niedziela, 17 listopada 2013

twentieth.

Mam prośbę kochani! :)
Pojawiła się nowa zakładka, w której znajdują się nazwy twittera wszystkich informowanych. Z racji tego że miałam je zapisane na laptopie a ten się zepsuł, szukałam od nowa, przeglądając wszystkie komentarze. Możliwe jest, że coś przegapiłam. Proszę, wejdź w tę zakładkę, sprawdź czy jest tam Twoja nazwa, jeśli nie to przepraszam, napisz ją jeszcze raz :)
Dziękuję ♥

_________________________________________________

Harry.

"Byłem tak skołowany, że nie wiedziałem co odpowiedzieć. Przecież ja nie chciałem niczego ukraść.  Usiadłem na ławce, obok niego i wtedy po raz pierwszy je zobaczyłem."
Z każdym kolejnym słowem wystukiwanym na klawiaturze rozpadałem się coraz bardziej.
"Po raz pierwszy zobaczyłem jego oczy. Nie mam pojęcia czy iskrzyły się tak zawsze, czy to sprawka sklepowych jarzeniówek. Nigdy nie widziałem ich z bliska. Ich odcień nieporównywalny z żadnym znanym mi do tej pory odcieniem niebieskiego."
Kolor który przywołała moja pamięć przeciwnie, teraz mogłem porównać do wielu rzeczy. 
Do pierwszych ciepłych promieni po długiej zimie. Do poczucia bezpieczeństwa. Do oceanu, którego końca nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, kiedy nasze stopy oblewają fale po jednej jego stronie. Do słów "kocham cię" wypowiedzianych po raz pierwszy..
"Były po prostu piękne. Nie myśląc o niczym oddałem się chwili, w której jego spojrzenie skierowane było na mnie, nie na nią. Zobaczyłem w nim... tyle pytań i odpowiedzi, których nigdy później sobie nie zadaliśmy. Mógłbym przysiądz że w ułamku sekundy kiedy moje serce stanęło, zobaczyłem jeden odcień jego duszy. On został we mnie wypalony, idealnie wpasowującą się w moje własne. Jakby właśnie tego potrzebował."
Mrugnąłem pozwalając upaść kolejnym łzom. To było dużo cięższe niż myślałem. Czułem jak każda komórka mojego ciała drży. Jak stara się wyrzucić z siebie trujące wspomnienia które przywoływałem. Zamknąłem laptopa i pod wpływem implusu z trzaskiem zrzuciłem go ze stołu. Huk jaki spowodował wytrącił mnie z transu, w którym od dłuższego czasu się znajdowałem. Szybko się podniosłem, żeby zaraz po ciemku go odnaleźć i klęcząc starałem się go na powrót włączyć. Styles co ty robisz. Zepsujesz go i cały rozdział którym wykrwawiasz się od tygodnia pójdzie się jebać. Otarłem łzy i widząc że nic nie uszkodziłem odłożyłem go na bok. Westchnąłem i wpatrzyłem się w ciemność. To nie pomaga. Nie czuję się lepiej. Myślałem że przeleję wszystkie wspomnienia ze swojej głowy w jeden plik jednocześnie się od nich uwalniając, ale to nie działa. Nie mogę tak po prostu ich wyciąć i wkleić. Szkoda. A minęły czterdzieści trzy dni.
Usłyszałem dźwięk mojego telefonu i niemal pewny że to mama, pospieszyłem go odebrać. Stęskniłem się za nią. 

- Gotowy żeby się najebać?

Nie, to z pewnością nie była Anne.

- Nick.. Na śmierć zapomniałem. Jestem w proszku i..
- Styles umawialiśmy się. - jęknął jak obrażony dziecko. - Jest sobota, wyjdź wreszcie z domu. Ja mogę poczekać.
- Ale..
- Będę za godzinę!
- Nick ja nie-

Rozłączył się. Super. Obiecałem mu, nie mogę go wystawić.. Podniosłem się z podłogi i poszedłem powoli w stronę łazienki. Prysznic dobrze mi zrobi.

***

Punktualnie za godzinę był już w moich drzwiach. Poczułem się zażenowany kiedy zmierzył mnie wzrokiem i zagwizdał.

- No nieźle Styles. Wreszcie wyglądasz jak człowiek. Jeszcze gdybyś się uśmiechnął i rozpiął kolejne dwa guziki, ta koszula wyglądałaby o wiele lepiej. Można pomylić Cię z tanim ogrodnikiem. - sięgnął do mojego kołnierza i rozpiął guziki. - Teraz wyglądasz jak seksowny tani ogrodnik.

Uśmiechnąłem się krzywo, założyłem moje mocno znoszone brązowe buty i zieloną kurtkę.
Nawet nie wiedziałem gdzie idziemy. Zdałem się na niego i tak było mi obojętne gdzie za chwilę będę zapijał wspomnienia przy barze. To chore. Nie ma najmniejszego momentu w moim życiu, żebym o nim nie myślał. Jestem taki żałosny. Nick przez całą drogę mówił. Nie zamknął się nawet na minutę, a ja zastanawiałem się, czy zdaje sobie sprawę z tego, że go nie słucham. Minęło sporo czasu zanim ostatni raz wyszedłem z domu. Wdychałem ciepłe czerwcowe powietrze od razu zdejmując kurtkę. Nie wiedziałem nawet że Belfast nocą jest taki piękny. Każda mała knajpka którą mijaliśmy wydawała się tętnić życiem. Czas płyną inaczej w poszczególnych częściach miasta, a atmosfera unosząca się na ulicach wywoływała uśmiech. Miła odmiana po ponad miesiącu spędzonym w domu. Gdy przechodziliśmy przez przejście Nick poruszył temat, który wyrwał mnie z zamyślenia.

- Przeniosłeś się tutaj w maju tak? Jak poszła Ci sesja? Nic nie mówiłeś o studiach kiedy przychodziłem.
- Nie było o czym mówić. - uciąłem nie chcąc poruszać tego tematu. Wystarczy że nasłuchałem się od mamy jak to bardzo głupi jestem.
- Jak to, zdałeś prawda?
- Nie podszedłem do egzaminów.
- Co? - zatrzymał się zszokowany. - Rzuciłeś studia? Przecież.. zależało Ci na nich prawda? Wiesz że z książką może nie wypalić, a wtedy będziesz musiał zaczynać od nowa i..
- Nick. - uciąłem lekko podnosząc głos. - Nie chcę o tym rozmawiać okay? To moja decyzja. Po prostu nie byłem w stanie i tyle.

Więcej nie podjął tego tematu. Widziałem, że trochę go to gryzie ale... to nie jego sprawa. Nie byłem w stanie się uczyć. Nie mogłem myśleć. Zawaliłem, wiem. Zawiodłem rodzinę, mam rok w plecy, a tak dobrze mi szło... Nie ważne. Jak popchnie się pierwszą kostkę domina to reszta też leci prawda? Louis nią był. 
Kiedy stanęliśmy w kolejce przed dużym, głośnym klubem zacząłem się stresować. Było mnóstwo ludzi, cały czas ktoś wybiegał z drinkami, przewracał się i krzyczał. Światła tańczyły drażniąc oczy a muzyka wywoływała drgania podłogi głębokim basem.
Przy wejściu ochrona sprawdziła nam kieszenie, zabrała kurtki, zapłaciliśmy za wstęp... Gdy przekroczyłem drzwi prowadzące na właściwą salę, od razu wiedziałem, że nie chcę tutaj być. Odwykłem od widoku takiej masy ludzi. Nie chciałem żeby mnie dotykali, wpadali na mnie, patrzyli się na mnie. Złapałem się marynarki Nicka i pozwoliłem mu się prowadzić. Na szczęście usiedliśmy w części klubu, gdzie było trochę mniej tłoczno i padało tutaj lekko przydymione światło. Moje oczy już zaczynały piec. Widząc moją minę kazał mi poczekać minutę i poszedł od razu po drinki. Proszę przynieś coś mocnego, bo długo nie wytrzymam.
Zaraz jednak pożałowałem, że nie poszedłem z nim. Widocznie pijana, skąpo ubrana, napalona laska postanowiła się do mnie przysiąść.

- Jesteś sam, piękny? - szepnęła mi do ucha, przysuwając się i zaburzając moją przestrzeń.

Odejdź. Nie mam ochoty patrzeć na Twoje cycki wylewające się z tego wdzianka.

- Ehm.. Nie jestem zainteresowany. - odpowiedziałem, starając się, żeby nie brzmieć niegrzecznie.
- Oczywiście że jesteś. - poczułem jak jej ręka zaczyna przesuwać się po moim udzie. - Nie wstydź się, na górze są wolne pokoje..
- Hej, powiedziałem chyba, że nie jestem zainteresowany. - chwyciłem jej dłoń, a ona nic sobie z tego nie robiąc przysunęła się do pocałunku. - Kurwa nie rozumiesz co się do Ciebie mówi?

Odepchnąłem ją czując się coraz bardziej niekomfortowo. Miałem gdzieś jej obruszone spojrzenie kiedy odchodziła od stolika. Nikt nie ma prawa mnie dotykać.
Grimshaw spojrzał na mnie pytająco przepychając się przez spocone ciała balansujące w rytm muzyki.
Postawił na stoliku dwie szklanki wypełnione zachęcająco wyglądającym, niebieskim trunkiem. Bez słowa przyłożyłem wargi do szkła z nadzieją, że nie wyjdę stąd trzeźwy. Minęły czterdzieści trzy dni. 

***

Louis.

Płuca paliły mnie niemiłosiernie. Chciałem je sobie wyrwać, poczekać aż przestaną wariować i włożyć z powrotem. Było zupełnie cicho, ale tym razem inaczej niż za dwoma ostatnimi razami. Tym razem słyszałem, że było cicho. Wtedy nie mogłem usłyszeć niczego. Mój mózg wydawał się być też na wyższych obrotach, niż kiedy ostatnim razem próbowałem się obudzić. Tak. Dotarło do mnie, gdy usłyszałem rozmowę mamy z Lottie. Skoro tutaj były to oznaczało coś poważnego. Nie wierzyłem, ale w końcu to do mnie dotarło. Pomijając szczegół, że wtedy znów zapadłem w sen, teraz jestem pewny co się dzieje i chcę to zwalczyć.
Jestem w śpiączce. Brzmiało na tyle absurdalnie, że gdyby nie bezwład ciała wyśmiałbym ich. Ale nie mogłem. Teraz gdy udało mi się na powrót odzyskać świadomość skupiłem się na jednym. Wybudzić się.
Gdy wziąłem pierwszy oddech wiedziałem, że tym razem się uda. To pozwoliło mi słyszeć pikające urządzenia do których pewnie byłem podpięty. Nikt nie oddychał, czyli byłem sam. Musiała być noc. Wybrałem najgorszą porę. Nikt nie zauważy, nikt nie będzie mi pomagał, tak jak robiła to Perrie ściskając moje dłonie. To pomagało bardzo. Miałem jakieś połączenie ze światem. Na samą myśl, że i tym razem pochłonie mnie ciemność chciało mi się krzyczeć. Chciało mi się krzyczeć na myśl, jak długo już tak leżę.
Wsłuchałem się w dźwięk własnego oddechu wysilając się, żeby był on głębszy. Okay Tomlinson, teraz się obudź. Moje powieki zadrżały. Znów. Jeszcze raz. I wtedy po raz pierwszy od nie wiem jak dawna zobaczyłem coś innego niż ciemność. Włożyłem w to tyle wysiłku, że nie mogłem już tracić go na uśmiechnięcie się, ale w środku chciałem skakać z radości. Zobaczyłem za oknem rozgwieżdżone niebo i światło latarni. Rozejrzałem się. Kiedy zobaczyłem rurki do których jestem podpięty dopiero wtedy zacząłem je czuć. Wszystko było cholernie obolałe i zdrętwiałe. Poruszyłem delikatnie dłońmi szczęśliwy, rozkoszując się szczypiącym uczuciem jakie się po nich rozchodziło. Tego samego nie mogłem powiedzieć o nogach. Nie czułem ich... Łza spływająca z kącika oka wywabiła ich więcej i mój 'pikający aparat' zaczął wariować. Leżałem wpatrując się w sufit i próbując ruszyć nogami. Nic oprócz kłującego bólu. Po kilkunastu sekundach do mojego pokoju wpadło kilka osób, ale nie mogłem ich zobaczyć, bo zapalone światło, którego od dawna nie wiedziałem, poraziło mnie i musiałem zamknąć oczy. Nie wiedziałem co mówili. Z rumoru jaki powstał usłyszałem niewyraźne zdanie wypowiedziane przez mamę i lekarza, który stał dość blisko "Jest zbyt zmęczony, jutro Pani Tomlinson."
Chciałem go zapytać, dlaczego jestem tak bardzo zmęczony, dlaczego się nie ruszam i jak długo spałem... Zamiast tego poczułem jak moje gardło i nos zaczynają płonąć. Zacząłem się krztusić gdy zdałem sobie sprawę, że wyjmują mi jakąś rurkę. Ona tkwiła tam przez cały czas? To dlatego tak boli. Kaszel sprawił że moje ciało zaczęło się podrywać i mięśnie pracować. Każde poruszenie się bolało.

- Niech Pan nie próbuje na siłę się ruszać czy mówić. - podejrzewam że powiedziała pielęgniarka. - Pana ciało po tak długim czasie odmawia posłuszeństwa. Jutro powinno być lepiej, a teraz proszę postarać się zasnąć.

Nie! Nie chcę zasypiać. A co jeśli się nie obudzę? Mimo wszystko dałem za wygraną i już po kilku sekundach odpłynąłem.

***

Pezz pomogła mi utrzymać się w pozycji siedzącej, poprzez ustawienie kilku poduszek, tworząc z nich oparcie. Od mojego wybudzenia minął cały dzień i cała noc, a ja nadal czułem się jak na haju. Jak to możliwe że jestem tak śpiący skoro tak długo spałem? No właśnie. Jak długo? To była jedyna szansa, żeby się dowiedzieć. Mamy nie było w pobliżu, byliśmy sami z Perrie. Nie odezwałem się jeszcze ani raz, ale w końcu musiałem. Wydałem z siebie pierwszy dźwięk przyciągając jej uwagę. Właściwie był to jakiś niezidentyfikowany charkot. Spojrzała na mnie pytająco i usiadła na skraju łóżka.

- Co jest?

Otworzyłem usta ale nic się z nich nie wydobyło. Po kilku próbach udało mi się wyszeptać, raniąc przy tym zastygłe struny głosowe:

- Jak długo?

Zacząłem denerwować się jeszcze bardziej widząc, że zwleka z odpowiedzią bawiąc się pierścionkiem.

- Dokładnie czterdzieści cztery dni Loueh... - wytarła łzę. - Jest piętnasty czerwca.

W tym momencie poczułem jak mój świat roztrzaskuje się jak upuszczona szklana kula. W tym momencie miałem ochotę zasnąć ponownie i już nigdy się nie obudzić. Przełknąłem gulę rosnącą w gardle i wysiliłem się na wypowiedź.

- Co z kontraktem?
- Louis nie powinieneś się teraz denerwować..
- Pezz. Proszę.
- Przepadł.. - jej słowa wbijały się w mój mózg niczym igły. - Wzięli Zayna. Rzucił studia, wyjechał.. Przykro mi. Nie chcieli czekać a lekarze mówili... że możesz... - pociągnęła nosem i złapała się za skronie. - Że możesz się nie obudzić, a jeśli się uda nie będziesz chodził... oni nie chieli czekać a my modliliśmy się, żebyś żył. Żebyś funkcjonował, nie był rośliną..

Po mojej głowie zaczęły krążyć wspomnienia z samego wypadku. Nie pamiętam momentu udeżenia. To możliwe żeby było aż tak poważne... jezu zaraz zemdleję.. czterdzieści cztery dni śpiączki? Dlaczego nie pozwalają mi wstać a ja wciąż nie czuję nóg? Musiałem zapytać więc otarłem łzy i skupiłem się na mówieniu.

- Co z nogami?
- One.. były mocno połamane. Obie.. jeszcze się nie zrosły. Louis ja nie chciałam nigdy być osobą która Ci to powie, ale jestem pewna, że lekarze ani rodzina tego nie zrobią... jesteśmy przyjaciółmi, musisz wiedzieć.. - westchnęła. Czekałem na najgorsze, które w końcu nadeszło. - Louis nie będziesz już nigdy grał.

Przesłyszałem się? Ale.. O czym ona mówi? Jak to nie będę? Co...Moje myśli nie były w stanie nadążyć za wszystkim co działo się od momentu przebudzenia. Nie do końca docierały do mnie informacje i bodźce napływające z każdej strony. Działo się za dużo. Nie wiedziałem co się dzieje. Byłem wyrwany z życia. Byłem zły nie wiedząc co się działo. Teraz nie potrafiłem się pozbierać. Informacje od Perrie załamywały moje życie w kolejnych miejscach. Przełknąłem wiadomość o zerwaniu kontraktu w ciszy, z rozdartym sercem, ale wciąż miałem duszę. 
To o co miałem zaraz zapytać mogło mi ją wyrwać i z pewnością to zrobi, dlatego zwlekałem. Moje struny głosowe miały już dość ale zebrałem się po raz ostatni, niepewny czy chcę usłyszeć odpowiedź.

- Harry..
- Od wyjazdu nie dał znaku życia.

I stało się. Teraz nie miałem już nawet duszy.

________________________________________________________


Jestem myszki :D
Jak podoba Wam się rozdział? Wiem, wiem, wiem nic się nie dzieje.
Wiem, miałam kończyć po 15 rozdziałach ale nie potrafię. Jeszcze mnie tu nie raz zobaczycie.

Dziękuję za 10k wyświetleń i wszystkie komentarze : )

najlepszego z okazji rocznicy Elounor!

hahahahahahah przepraszam nie mogłam się powstrzymać.

Niech Larry będzie z Wami w tak trudny czas ♥

mam nadzieję że przeczytaliście początek :)

10 komentarzy:

  1. Boskie <333
    Jak zawsze
    czekam na kolejny ;)
    @Hazza_OMFG

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział śliczny, ale ja wciąż nie rozumiem dlaczego Pezz nie dała Harry'emu znaku, że Lou miał wypadek?? :(
    czekam na kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Dopiero znalazłam Twój blog i od razu przeczytałam całość i o matko kocham Cię ^^ Uwielbiam opowiadania o Larry'm i totalnie zakochałam się w Twoim <3
    Mogłabyś mnie informować na tt?
    @cheeky_me19
    Lov u ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Larry jest z nami w ten trudny czas!

    Boże, niech Harry się weźmie w garść.
    Niech zadzwoni do Pezz, albo LouLou.
    Nie, do Pezz. Ona mu powie co jest z Lou a on przyjedzie.
    Ich pieprzone usta znowu się złączą a oni sami zrozumieją, że te czterdzieści kilka dni już nie wróci, ale można sprawić, by nigdy więcej się takie coś nie powtórzyło.
    Stylinson Come Back.

    OdpowiedzUsuń
  5. Już myślałam że gorzej nie będzie jak Styles zapijał wspomnienia z Nickiem a tu proszę.. Lou nie będzie chodzić! Moje pierwsze myśli poprzeczytaniu tego: Co to kurwa ma być?! Jak to nie będzie chodzić?! Ale dlaczego..? Dlaczego on? To sie nie dzieje. Jakimś cudem nogi się zrosną i będzie ich używał. Może nie koniecznie grał ale będzie chodził, cokolwiek. Byłam dosłownie zdruzgotanajak to przeczytałam i jeszcze dobiłaś mnie tym tekstem o braku duszy.. Jak mogłaś? Nie rozumiem tylko dlaczego Harry nie próbował kontaktować się z Lou ani dlaczego Perrie nie powiedziała mu o wypadku.. Nadal mam nadzieję na happy end i nie spieprz tego! Bardzo się cieszę źe będziesz dalej pisać bo to jest cudowna historia! xx
    Oczywiście Larry jest z nami w tym jakże ''''''''''''''CUDOWNYM'''''''''''''''' dniu LARRY FOREVER! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego :) Perrie :) nie :) dzwoni :) do :) Harrego :) i :) nie :) mówi :) mu :) że :) Louis :) jest :) w :) szpitalu :) OD :) CZTERDZIESTU :) CZTERECH :) DNI :) ja :) się :) pytam :))))))
    Biedny Lou... Mam nadzieję, że wszystko będzie ok... Ale w sumie... Humm... Może to i lepiej (zabij mnie za te słowa..) ? Spójrzmy na to z innej perspektywy : Louis traci władzę w nogach. Nie może grać. Przyjeżdża Harry, żeby się nim zaopiekować. Zabiera go do siebie, bo kontrakt BooBear'a i tak już przepadł. I wszyscy żyją długo i szczęśliwie ! :)
    ..............................................................
    shit, jeszcze Pezz trzeba gdzieś zamieścić xD
    ..............................................................
    Harry bierze ją wraz z Louisem do siebie ! :) I WSZYSCY żyją długo i szczęśliwie !! : D (nie pominęłam kogoś ? ;p)
    A no właśnie... Co do Stylesa. Coś mi się nasunęło.... :
    Harry : [...] dwie szklanki wypełnione zachęcająco wyglądającym, niebieskim trunkiem [...]
    Ja : http://i279.photobucket.com/albums/kk132/rastaroot55/Scrubs.gif LKJHGFDSA, STYLES ! JA CI KURNA DAM PIĆ ! JUŻ ! DO LOUISA ! NA KOLANACH !!! ... 'i koronkę do Bożego Miłosierdzia' - tekst mojego katechety xD.
    ...mam coś za dobry humor jak na KOLEJNY smutny rozdział... dziwne ...
    Ulubiony fragment ! ♥ : 'Jak popchnie się pierwszą kostkę domina to reszta też leci prawda? Louis nią był.' - kochany ;'(
    Informuj mnie ! @Gabryska__99
    xx
    P.S. Jak napisałaś życzenia dla Elounor pod fanfiction o Larrym... HAHAHAHHAHAHAHAHHAH ! KOCHAM CIĘ! HAHAHAHAHHAHA XD
    (Huh, przepraszam, że już kilka razy zdarzyło mi się zmieniać profile, z których piszę komentarze, można się w tym pogubić ;p. Ale zgaduję, że moje zawsze rozpoznajesz ! ;3)
    NIECH LARRY BĘDZIE Z NAMI ! ♥
    xx

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak slow zeby opisac ten rozdzial :') Kocham to opowiadanie kurwa! Jest najlepszym opowiadaniem o Larrym jakie kiedykolwiek przeczytalam! Nie umiem pisac komentarzy, malo pisze, ale ciagle czytam.
    Gdybys mogla, to informowalabys mnie na twitterze o nowych rozdzialach :) Z gory dziekuje, czekam na nastepny rozdzial i mass swietny talent! :d
    @juleczka9990

    OdpowiedzUsuń
  8. och Harry czy gdybyś wiedział co z twym ukochanym to przyjechałbyś do niego? :(

    OdpowiedzUsuń
  9. Oh Harry.... błagam przyjedź do niego jak najszybciej, albo poprostu dowiedz się co się stało. Oni muszą być razem... bo to nie była pomyłka..!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeju jak czytam twoje opowiadania wydają sie tak realistyczne c: nawet myślałam ze Niall już nie żyje ;c Masz ogromny talent ;* kocham twoje opowiadania <3

    OdpowiedzUsuń