglądasz okropnie Styles. - zadrwił mierząc mnie wzrokiem. Westchnąłem wiedząc, że nie może być inaczej po tak męczącej nocy. - Wpuścisz mnie, czy będziesz straszył wyglądem sąsiadów spod 56?
- Ehm.. Wchodź. - odsunąłem się i zaraz zamknąłem za nim drzwi. - Grimshaw, mam mały problem..
- Błagam tylko nie mów że nie skończyłeś. - usiadł na uparciu fotela i spojrzał na mnie błagalnie.

Może było to dziwne, ale ta nadzieja która pojawiła się w jego oczach wywołała u mnie poczucie winy. Miał prawie trzydzieści lat, a pokazywał emocje, czasem dziecinne i przesadne. Nie zachowywał się jak typowy trzydziestolatek. Kogoś mi przypominał w swoim sposobie bycia... Przełknąłem ślinę karcąc się w myślach za to że pomyślałem o nim, w czyimś towarzystwie. Oni nie mogą wiedzieć. To znaczy, po części. Nick wie, że przeżyłem ciężkie rozstanie, ale nie zna szczegółów.

- Właściwie to.. chyba skończyłem. - zawahałem się. - To znaczy.. coś tam mam, ale nie wiem czy tak do końca widzę tą historię.
- Coś tam masz. - odetchnął z ulgą. - Ostatnio jak "coś tam miałeś" nie mogłem się od tego oderwać całą noc, zanim to oddałem. Masz talent Styles. - spuściłem wzrok, nie do końca dowierzając jego słowom. - Nie martw się, możesz coś zawsze zmienić. To nie jest tak że jak już oddasz im projekt to musisz się go dokładnie trzymać. Rób jak czujesz.
- Wiem.. chodzi o to, że nie wiem czy do końca chcę podzielić się ze światem tą historią.
- Czyli.. to prawdziwa historia?

Czułem na sobie jego wzrok. Czułem jak studiuje moją twarz, a w głowie przeklinałem się za to, że za dużo mówię. Starałem się jak mogłem żeby nie pokazać po sobie niczego, ale to było silniejsze ode mnie. Poczułem pierwszą łzę na swoim policzku, otarłem ją zażenowany i odwróciłem się, udając że odpięcie pendrive'a zajmuje mi dłużej niż powinno. Styles opamiętaj się. Podałem mu nośnik bijąc się z myślami. Nie wiedziałem co ze sobą zrobić, by nie patrzeć mu w oczy.

- Harry, chcesz o czymś porozmawiać? Wiesz że możesz mi zaufać.

Jego głos był przekonywujący. Bardzo zachęcał do wypłakania się na jego ramieniu. Nie ugiąłem się.
Zaufać? Nie po trzydziestu siedmiu dniach. Jeszcze za wcześnie.

- Nick, powinieneś jak najszybciej dostarczyć im te teksty. - powiedziałem cicho.

Bez słowa wstał, położył ciepłą dłoń na moim ramieniu i wyszedł, zostawiając mnie samego ze swoją pustką. Znów rozdartego.

***

Louis.

Odrętwienie. Zimno. Zdezorientowanie. Nagle do moich płuc dostała się większa ilość powietrza. Poczułem się jakbym nie oddychał od wieków. Moje gardło piekło jakbym faktycznie dawno tego nie robił. Tlen uderzył do głowy, a ta zaczęła boleć. Nie tylko ona. Całe moje ciało wydawało się być niemiłosiernie ciężkie. Nie potrafiłem poruszyć najmniejszą jego częścią, nie mogłem otworzyć oczu. Nie miałem na to siły. Głęboko w mojej podświadomości pojawiła się myśl, że nie powinno tak być. To co działo się ze mną nie było prawidłowe..
I zacząłem dochodzić do siebie. Przeanalizowałem ból, na powrót przechodzący w odrętwienie, zaczynając panikować. Co się dzieje do cholery? W moim zatrutym umyśle pojawiły się jakieś obrazy. Zobaczyłem Harry'ego. Ale to nie był mój Harry, on jakby.. on płakał i prosił żebym.. nie odchodził. Nie. Dom Danielle. Ten samochód. Nie. Miałem nadzieję że to się nie wydarzyło, a ja obudziłem się właśnie po wczorajszej imprezie tak bardzo skacowany. To było coś innego. Dlaczego mimo tak wielkiego wysiłku nie mogłem się podnieść? Dlaczego leżałem jak kłoda i... dlaczego było tak niemiłosiernie cicho? Skupiłem na tym całą swoją uwagę i moje ciało zrobiło się cięższe. Jakbym nie mógł na raz czuć i słyszeć.
Leżałem, nie wiem jak długo, zanim wreszcie coś usłyszałem. Dobiegło z oddali, jakby z drugiego końca ogromnego magazynu, niesione przez echo. To było moje imię. Ktoś zawołał moje imię. Nie mogłem odpowiedzieć. Miałem wrażenie przez chwilę, że zapomniałem jak się mówi. Moje gardło ponownie zapiekło, nie mogłem przełknąć śliny. Jakby jej nie było od tygodni.

- Louis. - usłyszałem już nieco wyraźniej. - Dlaczego wciąż nie reaguje?

Rozpoznałem głos Perrie. Tęskniłem za nim. Poczułem się jakbym bardzo długo go nie słyszał. Kogo pytała? Co się dzieje..

- Nie mam pojęcia Pani Edwards. - zaczął szorstki, zmartwiony głos starego mężczyzny. - Wszystko wskazuje na to, że się obudził..
- Więc co się dzieje?
- Przyspieszona akcja serca, oddech również jest głębszy.. No i wspominała Pani, że widziała jak jego powieki drżą. Powinien przynajmniej się poruszyć.

Czy oni mówią o mnie? Dlaczego mówią o mnie! Perrie nie mogę się ruszać dlaczego nic z tym nie zrobisz?

- Może to być jednak tylko chwilowe przebudzenie. To się zdarza bardzo rzadko.
- Czyli?
- Pacjent odzyskuje niepełną świadomość. Nie ma władzy nad ciałem, a po chwili znów powraca w stan uśpienia ale.. Podejrzewam że może nas nawet słyszeć.

Oczywiście że was słyszę palancie. Zrób coś zamiast tak pierdolić!
Poczułem nacisk w wewnętrznej stronie dłoni. Owo coś było ciepłe i przyjemne.

- Louis. - znów Perrie. - Lou kochanie, słyszysz mnie? Proszę, daj jakiś znak, martwimy się. - Dałbym, gdybym tylko mógł cokolwiek zrobić! Martwimy? Czy on.. jest tutaj? - Proszę, cokolwiek, postaraj się.

Nie. Bo ja wcale się nie staram Pezz. Włożyłem całą swoją siłę, której było tak komicznie mało, w poruszenie czymkolwiek. Nic. Boże co się dzieje do cholery..
Nagle jej głos się oddalił. Nie byłem już w stanie odróżnić słów. Skupiłem się na tym, żeby znów odzyskać słuch, na darmo. Uczucie jej dłoni trzymającej moją zaczęło oddalać się od mojego ciała. Znów wpadałem w odrętwienie. Nie! Szukałem desperacko sposobu by pozostać na powierzchni, ale moje ciało jakby zapadło się pod lodowatą wodę.
I znów nie mogłem oddychać.

____________________________________________________________

No i plan z szybkim dodaniem rozdziału nie wypalił. Przepraszam. Nauka nauka i jeszcze raz nauka.

Rozdział według mnie nie wyszedł najgorzej. Jego treść nie zawiera niczego spektakularnego, ale po ostatnich wydarzeniach pomyślałam, że będzie to nieco lżejsze przejście w kolejny.
Co z Louisem?

ostatnio prosiłam o komentarze, co zostało zignorowane (nie przez wszystkich oczywiście xx ily) więc nie będę tego więcej robić.
jeśli masz jakieś przemyślenia, podziel się nimi ze mną.
jeśli czytasz opowiadanie i nie wzbudza ono w tobie żadnych emocji czy nawet opinii.. to po co je czytasz?

dziękuję tym którzy tutaj są, czytają, biorą udział w tworzeniu tego opowiadania.. tak, każdy komentarz czy sugestia mają na nie wpływ, nie wiem czy wiecie.
kocham was.

+ jeśli chcesz być informowany o rozdziałach, zostaw nazwę twittera w komentarzu.

7 komentarzy:

  1. O jejku! Co sie dzieje :cc oni muszą być razem ugh...chce mi się płakać. Nie potrafię opisać tego rozdziału...opowiadania uhh. Cudowne <3

    OdpowiedzUsuń
  2. jejku taki smutny ten rozdział :C ale świetny jak zawsze ♥ pisz dalej, nie moge się doczekać :)

    ale Lou się obudzi i będzie z Harrym, prawda? :)

    @luvmyniall_

    OdpowiedzUsuń
  3. huh, w sumie dzisiaj mam tak chujowy humor że jak nigdy nie mam ochoty czytać nic szczęśliwego i wesołego i ten rozdział bardzo wkomponował się w mój nastrój, choć tak naprawdę bardzo chcę aby wszystko jak najszybciej się ułożyło... życzę weny oraz nastroju do tworzenia @iron_zayn

    OdpowiedzUsuń
  4. s6dkgl;l;jzxyujkl.l,;. LOU ŻYJ!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze muszę się przypierdzielić, bo jak dla mnie: za krótki ! :D Ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, ile pracy wkładasz w każdy rozdział, dziękuję Ci za to ♥
    Teraz trochę mniej zabawna część...
    Boże, moje skarby :c
    Niech Harry w końcu dowie się o wypadku...
    Niech Louis w końcu zacznie kontaktować...
    Niech Harry w końcu do niego przyjedzie...
    Niech Louis w końcu powie mu prawdę...
    Matko, zrób coś ! Dłużej tego nie wytrzymam, a tylko ty jedna możesz coś zdziałać... Proszę: spraw, aby w końcu byli szczęśliwi...
    Kochanie, ja nie żartowałam.. Oni muszą być szczęśliwi, moje nerwy są na to za słabe.. Poza tym już daaaawno nie napisałam tu żadnego entuzjastycznego komentarza... Śmierć Niallera, która przybiła mnie totalnie, problemy Zerrie, z którymi mieliśmy (i podejrzewam, że jeszcze będziemy mieli) krzyż Pański, wyjazd Harrego, wyjazd Lou, rozstanie chłopaków, wypadek Louisa, załamanie Hazzy... Jak mi się tu jeszcze Nick ze swoimi problemami wtryni, to już nie wiem, co ze sobą zrobię '_'. Chcę znowu poczuć ciepło na sercu, spowodowane miłością Larrego... A na razie mam tylko wbite w nie ostry i cholernie gorący nóż, który z każdym kolejnym wątkiem przekręca się o 360 stopni... Chcę napisać jakiś pełen ekscytacji, wewnętrznej radości i czułości komentarz! Ale chcę dodać go gdzieś w najbliższej części, a nie na finale, kiedy Larry w końcu zazna choć odrobiny szczęścia (błagam, niech tak się to skończy .. Już w prawdziwym życiu mają ciężko [mam deja vu o.o], nie dobijaj mnie xD), a my będziemy musiały pożegnać się z 'Waking Up Alone ... (Jezu, nawet nie chcę o tym myśleć o_o)
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Jego to już nie obchodzi, bo on przecież mnie nigdy.. byłem pomyłką.' ... Słyszysz? To tylko moje serce, które właśnie rozsypało się na malutkie kawałeczki :c
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx
    P.S. Kocham Cię, Słoneczko ♥ Jesteś cudowną i utalentowaną pisarką, nie zmarnuj tego ! xoxo

    OdpowiedzUsuń
  6. Moim zdaniem źle, że Harry oddał ten zarys treści książki. Może go zmieni? :/ Cale to opowiadanie jest przepiękne. Staram się zostawiać komentarze, ale po prostu czasami o tym zapomnę. A czytam i kocham tą historię. Naprawdę ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś fenomenalna, czytałam każdy rozdział z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się dalszego ciągu. Pisz, pisz, pisz! <3 To wychodzi Ci naprawdę świetnie. No i spraw, żeby byli szczęśliwi. :c

    OdpowiedzUsuń