poniedziałek, 2 grudnia 2013

twenty-first.

Wiem, nie tak miało być..
Wychodzi na to, że to ostatni rozdział tego opowiadania. Przed nami jeszcze epilog i pożegnamy się z Waking Up Alone... ale póki co.. zapraszam. Więcej info na końcu jak zawsze. Chciałam Was tylko przygotować. enjoy xx

__________________________________________________________

Harry.

Minęło sześćdziesiąt siedem dni. Trzy rozdziały wypłynęły z moich żył.
Razem z Nickiem wychodziliśmy do baru średnio trzy razy w tygodniu. Z czasem to polubiłem.
Nie wiem ile kolorowych drinków wypiłem tego wieczoru. Nie wiem jak bardzo byłem nieprzytomny kiedy upadłem na parkiecie i uderzyłem się w głowę. Nie pamiętam nawet drogi do mieszkania. Dziś chciałem nie pamiętać siebie. Ocknąłem się gdy Nick kładł mnie na kanapę. Widok jego dyszącego od wysiłku jakim było prowadzenie mnie, wydawał się bardzo zabawny. Moja głowa bezwładnie opadła na ramię. Było mi na przemian gorąco i zimno, z każdą zmianą temperatur drżałem. Otworzyłem oczy zdając sobie sprawę z tego że jestem w pokoju sam. Mój mózg nie pracował normalnie. W tym momencie poczułem się bardziej samotny niż w całym moim życiu. Uczucie pustki uderzyło mnie, nasilając się z każdą sekundą. Zgiąłem się w pół chowając głowę między kolanami. Obraz przestał wirować, ale nie pomogło na rozdzierającą potrzebę bliskości kogokolwiek. Po raz pierwszy od dawna nie myślałem o desperackiej potrzebie Louisa. Przeraziła mnie myśl o zapomnieniu go, ale brak uczucia tęsknoty powitałem z zadowoleniem. Było pusto. Ja byłem pusty. Jedyną osobą która mogła tą pustkę zwalczyć był.. Nick.
Podniosłem wzrok słysząc, że siada obok mnie. Był zdecydowanie mniej wstawiony. Jego oczy iskrzyły, ale był na tyle rozgarnięty, żeby odwiesić swój płaszcz na wieszak i zdjąć buty. Ja tego nie zrobiłem i dotarło to do mnie w momencie kiedy jego ręce znalazły się przy suwaku kurtki. Nie protestowałem. Obserwowałem go uważnie, jak zdejmuje ją ze mnie i pochyla się żeby zrobić to samo z butami. Nie miałem czasu na czucie się zażenowanym. Gdy tylko znów się wyprostował wiedziałem, że popełnię ten błąd. Błąd to może za mocne słowo... przekroczenie granicy którą sam sobie postawiłem. Pochyliłem się i w momencie kiedy złączyłem nasze usta i nie doczekałem się sprzeciwu do mojej pustki zaczęło wlewać się ciepło.
Nie było tak wrzące jak to którym potraktował mnie Louis. Powoli, na powrót wypełniło wcześniej poparzoną przestrzeń przyjemnie pozwalając mi wziąć głębszy oddech.


***


Obudził mnie łaskoczący oddech tańczący po mojej szyi. Nie chciałem otwierać oczu i mierzyć się z konsekwencjami wczorajszej słabości. dotyk jego dłoni wręcz sprawiały mi ból. A może to uczucia kłębiące się pod powiekami wbijały się we mnie? Poczucie winy, niepewność, złość na samego siebie, wrażenie że go zdradziłem.. które było absurdalne ale tak silne, że pragnąłem zasnąć co najmniej na kilka najbliższych lat. Nie potrafiłem przypomnieć sobie powodu swojego wczorajszego zachowania i specjalnie się nie starałem. Z nadzieją że Nick nie zaangażował w tą sytuację uczuć otworzyłem oczy i spojrzałem w bok. Spał, głęboko oddychając. Do ostatniej chwili łudziłem się, że poczuje cokolwiek kiedy zobaczę go leżącego przy mnie. Nic. Zupełnie jakbym patrzył na kogoś obcego. Najlepiej wyrzucić z pamięci starą miłość kimś nowym. szkoda że tą osobą nie był Grimshaw. Lubię go. Nawet bardzo. Jest dobrym przyjacielem, ale wydarzenia dzisiejszej nocy uświadomiły mnie w tym, że nikim więcej. Westchnąłem i powoli, starając się go nie obudzić wyswobodziłem się z uścisku. Nie oglądając się za siebie wyszedłem z pokoju, udając się do łazienki. Przemyłem twarz zimną, otrzeźwiającą wodą i niechętnie spojrzałem na swoje odbicie. Wyglądałem jak.. człowiek który był na imprezie z kolorowymi drinkami i skończył w łóżku z kimś kogo nie kocha. Własne odbicie wydało mi się tak żałosne, że myjąc zęby nawet na nie nie patrzyłem. Ubrałem się w luźne dresy i bluzę, musiałem też założyć okulary bo nadmiar jarzących świateł sprawił, że oczy były czerwone i mocno podrażnione. Wpatrywałem się w szarość za oknem grzejąc dłonie o kubek z kawą kiedy drzwi do sypialni się otworzyły. Zdziwił mnie fakt że był równie zmęczony i niepewny co ja. Uśmiechnął się lekko i usiadł naprzeciwko, poprawiając zmierzwione włosy.

- Pożyczyłem sobie koszulę. - powiedział po chwili ciszy ciągnącej się w nieskończoność. - Moja nie nadaje się do założenia. - W mojej pamięci zamajaczył moment w którym ją z niego zdarłem i tylko pokiwałem głową. - Harry nie przejmuj się. - zaczął skupiając na sobie moją uwagę. - Poniosło nas wczoraj. Byliśmy pijani, tyle w temacie. - Spojrzałem na niego niepewnie. Tak oczywiste było co chodziło mi po głowie? Odetchnąłem z ulgą i posłałem mu zmęczony uśmiech. - Będę się zbierał. Dziękuję za wczoraj Harry. - potarł moje ramię wstając i ruszył z stronę korytarza.

Nie fatygowałem się odprowadzaniem go do drzwi. Byłem tak bardzo zajęty rozmyślaniem, że nie zwróciłem uwagi na to kiedy wyszedł.
Moja kawa zdążyła wystygnąć, ale ja nie byłem w stanie się poruszać. Byłem tak zmęczony, jakbym spędził cały dzień na siłowni, a tak na prawdę biłem się z myślami.Walkę przerwały wibracje telefonu. Jego odnalezienie nie było prostym zadaniem, leżał na podłodze, zawinięty w ubrania. Spojrzałem na wyświetlacz. Mama.

- Halo?
- Harry kochanie, jak się czujesz? - jej głos był inny. dzwoniła codziennie ale zazwyczaj entuzjazm nie był tak wymuszony jak dziś. Nigdy też nie dzwoniła przed siedemnastą, przecież była w pracy.
- Coś się stało? - zignorowałem jej pytanie.
- Nie.. Po prostu dzwonię bo..
- Mamo. Znam Cię. Mów od razu o co chodzi. - opadłem na kanapę zastanawiając się co jeszcze się dziś wydarzy. Nie było nawet południa a ja już chciałem żeby ten dzień się skończył.
- Dzwoniła do mnie Gemma i-
- Znów coś nie tak z tym jej chłopakiem? Jeśli znów ją zostawił to przyjadę i go zabiję. - przerwałem jej nieco zbyt ostro.
- Nie, nie, u nich wszystko wyjątkowo dobrze.. A od kiedy Ty jesteś taki agresywny synku? - jej ton wywołał u mnie śmiech.
- Odkąd przestałem wierzyć w miłość i inne pozytywne uczucia. - nie wysiliłem się na owijanie w bawełnę.
- Harry.. - westchnęła. - No nie ważne.. Do Gemmy dzwonił... - zawahała się dłużej niż powinna.
- Kto? - podświadomie znałem odpowiedź i mój żołądek zwinął się z supeł.
- Louis. - powiedziała jakby bała się tego imienia. - Tomlinson do niej dzwonił.
- A- Cz.. czego chciał.. - tętno natychmiast przyspieszyło.
- Chciał numer do Ciebie. Prosił o jakiekolwiek informacje..
- Co mu powiedziała?
- Nie podała mu. Powiedziała to co kazałeś, kiedy dzwoniła do nas Perrie, po dziesięć razy dziennie. Że nie chcesz z nim rozmawiać, niech zapomni i da Ci spokój. - wyrecytowała Anne. - Harry jesteś tam? - zapytała kiedy się nie odzywałem.
- Tak.. - skłamałem. moje myśli były całkiem gdzie indziej. - To.. To dobrze. Też wciskał jej tą bajkę co Edwards? Mówił o wypadku? - złapałem dłonią za skronie czując że zaraz eksplodują.
- Tak. Powiedział to samo co ona, a nawet więcej. Harry. - zmieniła ton głosu. - A jeśli on nie kłamie?
- Słucham? - nie mogłem uwierzyć w to co słyszę.
- A jeśli on na prawdę miał ten wypadek? Gemma mówiła  że brzmiał na zmęczonego, mówił że ma problemy z chodzeniem, nie może grać, stracił kontrakt i jedyne o czym myśli od wybudzenia się jest to, żeby móc Cię przeprosić..
- Mamo błagam Cię przesrań! - czułem jakbym zaraz miał przestać oddychać. - Po co miałby wtedy kłamać? Gdyby mnie kochał nie powiedział by tego..
- Tylko mówię Harry. Widzę jak cierpisz. Nie daje Ci to spokoju. Może zadzwoń do niego i postaraj się wybaczyć? Proszę Hazz.. Byliście dla-
- Nie! - byłem tak wstrząśnięty jej słowami i samą myślą o nim że chciałem wyrzucić telefon przez okno. - Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego jak bardzo zabił mnie swoimi słowami. Co czułem, tracąc ostatnią nadzieję wsiadając do samolotu. Jak wiele łez wylałem. Jak bardzo chciałem uwierzyć w tą historię o wypadku i ile godzin spędziłem leżąc otępiały na podłodze, pragnąc mieć go przy sobie. Kochałem go, a on wydarł mi serce bez większego problemu. Nie mogę tak po prostu mu wybaczyć!

Przestałem mówić i po obu stronach słuchawki zapadła niemiłosierna cisza. Miałem ochotę krzyczeć ale łzy zamknęły moje gardło.

- Wiem, przepraszam. - ponownie westchnęła ściszając głos. - Myślałam że powinieneś wiedzieć. Co zamierzasz zrobić z tą książką? Napiszesz o was i co? Przecież to będzie się za Tobą ciągnęło Harry.
- Wiem. - chciałem jak najszybciej zakończyć tą rozmowę.
- Jeśli się uda i stałaby się popularna.. będziesz o nią pytany, będziesz musiał o niej mówić, on może ją przeczytać.. to będzie się za Tobą ciągnęło w nieskończoność i nigdy nie zapomnisz.
- Mamo. Może w tym momencie uznasz że jestem zupełnie niepoważnym dupkiem ale.. - otarłem łzy i odepchnąłem znów emocje. - Zniszczył mnie. - po raz pierwszy określiłem stan jaki pozostawił we mnie Louis. - Niech chociaż da się z tego zrobić dobrą książkę. To będzie jedyne co może po tym wszystkim dla mnie zrobić.
- Nie rozumiem.. Piszesz to bo się sprzeda? - była zszokowana. - Nie poznaję Cię Harry.
- Co innego mi pozostało? Zamęczać się całe życie. Kiedyś mi przejdzie. - przekonywałem się. - a historia tragiczna jest kochana przez czytelników. Tak. Zmieniłem się i już nigdy nie będę taki sam. Podziękowania kieruj do Tomlinsona.
- Harry..
- Nie mam ochoty dłużej rozmawiać.

Rozłączyłem się nie czekając na pożegnanie. Jedyne o czym teraz marzyłem to mieć cholerny spokój.
Bez Louisa, bez pisania, bez śmiesznego życia w którym uczestniczę. Nie wiem w którym momencie bycia tutaj zacząłem zmieniać się w kogoś kto nie chce czuć niczego. Wziąłem z barku ostatnią butelkę alkoholu i siadając na podłodze zacząłem ją opróżniać. Rozpocząłem powolny proces umierania.

***

Louis.

Próbowałem. Starałem się. Szukałem. Prosiłem. Płakałem. Umierałem... Zrezygnowałem.
Na nic poszły próby skontaktowania się z nim, odnalezienia go.. więc dałem za wygraną. Spieprzyłem i teraz mam za swoje. Mam tylko nadzieję że on sobie radzi. Właściwie to chciałbym żeby o mnie zapomniał i nigdy nie płakał z mojego powodu. Minęło sześć miesięcy odkąd widziałem go po raz ostatni. Nigdy nie pomyślałbym na początku naszej znajomości, że po tak długiej nieobecności w moim życiu dalej będzie jedynym co mnie przy nim trzyma. Nadzieja. Powoli się wypalała, ale nie mogę go za to winić. Tak samo jak nie mogę winić kobiety która wjechała we mnie na ulicy, bo to ja przeszedłem nie na przejściu. Tak samo jak nie mogłem winić Perrie za to, że nie udało jej się wyciągnąć kontaktu do niego, od jego rodziny. Tak samo jak nie mogę winić Zayna za to, że dostał kontrakt i gra w Londyńskiej lidze. Nie mogę winić mojej rodziny za to, że minęły cztery miesiące a ja nadal potrzebowałam kuli żeby w miarę normalnie się poruszać. Mogłem winić jedynie siebie. Na całym moim życiu zaważyły słowa które były nieprzemyślane, bo myślałem nad nimi zbyt długo. Trzeba ruszyć dalej prawda?
Owinąłem się ciasno płaszczem i zarzuciłem plecak. Musiałem zrezygnować z ukochanej torby na jedno ramię, bo  noszenie ze sobą kuli wymagało wolnych rąk. Byłem bardzo zmęczony, po siedmiu godzinach wieczornych wykładów. Tak.. zaliczyłem drugi rok. Pozwolili przenieść moje egzaminy na wrzesień bo byłem zasłużony dla szkoły i sytuacja była wyjątkowa. Miałem sporo czasu żeby się uczyć. Początek trzeciego roku wyjątkowo ciężko się rozpoczął. Może dlatego, że kiedy ostatnio byłem na uczelni moje przerwy wyglądały inaczej? Myśl, że jego stare mieszkanie zajmuje teraz para z rozwrzeszczanym dzieciakiem doprowadzało mnie do szału. Dobrze że Mama załatwiła wszystkie formalności i przeniosła moje rzeczy do naszego nowego mieszkania i ja nie musiałem tak wchodzić. Tyle wspomnień.. nawet dusza Nialla tam została. Ciekawe czy ci ludzie wiedzą co stało się w ich łazience. Stanowczo za dużo myślę.
Czekałem już tylko na Perrie. Mieliśmy iść razem na zakupy, potrzebowała porady w doborze sukienki na wyjście z Nathanem. Nigdy nie pomyślałbym że tych dwoje będzie kiedyś razem. Nate to fajny gość, dobrze że ma kogoś tak innego niż Zayn. Postawiłem im jednak warunek. Żadnego mieszkania razem. Tylko ja i Pezz w naszym małym dwupokojowym gniazdku na pierwszym piętrze, ulicę od uczelni. Nie mogłem jeździć samochodem, chodzenie schodami też nie wchodziło w grę... prawa noga jest już niemal zupełnie sprawna, lewe kolano jednak pękło ponownie gdy postanowiłem udać się do sklepu bez podpory, podczas wakacji w Doncaster. Jak zawsze mądry i odpowiedzialny Louis.

- Już idę Loueh! - usłyszałem wołanie Perrie biegnącej korytarzem w moją stronę. - Długo czekasz?
- Nie. - odwzajemniłem uścisk. - Chodźmy. Chcę jeszcze przeczytać kilka tekstów na zajęcia.
- Dobrze Panie przykładny. - puściła mi oczko i biorąc mnie pod ramię pomogła mi zejść po schodkach.

Na zewnątrz było zbyt zimno jak na początek października. Parking był prawie pusty. Czy tylko nas trzymają tak długo na uczelni? Nie miałem nawet możliwości na znalezienie pracy. Musiałbym chodzić na nocki.. i oczywiście nie pozwolili by mi na to. Gdy tylko wspomniałem o chęci zatrudnienia się w małej księgarni w galerii rodzice zaczęli przysyłać mi dwa razy więcej pieniędzy. A ja zacząłem czytać coraz więcej książek z braku zajęć. Liam i Danielle się zaręczyli więc nie był już tak chętny wpadać na piwo, Perrie coraz częściej wychodziła gdyż moja umiejętność przekonywania ją że sobie świetnie radzę była coraz lepsza.. Ostatnio byłem do tego stopnia znudzony, że poprosiłem o odwiedziny Eleanor. Ucieszyła się bo właśnie zerwała z Taylorem i musiała się wygadać. Byłem tak cholernie nudny, że moje życie sprzed kilku miesięcy wydawało się nie wspomnieniem, a innym wymiarem.
Nasza taksówka zatrzymała się przed galerią i po kilku minutach przyjemne ciepło otuliło moje policzki.


***

dwa lata później...

- Louis mógłbyś wyłożyć na półki nową dostawę słuchawek? - usłyszałem głos kierownika po raz kolejny dzisiaj.
- Oczywiście, już idę. - odpowiedziałem bez zająknięcia i poczłapałem w stronę magazynu, poprawiając czapkę z logo sklepu.

Pracowałem tutaj od siedmiu miesięcy. Właściwie nie miałem obowiązku zarabiania ale siedzenie w pustym mieszkaniu mnie dobijało. Odkąd Perrie się wyprowadziła na prawdę nie miałem co ze sobą zrobić w zimowe wieczory. Z utęsknieniem wyczekiwałem wiosny, żeby znów móc wyjść pobiegać. Powrót do pełnej formy był niemożliwy ale przez ostatni rok bardzo się zapuściłem i nie mówię tutaj tylko o braku chęci golenia się. Miałem gdzieś czy broda jest już zbyt długa, liczył się jednak powrót do formy. Nie wiem jak przekładanie towaru w sklepie ma mi w tym pomóc ale... lepsze to niż gapienie się w telewizor.
Nie tylko ja wyczekiwałem wiosny. Termin porodu Dani zbliżał się wielkimi krokami. Liam wręcz skakał z radości kiedy tylko o tym wspominał. Nie dziwi mnie ich entuzjazm. Studia i kariera są nie ważne kiedy ma się swoją rodzinę.. Ale co ja mogę o tym wiedzieć.
Odepchnąłem wszystkie myśli na bok i zająłem się wykładaniem na haczyki opakowań słuchawek.
Skończyłem nieco przed dwudziestą pierwszą.
Oczywiście po piątkowej zmianie zawsze wstąpiłem do księgarni. Ta była dziś niemiłosiernie różowa i zajęło mi dobrą chwilę skojarzenie dlaczego. Za tydzień walentynki.
Oczywiście że o nim pomyślałem. Poznaliśmy się trzy lata temu w sklepie, w którym teraz pracuję. Jak mógłbym o tym zapomnieć. Nigdy nie zapomniałem.
Przed wejściem wisiały jakieś plakaty ogłoszeniowe ale niespecjalnie zwróciłem na nie uwagę. Czy to dobry moment na jakieś romansidło? Jesteś masochistą Tommo.
Udałem się do działu z tym rodzajem książek wcześniej witając się ze stojącą przy kasie Lizzie. Nie miałem wyszukanych kryteriów co do literatury. Byle książka była gruba i tytuł zachęcający. Przeleciałem wzrokiem regał i w tym momencie dostrzegłem spełniającą oba te warunki powieść.
"Moja definicja szczęścia".

___________________________________________________________

No więc... ostatni. Ehm.. Nie wiem co mam napisać. Staram się nie płakać i pocieszać się myślą że jeszcze epilog. Pod nim będę miała do Was dłuższą wiadomość. Teraz dziękuję za wszystko i czekajcie na koniec :)

uwaga! 
zanim się pożegnamy chciałabym specjalnie podziękować wam że byliście ze mną przez cały czas trwania tego opowiadania więc... twitcam! 
To może marne pocieszenie, oglądanie mnie i słuchanie przez długi czas, ale co mi tam.
Piszcie czy wejdziecie, o czym chcielibyście porozmawiać itp..
Podam na nim adres i szczegóły nowego opowiadania (oczywiście że po skończeniu tego zabieram się za kolejne :D) trochę posłuchamy i się powydurniamy?
Więcej szczegółów pod epilogiem. Piszę żeby was przygotować psychicznie ahaha :D

kocham was. ♥
dziękuję za wszystko.

+ nie proście o informowanie. to końcówka no nie? hah :p


6 komentarzy:

  1. Ale jednak nadal chce mi się płakać ;c i ja wiem, że oni w epilogu się znów zejdą nananan (zrób to dla mnie błagam ;cc)
    Kocham. <3 @hellomylarreh

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham to co piszesz siostro <3 ... :'c
    Bd tesknic...

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze tylko epilog? Jezu, przywiązałam się do tego opowiadania. Rozdział wspaniały, naprawdę. Mam nadzieje, że to wszystko dobrze się skończy, bo ostatnio przeczytałam mase dołujących opowiadań i jeżeli to się jakoś tragicznie skończy, to popadne w depresję (to co, że już ją mam, ups)
    W każdym razie, kocham Cię, czekam na epilog i napewno będe czytała nowe opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojej... Tylko epilog? ;c
    Błagam Cię, niech oni się zejdą! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze epilog ;'(
    Mam nadzieję, że się zejdą ;)
    @Hazza_OMFG

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej... To już koniec... Kurcze, trochę mi smutno ;'(
    Ale wiesz co? Cieszę się... Cieszę, że nie kończy się to tak... Tragicznie, jak mogłoby się skończyć.. No wiesz: główni bohaterowie zamiast iść na przód wciąż tkwią w tym martwym punkcie beznadziei, w którym ich życie dosłownie rozsypuje się z powodu braku tej drugiej osoby... Waking Up Alone pokazało nam, że pomimo tego, iż bohaterowie zrezygnowali z siebie (:c), to się nie poddali. Najlepsze w tym blogu jest jednak to, że wszystko opisujesz w taki sposób, że zawsze jeszcze jest jakaś nadzieja na lepsze jutro... I ja takową mam ;) Cały czas mam ten właśnie cień nadziei, że w epilogu pojawi się wątek Larrego, w którym Louis po przeczytaniu książki spróbuje osobiście zobaczyć się z Harrym i dalej... I dalej się zobaczy ; ) (tylko sugestia ! :D)
    Boże, jestem cholernie z Ciebie dumna ! ♥ Pokazałaś mi chłopców takich, jak ich sobie wyobrażam: połączeni jedną z najpiękniejszych miłości świata, lecz w ich żuciu nie zawsze jest kolorowo...
    "Larry Stylinson jest jak Romeo i Julia XXI wieku. Dwoje kochanków, którzy nie mogą być razem. Tylko sceneria i okoliczności się zmieniły. "
    Tym razem nie napiszę ulubionego fragmentu.. Po prostu nie potrafię, nie jestem w stanie... Wszystko napisałaś tak... Emocjonalnie, że chyba nawet za bardzo wzięłam sobie tą część do serca... Ale w sumie ja mam tak po każdym rozdziale ! ;p
    Waking Up Alone... To na zawsze pozostanie w moim sercu, zżyłam się z tym fanfiction ♥
    DZIĘKUJEMY ! x

    OdpowiedzUsuń